Ujawnianie danych oskarżonych w jednej gazecie nie uprawnia pozostałych do obchodzenia zakazu podawania ich bez zgody oskarżonych (bądź prokuratora czy sądu)
.
To sedno piątkowego (29 kwietnia 2011 r.) wyroku Sądu Najwyższego (sygnatura akt I CSK 509/10).
Ta precedensowa kwestia wynikła w procesie o ochronę dóbr osobistych, jaki wydawcy i redaktorowi naczelnemu „Polityki" wytoczyło dwoje szefów schroniska dla zwierząt za podanie ich nazwisk w tekście „Cicho w Krzyczkach" ze stycznia 2008 r. o nieprawidłowościach w tej placówce i wytoczeniu im sprawy karnej.
Gdy reporterzy „Polityki" i przedstawiciele organizacji obrońców zwierząt odnaleźli w tej miejscowości pod Nasielskiem szczątki kilkudziesięciu psów i kotów zagrzebanych tuż za ogrodzeniem schroniska, policja wyprowadziła stamtąd w kajdankach Zdzisława L. (podali pełne nazwisko), właściciela przytułku.
Jak dalej donosiła „Polityka", na podstawie zeznań świadków prokuratura postawiła prezesowi i ówczesnej dyrektorce schroniska (też podano nazwisko) zarzuty o znęcanie się nad zwierzętami i fałszowanie dokumentacji, a w sądzie rejonowym w Pułtusku rozpoczął się ich proces.
Skutkiem publikacji był pozew prezesa i dyrektorki o przeprosiny i zapłatę po 50 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego za naruszenie dóbr osobistych. Sąd okręgowy przyznał im po 35 tys. zł, a sąd apelacyjny zmniejszył kwoty do 15 tys. zł.
Zgodnie z art. 13 prawa prasowego nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym prowadzone jest śledztwo lub proces (podobnie zresztą jak świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych), chyba że wyrażą na to zgodę bądź też właściwy prokurator lub sąd na to zezwoli „ze względu na ważny interes społeczny".
Poza sporem było, że żadne z powodów takiej zgody nie dało, nie dał jej też prokurator ani sąd. „Polityka" pogodziła się z przegraną w stosunku do kobiety, odwołała się zaś do Sądu Najwyższego w sprawie Zdzisława L. Mec. Krzysztof Pluta, pełnomocnik tygodnika, argumentował przed SN, że Zdzisław L. zgodził się na ujawnienie swoich personaliów, udzielając wcześniej wywiadu lokalnej gazecie, w której pod nazwiskiem mówił o swoim procesie. Z kolei na stronie internetowej jednej z organizacji zajmującej się ochroną zwierząt umieszczona była kopia aktu oskarżenia przeciwko szefom schroniska.
– Raz wypowiadając się publicznie o swoim procesie pod nazwiskiem, udzielił zgody na jego podawanie. Gdybyśmy uznali, że przy kolejnych publikacjach ma też zgody udzielać, oznaczałoby to, że może decydować, które z gazet mogą poruszać dany problem, i wpływać na zakres publicznej debaty – przekonywał pełnomocnik tygodnika.
– Poza tym podanie informacji w lokalnym piśmie jest bardziej dotkliwe niż w ogólnopolskim.
Po stronie powoda nie było w SN nikogo, ale i tak wygrał sprawę.
– Nawet w sposób dorozumiany może dojść do udzielenia zgody na publikację danych oskarżonego, ale to nie oznacza, że danie jej jednemu tytułowi oznacza zgodę dla innych – mówiła w uzasadnieniu sędzia Marta Romańska. – Jedna zgoda prokuratora czy sądu (kierują się interesem publicznym) uzasadnia następne, ale gdy zgodę wyraża sam zainteresowany, to ma prawo decydować, w jakiej sytuacji i na jakich warunkach jego dane będą podane w wywiadzie. Co się tyczy lokalnej prasy, to zdaniem SN tam skutek publikacji jest mniejszy, ponieważ o jej bohaterze większość społeczności ma już wyrobione zdanie.
W konsekwencji SN skargę kasacyjną „Polityki" oddalił. Wyrok jest ostateczny.
Zobacz więcej w serwisie:
»
»
»
»
»
»