fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Krzysztof Oppenheim - Krajobraz po koronowirusie: co dalej, przedsiębiorco?

Adobe Stock
Na całym świecie obserwujemy nietypowe zjawisko, jakim jest wysyp znaczącej ilości lokalnych superbohaterów. Podjęli się oni identycznego zadania - jednak nie zawsze tymi samymi metodami - jakim jest ochrona mieszkańców danego kraju, przed potwornie silnym wrogiem, jakim jest koronawirus. Jak się okazuje, nie wszyscy beneficjenci tych działań są jednakowo zobowiązani za niesioną pomoc. Widzimy to doskonale w naszym kraju.

Ci niewdzięczni przedsiębiorcy...

Największymi niewdzięcznikami z pewnością będą przedstawiciele rodzimego biznesu. Koncentracja nad walką z tak groźnym wirusem jakby przesłania obraz skutków ubocznych niesionej pomocy. Co wynika wprost choćby z niedawnej wypowiedzi Prezesa NBP. Otóż Adam Glapiński w dniu 12 marca br. stwierdził iż „nastąpi pewne spowolnienie wzrostu gospodarczego, ale nie ma mowy o recesji".

Widać Pan Adam Glapiński, żyje w innej rzeczywistości. Wszak utrzymujący się stan zamarcia życia w większości dziedzin - w okresie dłuższym niż 1 - 2 miesiące - oznacza jednoznaczną katastrofę dla setek tysięcy firm, które wkrótce znikną z powierzchni.

Wolność gospodarcza w czasach zarazy? Uwolnić firmy od przychodów

Początkowo mogło by się wydawać, że ucierpią tylko wybrane branże. W tym oczywiście: transport, turystyka, organizatorzy imprez. Ale przecież są to także dostawcy usług i towarów dla tychże. Jednak, po kolejnych, bardzo drastycznych ograniczeniach „wolności gospodarczej", od dnia 14 marca zamknięte zostało prawie wszystko. Jak długo ten stan się utrzyma? Dziś nikt na to pytanie nie zna odpowiedzi.

Najwięcej szkód takie działania przyniosą tym, którzy są solą polskiej gospodarki, to jest: rodzimym przedsiębiorcom. Szczególnie tym, których możemy zaliczyć do małych i średnich firm. W większości przypadków, odcięcie podmiotu na okres dłuższy niż 2 miesiące, oznacza dla tegoż unicestwienie. Jest tym samym, co np. pozbawienie przez okres ledwie kilku minut dopływu tlenu do mózgu - już po kilku minutach niedotlenienia kora mózgowa obumiera i nigdy się już nie odrodzi.

Są to zmiany nieodwracalne. Podobnie będzie w przypadku firmy, szczególnie tej średniej wielkości, która miesiąc w miesiąc generuje potężne koszty. Może to być kilkaset tysięcy złotych, lub znacznie więcej - w zależności od skali działania..

Za duży, aby nie upaść

Jakie będą więc konsekwencje, dla naszej gospodarki, systemowych działań ratunkowych przez pandemią, podjętych w Polsce? Będzie gorzej, niż tragicznie. Najprawdopodobniej około 90 proc. firm poniesie poważne (lub potężne) straty. A minimum 20 proc. z nich zakończy działalność, ze względu na niewypłacalność. Nieco łatwiej będzie mikro-przedsiębiorcom, którzy albo pracują sami na własny rachunek, albo zatrudniają maksimum kilku pracowników i nie mają znaczących kosztów. W najgorszej sytuacji będą podmioty zaliczane do grupy średnich przedsiębiorców, czyli firmy, które zatrudniają od 50 do 250 pracowników. Przy tak rozbudowanych kosztach, nawet drobny spadek osiąganych przychodów, oznaczać może załamanie się finansów tego przedsiębiorstwa. A przecież, w wielu przypadkach – w zależności od branży – przychody takiej firmy mogą w okresie kwarantanny, spaść niemal do zera. Takie firmy, nie będą więc miały nawet najmniejszych szans na przetrwanie.

Pomocna dłoń? Tak, ale dla wybranych

W tego typu sytuacjach, przedsiębiorca nie może liczyć na nic innego, jak tylko na pomoc systemową. Czy zatem faktycznie takowej się doczekamy? Czy będzie jakaś super spec-ustawa, dzięki której zniszczone przez przymusową kwarantannę firmy, podniosą się jak feniks z popiołów? Dotychczasowe doświadczenia w zakresie systemowej pomocy, na skutek kryzysu, lub nieoczekiwanego wydarzenia nie napawają optymizmem. Patrz: kryzys finansowy w latach 2007 – 2008. Jak się okazało pomoc – i to potężną – otrzymały jedynie banki, a więc ... bezpośredni sprawcy tej katastrofy, która z USA rozlała się niemal na cały świat. Nie doczekali się także żadnej pomocy frankowicze, poszkodowani skokiem kursu franka, który miał miejsce 15 stycznia 2015 roku.

Dlaczego tak się dzieje? Systemowa pomoc może być wyłącznie dziełem rządu danego kraju. A rząd, jak to rząd, działa w interesie własnym oraz powiązanych z nim grup biznesowych. Tu zawsze na miejscu pierwszym będzie sektor bankowy, jako że ten - finansuje deficyt budżetowy. Potem – spółki Skarbu Państwa, oraz potężne korporacje, dzięki działaniom swoich lobbystów. Na samym końcu tego „łańcuszka ważności" są – niestety – polscy przedsiębiorcy. Z pewnością więc, jeśli nawet jakaś systemowa pomoc nastąpi dla tej grupy, będzie to co najwyżej przysłowiowy plaster dla umierającego.

A przecież nasz system niełaskawie podchodzi do przedsiębiorców. Widać to choćby z polskiego prawa, w którym to wszystkich przywilejów, jakie posiadają konsumenci, pozbawia się tych, którzy prowadzą własny biznes. Prawa konsumenta są dość rozbudowane, także w ich sporach z bankami, czy korporacjami. Jeśli jednak spór dotyczy podmiotu gospodarczego, nawet jeśli to jest firemka o przychodach na poziomie kilku tysięcy miesięcznie, staje w sądzie naprzeciwko potężnego banku i musi walczyć jak równy z równym. W konsekwencji bank, czy też korporacja, mogą całkiem bezkarnie stosować w swoich umowach - zawartych z przedsiębiorcami – klauzule abuzywne. Sąd nie uzna wówczas oczywistych racji słabszej strony, bowiem prowadzący działalność gospodarczą nie jest konsumentem, więc można stosować wobec tej grupy nieuczciwe zapisy w umowach i kontraktach.

Musisz umrzeć... aby żyć!

Nie tak dawno temu, jakby przewidując obecną gospodarczą katastrofę, zachęcałem przedsiębiorców do zabezpieczenia się przed sytuacjami ekstremalnymi, jakich w biznesie nie brakuje. W tekście z dnia 24 lutego br. opublikowanym na rp.pl, pt. „Antywindykacyjne porady dla przedsiębiorców" przedstawiłem kilka porad dla osób prowadzących działalność gospodarczą. W tym opracowaniu doradzałem m.in. stosowanie w biznesie spółki komandytowej (co ogranicza odpowiedzialność finansową do drobnej kwoty) oraz do oddzielania majątku od działalności operacyjnej.

W przypadku, gdyby osoba prowadząca własny biznes, zdążyła się zastosować do tychże porad, po prostu „kładzie" bankruta, minimalizując straty, bowiem nie musi ponosić kosztów zawartych, długoterminowych umów (o pracę, umowy najmu, kredytowe i czasem wiele, wiele innych). A jak kataklizm powirusowy mija (bo przecież w końcu to nastąpi!) i jest bezpiecznie – otwiera nowy podmiot. Taki czyściutki, zupełnie bez historii i bez ciągnących się za tą firmą długów. Oczywiście także w formie spółki komandytowej.

Jeśli więc Tobie, przedsiębiorco, śmierć zagląda w oczy, zamiast załamywania rąk, czy też ucieczkę w używki, radzę przemyśleć wariant ucieczki do przodu, do czego będzie niezbędne „uśmiercenie" prowadzonej firmy. Obecna sytuacja, kiedy zostałeś zmuszony do zaprzestania działalności (lub jej ograniczenia) to świetny okres, aby przygotować się na koniec kwarantanny. I rozpocząć wtedy prowadzenie biznesu już pod nowym szyldem. Alternatywą dla eutanazji jest bowiem powolna śmierć. Wybór należy do Ciebie. Nie działaj pod wpływem emocji. Po prostu zrób prosty rachunek zysków i strat i policz, co będzie w Twoim przypadku bardziej opłacalne.

Krzysztof Oppenheim - ekspert finansowy, związany z bankowością od 1993 r. Specjalizuje się także m.in. antywindykacji oraz upadłości konsumenckiej. Członek Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Aktywny przedsiębiorca od ponad 25 lat.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA