fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Koronawirus: antywindykacyjne rady dla przedsiębiorców

Adobe Stock
Nie wszyscy mają świadomość, iż podstawowym zadaniem fachowej antywindykacji jest prewencja, a nie „gaszenie pożarów", kiedy dłużnik ma już na karku liczną grupę windykatorów i komorników.

Najwięcej zagrożeń ponoszenia znaczących strat finansowych, czy nawet bankructwa stoi przed osobami, które zdecydują się na własny biznes. Mam na uwadze tzw. małe i średnie firmy, bardzo często – rodzinne.

Można jednak zazwyczaj tych zagrożeń uniknąć, jeśli zawczasu zabezpieczymy się przed czarnym scenariuszem. I to jest właśnie serce antywindykacji.

Niewesołe jest życie przedsiębiorcy...

Wchodząc we własny biznes, zwłaszcza dziś w czasach szalejącego koronawirusa musimy się zmierzyć z wieloma naturalnymi wrogami. W przypadku przedsiębiorcy, który tworzy firmę z własnych środków (na początek trzeba coś zainwestować), z własnej pracy i pomysłów – zagrożeń dla powodzenia biznesu jest wiele. Między innymi są nimi: działające w danej branży korporacje dysponujące nieograniczonym kapitałem, zmienność i nieprzewidywalność rynku, nierzetelni kontrahenci, problemy z kadrą (błędy pracowników lub ich nieuczciwość). Oraz – zazwyczaj – niska odporność na zachwianie płynności finansowej.

To nie wszystko. Dochodzą do tego liczne pułapki systemowe. Przede wszystkim jest to otaczający nas system prawny, który zdecydowanie preferuje bogate korporacje. W przeciwieństwie do konsumentów, sądy nie mają żadnej taryfy ulgowej dla przedsiębiorców, nawet takich, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą i osiągają przychody na poziomie kilku tysięcy złotych miesięcznie. Ustawodawca co rusz rzuca rodzimym przedstawicielom biznesu nowe zadania i pułapki: gąszcz przepisów i ciągłych zmian, w których nie sposób się połapać.

Z ostatniego okresu: ustalenia dotyczące beneficjentów rzeczywistych, mikro-rachunki, obowiązkowy ePUAP, baza danych odpadowych, biała lista rachunków bankowych i ciągle zmieniające się przepisy dotyczące podatku VAT. Nieco wcześniej: RODO i split payment...

Każdy nowy pomysł „uporządkowania" ustawowego działalności gospodarczej, to kolejna pułapka dla przedsiębiorcy. A każda pułapka to zagrożenie poważną stratą dla osoby prowadzącej biznes, czy nawet upadłością.

Czy zatem przedsiębiorca może zabezpieczyć się przed porażką finansową? Oczywiście. Kilka porad przedstawiam poniżej. Są to typowe, prewencyjne działania antywindykacyjne.

Rada nr 1. Stosuj w biznesie „lekką konstrukcję"

Osoby wchodzące we własny biznes najczęściej idą w kierunku prostych rozwiązań i przejrzystości, błędnie zakładając, że rynek biznesu działa zawsze fair. Dlatego m.in. na polskim rynku królują głównie takie podmioty wśród małych i średnich przedsiębiorców: jednoosobowa działalność gospodarcza, spółka cywilna lub jawna, a także spółka z o.o.

Poza ostatnią formą, pozostałe trzy tworzą piekielne zagrożenie dla przedsiębiorcy, jeśli coś pójdzie nie tak – wówczas przedsiębiorca odpowiada za wszelkie zobowiązania firmy całym majątkiem: i tym, który jest w posiadaniu firmy, ale także – osobistym. Tylko pozornie spółka z o.o. chroni majątek prowadzącego własny biznes (zwykle taka osoba jest w zarządzie spółki). Jak pokazuje praktyka, wierzyciele spółki z o.o. - jeśli ta wpadnie w tarapaty – dość często skutecznie przerzucają odpowiedzialność za zobowiązania tego podmiotu na członków zarządu.

Dlatego, w wielu przypadkach (szczególnie, jeśli dana firma nie jest typowym mikroprzedsiębiorstwem) warto do prowadzenia działalności wybrać formę spółki komandytowej. W przypadku ewentualnych problemów finansowych takiego podmiotu, odpowiedzialność prowadzących ten biznes jest ograniczona tylko do wysokości tzw. sumy komandytowej, która jest określona w umowie spółki i może wynosić np. jedynie kilka tysięcy złotych: czyli taką kwotą ryzykujemy w przypadku porażki finansowej w prowadzonej firmie.

Rada nr 2. Oddzielaj posiadany majątek od działalności operacyjnej

Nierzadko wchodzimy w biznes z własnym majątkiem. Czasem bogacimy się w trakcie prowadzonej działalności. Aby jednak nie ryzykować utraty posiadanego majątku, zawsze - kiedy to możliwe - należy oddzielać tenże od działalności operacyjnej.

Optymalny wariant, do którego należy zawsze dążyć: podmiot, prowadzący działalność operacyjną jest firmą nie posiadającą żadnego majątku. Ewentualny, niespodziewany cios w taki podmiot pozostanie dla przedsiębiorcy zapewne bolesny, ale nie spowoduje utraty posiadanych aktywów.

Rada nr 3. Rejestruj działalność gospodarczą w dużych aglomeracjach miejskich.

Dobrze być firmą rozpoznawalną na rynku dla klientów i kontrahentów. Dokładnie odwrotnie w przypadku licznych urzędów: zdecydowanie lepiej wobec tychże zachować anonimowość.

Przykład

Historia z życia wzięta: przedsiębiorca z miasteczka, które ma 20 tys. mieszkańców, jako lokalny patriota zarejestrował firmę na swoim terenie. Już w pierwszym roku miał 5 kontroli z urzędu skarbowego. Przy kolejnej udał się do naczelnika US (którego poznał osobiście) z pytaniem, czemu tak często musi się spowiadać w urzędzie ze swojej działalności. W odpowiedzi usłyszał: „Proszę pana, a kogo mam kontrolować? Przecież mamy tu bardzo mało firm!"

Rada nr 4. Unikaj kredytów obrotowych

Znam mnóstwo przypadków, kiedy dobrze prosperującą firmę rozłożył na łopatki bank, oferując „dogodny" kredyt obrotowy na znaczącą kwotę (w stosunku do dochodów danego podmiotu). Wielu przedsiębiorców, którzy jako osoby fizyczne, korzystają z bankowych wynalazków typu karta kredytowa, czy kredyt odnawialny w rachunku ROR, liczą, że kredyt obrotowy działa na identycznych zasadach. Czyli spłaca się jedynie odsetki (lub kwotę minimalną - przy karcie kredytowej) i można korzystać z takiego produktu nieprzerwanie przez bardzo długi czas. Bez analizy bieżącej sytuacji finansowej.

Całkiem odmienne zasady obowiązują przy kredytach obrotowych. Po pierwsze: czasem są to niebagatelne kwoty, sięgające do kilkuset tysięcy złotych. Po drugie: taki kredyt zwykle udzielany jest na 12 miesięcy. Po tym okresie bank może nie przedłużyć umowy (o czym dowiesz się na kilka dni przed zakończeniem umowy), co powoduje konieczność natychmiastowej spłaty całego zadłużenia. Czasem „z wielkiej łaski" bank wyraża zgodę na spłatę długu w ratach, proponując jednak dość krótki okres spłaty, np. maksymalnie 24 miesiące. Taka sytuacja mnie spotkała w 2013 roku. Uratowałem się przed klęską finansową, wyłącznie dzięki prywatnej pożyczce.

Jeśli jednak posiadasz kredyt obrotowy i taka sytuacja się zdarzy, a zastosowałeś polecane przeze mnie zabezpieczenia (Rada nr 1 i Rada nr 2), nie tak wiele ci grozi. Mówisz bankowi, że nie posiadasz środków na wymaganą spłatę kapitału, potem bez zbędnej zwłoki zgłaszasz podmiot do upadłości. I otwierasz nową spółkę – z czystym kontem.

Autor jest ekspertem finansowym, członkiem rady przedsiębiorców przy rzeczniku małych i średnich przedsiębiorców

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA