fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Poszukiwana wola ratowania tradycji

Rzeczpospolita
Andrzej Novak-Zempliński, prezes Domus Polonorum – stowarzyszenia zrzeszającego ponad 100 właścicieli, którzy odzyskali i remontują dawne posiadłości ziemiańskie.
Rz: Czy dzisiaj w polityce można rozmawiać o sentymentach?
Andrzej Novak-Zempliński: Nie trzeba się wstydzić sentymentów‚ które są sposobem postrzegania wartości. Tradycja ziemiańska jest na nich oparta. „Pan Tadeusz” jest oparty na czystym sentymencie do krajobrazu rodzimego‚ gdzie dominantę stanowiły dwór‚ kościół‚ cmentarz itd. Taka była przestrzeń lokalna... Mickiewiczowi tego krajobrazu zabrakło....
Właśnie‚ zabrakło. Z jaką architekturą Polacy się utożsamiają? Polacy formę domu rodzinnego odnoszą do dworu. Nie tęsknią ani do chałupy, ani do bloków. Byłoby to i piękne, i dobre‚ gdyby zostało poważnie potraktowane przez architektów. Tak jak w okresie dwudziestolecia‚ kiedy powstał tzw. styl dworkowy‚ ceniony do dziś.Teraz istnieją uzurpacje do posiadania dworu. Przyjmując‚ że 10 proc. społeczeństwa stanowiła szlachta – rzecz niespotykana w Europie – procent ludzi utożsamiających się z dworem jest znacznie wyższy. Dwór jest nobilitujący i atrakcyjny. Chociaż banalnie postrzegany. Kolumienki‚ ganeczki‚ kwiatuszki... Co było istotą dworu? Dwór to więcej niż dom, to instytucja. Po pierwsze, był gospodarstwem rolnym – mniejszym‚ większym‚ czasem ogromnym, ale też ośrodkiem kultury‚ który promieniował na otoczenie‚ tworzył wzorce gospodarcze i obyczajowe. Większość postaci znana z dziejów Polski wywodziła się z dworu. O tym mało kto dziś raczy pamiętać. Te postaci znamy‚ a nie ratujemy tego‚ co je łączy – właśnie dworu. I to jest nieprawdopodobną krzywdą historyczną. Czy są szanse ratowania resztek tej architektury? Szanse są. Trudność polega na tym‚ że ciągle nie ma woli politycznej ani praktyki restytucji mienia. Naszą troską szczególną jest kontynuacja tradycji. Chcielibyśmy‚ by do domów wróciły rodziny lub by przeszły one w ręce ludzi‚ którzy nadadzą im sensowną formułę. Żeby te domy żyły i przenosiły przerwaną wiekową pamięć. Mówimy o szczątkach tradycji ziemiańskiej. Są spadkobiercy‚ którzy nie czekają. Czasem dogadują się z lokalnymi władzami na symboliczną złotówkę‚ by ratować. Opuszczone obiekty podlegają szybkiej degradacji. Naciskacie na polityków? Przy kolejnych zmianach władzy sprawy kultury są traktowane marginalnie. Nasze stowarzyszenie jest zbyt małe‚ by mogło oddziaływać na czynniki polityczne. Natomiast tworzenie lobby wokół ratowania dziedzictwa narodowego jest istotne i szukamy porozumienia. Z Towarzystwem Ziemiańskim mamy tu jedność celów. Jest Towarzystwo Opieki nad Zabytkami‚ jest Stowarzyszenie Konserwatorów Zabytków... Jest możliwy nacisk polityczny, zanim będzie za późno. Towarzystwo Ziemiańskie domaga się ustawy reprywatyzacyjnej. Czynniki polityczne tę sprawę oddalają, bo jest zbyt kłopotliwa i kosztowna dla państwa. Sytuacja jest trudna z powodów ideowych czy zawiści klasowej i majątkowej? Istnieje wiele czynników. I zawiść‚ i lenistwo. Bez noża na gardle nie podejmuje się decyzji‚ bo po co. Istnieje koniunkturalizm polityczny. Po co przyjmować problemy trudne‚ którymi zainteresowana jest ograniczona grupa osób? Reszta społeczeństwa powie: a po co nam to? Jeśli mnie mieliby oddać‚ to proszę bardzo‚ ale jeśli komuś, to jestem przeciw. Tak często ludzie myślą. Jednak nie należy akcentować kwestii własności‚ tylko kulturową wartość dziedzictwa‚ które trzeba chronić. I dlatego wyszedłem z pomysłem programu narodowego. Są możliwe środki europejskie? Żeby po nie sięgnąć, trzeba stworzyć ogólnopolski program ratowania dziedzictwa dworskiego. Indywidualny inwestor nie ma do nich dostępu. Tak są‚ niestety‚ sformułowane zasady. Są pieniądze na nowe miejsca pracy. Ma szanse ktoś chcący zrobić pensjonat, ale jeśli chce wrócić i mieszkać, to żadnych. Czy pojęcie „skarb państwa” należy rozumieć jako sumę majątków obywateli czy jako własność instytucji państwa? Skarb Państwa posiada tylko formalnie. Bogactwo kraju stanowi stan posiadania obywateli. Bogaty obywatel płaci podatek‚ czasem nawet z chęcią. Biedny unika jak może‚ bo niby z czego. Rzeczywiste elity w dawnej Polsce, szlachta i ziemiaństwo, tworzyły wzorce kulturowo-obyczajowe. Część z tego przetrwała. Ale elita bez zaplecza ekonomicznego stała się kiepską elitą. Dzisiaj wzorce komercyjne i konsumpcji sprzedawane w magazynach i telewizji na potęgę tworzą nowe elity szybkiego pieniądza. Czy się w tym odnajdzie tradycja ziemiańska? Ta tradycja w PRL była pokazywana w fałszywym świetle i do dziś jest ośmieszana. Utracjusze są w każdej grupie społecznej. I o nich jest najgłośniej. A przecież większość elit po prostu trwała. O pracy‚ obowiązku nikt nie mówi. Nie chcę wpadać w górnolotny ton‚ ale to jest zawarte w naszej historii. Były ofiary i właśnie ziemiaństwo poniosło największe‚ a w konsekwencji jako grupa społeczna najbardziej zostało skrzywdzone. Mieli‚ stracili‚ tzw. sprawiedliwość społeczna zaistniała. Dwór jest nobilitujący i atrakcyjny. Chociaż banalnie postrzegany. Kolumienki‚ ganeczki‚ kwiatuszki Reforma rolna nie miała na celu naprawy polskiego rolnictwa, tylko zniszczenie rzeczywistej elity – ziemiaństwa. Wyrzucenie go poza nawias oddziaływania społecznego‚ czyli pozbawienie warsztatów pracy‚ zaplecza ekonomicznego. I nie ma elity‚ zostało wspomnienie. Czas upłynie, zanim dzisiejsze pseudoelity zaczną poszukiwać głębszych wartości‚ bo powierzchowność przestanie im wystarczać. Trzeba pokoleń‚ żeby dojrzała nowa elita‚ która znowu będzie kulturotwórcza. Z jakimi problemami spotykają się członkowie Domus Polonorum? Oczywiście bez pieniędzy nie da się niczego zrobić. Trzeba też pasji i determinacji. Do kupowania czy odzyskiwania obiektów z zasobów Skarbu Państwa jest niechętny stosunek. Jeśli występują o to spadkobiercy‚ to trzeba traktować ich w sposób specjalny. Było nawet takie zalecenie ministra kultury. Jeśli jest życzliwość władz‚ to czasem sprzedaje się za złotówkę. Ale sprzedaje‚ taka musi być formuła. Odkupuje się swoje. Nie wszyscy na to się godzą. To jest problem – nierespektowanie praw własności. Wiele pozostawia do życzenia funkcjonowanie służb konserwatorskich‚ według których najlepiej byłoby umartwić zabytkowe obiekty. Owszem‚ trzeba respektować zasady konserwatorskie, ale z zachowaniem zdrowego rozsądku i życiowej praktyki. Domy i dawniej były przystosowywane do życia. W przypadku ruin konserwatorzy są obciążeniem? Rzecz w tym‚ żeby podchodzić i rozsądnie, i z kulturą. Urzędnik ma być merytorycznie przygotowany‚ ale ma być sojusznikiem właściciela‚ a nie kontrolującym przedstawicielem władzy‚ który odwołuje się do gremiów naukowych‚ kiedy jest problem. Profesorowie zasiadają i orzekają teoretycznie. Nie wnikają w problem właściciela‚ jego życia‚ potrzeb, planów. Przewagę ma doktryna konserwatorska. Tymczasem inne przypadkowe osoby kupują obiekt zabytkowy‚ odbudowują, jak chcą, i konserwatora tam nie ma. Potem jest za późno i powstają rzeczy‚ które nijak się mają do tradycji. Jedna propozycja reprywatyzacji została utrącona przez Kwaśniewskiego. Co dalej? Sprawa zawsze przysycha i ożywa w okresie przedwyborczym. Politycy wykazują tzw. dobrą wolę. Wtedy się okazuje‚ że każdy głos się liczy i w każdej grupie politycznej są związki z byłymi ziemianami... Ale oni nie mają głosu decydującego. Po wyborach są ważniejsze sprawy. Można wrócić do każdej formuły. Nie będzie idealnego rozwiązania. Chodzi o zwrot tego‚ co jest możliwe w naturze, i rekompensatę, której wysokość jest problemem. Czy nie powinno się tego rozdzielić? Powinno. Nawet jeśli tym, którym można zwrócić, się zwróci‚ a ci, którym nie można, nie dostaną. Wydaje mi się‚ że odzyskanie dzisiaj dworu w naturze wiąże się nie z pozyskaniem majątku, tylko z obciążeniem. Oczywiście. Dlatego ja ciągle wracam do pomysłu programu dwór polski. Obiekt musi mieć właściciela‚ by przetrwał. Kto skorzystał na braku reprywatyzacji? Część społeczeństwa. Byle jak‚ ale skorzystała. Dzisiaj korzysta bardziej. Ci‚ którzy otrzymali ziemię w ramach reformy rolnej‚ a dzisiaj mogą ją sprzedać, zyskali. Ale nikt nie mówi o przywróceniu stanu sprzed reformy rolnej. Natomiast są obszary‚ które nie były poddane parcelacji, i te mogłyby być zwrócone. Ale okazuje się‚ że też nie. Bo te grunty Agencja Nieruchomości Rolnych wolałaby sprzedawać na wolnym rynku. Urzędnicy agencji widzą w nich zabezpieczenie własnej egzystencji. Problem moralny i prawa własności wolą wyciszyć, bo blokują im swobodny obrót tymi nieruchomościami i ziemią. Zwrócić, czyli nie wziąć za nie pieniędzy. Skarb Państwa‚ mój Boże‚ co to za właściciel! Wszystko jest wspólne. Są siły polityczne‚ które cały czas dają odpór reprywatyzacji. A to kwestia elementarnej uczciwości i uznania praw własności. Co jest jeszcze cenne dla tradycji? Nas interesuje związany z dworem obszar kultury. Problemy z konserwatorami stwarza porządek przestrzenny wokół dworu. Sprzedaje się te tereny częściowo albo dzieli ze szkodą dla ładu krajobrazowego‚ który powinien być chroniony. Pałac z ogrodem w Guzowie Sobańskich był dominantą krajobrazową‚ rodzina walczyła o zachowanie strefy chronionej, by nie wyrosły wokół różne pomysły industrialne. We dworze Sokule opodal Guzowa konserwator nie widzi potrzeby tworzenia stref chronionego krajobrazu‚ bo to jest dla niego kłopot. Urzędnicy to funkcjonariusze państwa. Może nie mają wytycznych... Dzisiaj urzędnik konserwatorski powołuje się na święte prawo własności‚ gdy wokół dawnych założeń dworskich ludzie chcą, zamiast uprawiać grunty, sprzedać je na działki i jednorazowo zarobić pieniądze. Nie jest ważne‚ czy to zdegraduje krajobraz‚ który cudem się zachował. Święte prawo własności nie działa natomiast‚ gdy właściciel chce odzyskać stary dom rodzinny. Nikt na rękę nie pójdzie‚ bo państwo straci. Uczciwość okazuje się bardzo kosztowna.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA