fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

"Fack Ju Göhte" nie obraża, może być chronionym znakiem towarowym - opinia rzecznika generalnego TSUE

Adobe Stock
Tytuł popularnego filmu niemieckiego „Fack Ju Göhte” może być zarejestrowany jako znak towarowy, gdyż nie ma dowodu na jego obraźliwy lub wulgarny charakter - stwierdził rzecznik generalny w opinii dla unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Wkrótce ma zapaść wyrok TSUE rozstrzygający ten jeden z ciekawszych sporów o rejestrację znaku towarowego na terenie UE (sprawa C-240/18 P). Opinie rzeczników generalnych nie wiążą Trybunału, ale zwykle są uwzględniane.

Czytaj też:

Jak pachnie twoja marka, czyli niekonwencjonalne znaki towarowe

Znak towarowy: nowa definicja, nowe typy oznaczeń

EUIPO: Goethe poniżony

„Fack Ju Göhte" - w Polsce znany jako "Szkolna imprezka", to niemiecka komedia z 2013 r. o złodzieju, który pragnąc odzyskać łup zakopany pod halą sportową szkoły, zatrudnia się jako nauczyciel.  Film i jego trailery cieszą się sporą popularnością wśród młodej widowni, choć przez krytyków oceniane są jako filmy niezbyt wysokich lotów.

W 2015 r. współproducent filmu firma Constantin Film Produktion GmbH (dalej „Constantin Film") zwróciła się do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) o zarejestrowanie oznaczenia słownego „Fack Ju Göhte" jako znaku towarowego Unii Europejskiej w odniesieniu do szerokiej gamy towarów i usług. Zgłoszenie zostało odrzucone, ponieważ EUIPO uznał, że oznaczenie słowne „Fack Ju Göhte" jest  sprzeczne z dobrymi obyczajami, gdyż wymowa słów „Fack ju" jest identyczna z wymową angielskiego wyrażenia „Fuck you" stanowiącego obelgę. A wyrażenie „Fack Ju Göhte" o szokującym i wulgarnym charakterze, poniża pośmiertnie cenionego pisarza Johanna Wolfganga von Goethe.

Firma Constantin Film wniosła skargę na decyzję EUIPO do Sądu Unii Europejskiej. Sąd ją oddalił, a producent odwołał się od tego wyroku do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Zarzucał Sądowi błędy w wykładni i stosowaniu rozporządzenia Rady w sprawie wspólnotowego znaku towarowego. Zgodnie z nim unijne znaki towarowe nie są rejestrowane, jeśli są „są sprzeczne z porządkiem publicznym lub z dobrymi obyczajami". Ponadto producent twierdził, że doszło do naruszenia zasad równego traktowania, pewności prawa i dobrej administracji.

Rzecznik: wolność wypowiedzi także w znakach towarowych

Rzecznik generalny Michal Bobek zaproponował, aby Trybunał uchylił wyrok Sądu i stwierdził nieważność decyzji EUIPO.

- Wolność wypowiedzi wyraźnie znajduje zastosowanie w prawie znaków towarowych, chociaż jej ochrona nie jest głównym celem znaków towarowych. Celem tym jest zasadniczo zagwarantowanie konsumentom wskazania pochodzenia towarów lub usług - stwierdził rzecznik.

Zauważył, że EUIPO powierzono pewną rolę w zakresie ochrony porządku publicznego i dobrych obyczajów, nawet jeśli nie jest to jego podstawowa rola. Przyznał, że pojęcia „porządek publiczny" i „dobre obyczaje", do których odnosi się rozporządzenie,  w pewnym zakresie nakładają się na siebie, lecz należy je rozróżniać i oceniać przy uwzględnieniu różnych aspektów.

- Jeśli EUIPO zamierza się powołać w szczególności na bezwzględną podstawę odmowy rejestracji, jaką jest sprzeczność z dobrymi obyczajami, tak jak w niniejszej sprawie, musi on wskazać, dlaczego uważa, że owo oznaczenie godzi w dobre obyczaje. Co ważne, owa ocena musi być ugruntowana w konkretnym kontekście społecznym i nie może pomijać okoliczności faktycznych potwierdzających lub ewentualnie podważających zajęte przez EUIPO stanowisko w przedmiocie tego, co w danej chwili jest, a co nie jest zgodne z dobrymi obyczajami panującymi w danym społeczeństwie. Innymi słowy, ocena ta nie może mieć za przedmiot jedynie samego oznaczenia słownego oraz abstrahować od szerszego odbioru i kontekstu społecznego - wskazuje Michal Bobek. Uważa on, że dokonana przez EUIPO ocena, usankcjonowana przez Sąd UE, nie spełnia tych standardów.

Moralność różnie postrzegana

Rzecznik generalny omówił przeprowadzoną przez EUIPO i Sąd ocenę argumentów przedstawionych przez  Constantin Film, takich jak sukces odniesiony przez film „Fack Ju Göhte" (ponad 7 mln widzów do 2015 r.), brak kontrowersji co do jego tytułu (został on zatwierdzony do rozpowszechniania), fakt iż mogą go oglądać widzowie z młodszych kategorii wiekowych oraz fakt, że film został włączony do programu nauczania Instytutu Goethego.

- O ile żadne z powyższych stwierdzeń nie jest samo w sobie rozstrzygające dla przeprowadzenia oceny na mocy rozporządzenia, o tyle stanowią one silny dowód społecznego postrzegania moralności przez właściwy krąg odbiorców. A zatem EUIPO i Sąd musieliby przedstawić o wiele bardziej przekonujące argumenty, aby stwierdzić, że identyczny z tytułem filmu znak towarowy nie może zostać zarejestrowany, ponieważ godzi w dobre obyczaje uznane przez członków dokładnie tego samego kręgu odbiorców - uważa Michal Bobek.

Jego zdaniem Sąd UE naruszył prawo, gdyż zignorował fakt, że  EUIPO nie wyjaśnił należycie powodów odstąpienia od dotychczasowej praktyki decyzyjnej, ani nie  wskazał przekonującego powodu, dlaczego akurat zgłoszenie oznaczenia „Fack Ju Göhte" należało odrzucić, choć  w podobnej sprawie, na którą Constantin Film zwróciła uwagę EUIPO w celu wsparcia swego zgłoszenia, rozstrzygnięcie było zupełnie odmienne.  Chodziło o oznaczenie "Die Wanderhure", które oznacza "wędrującą prostytutkę".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA