fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Mediacje: lepiej umieć się godzić niż procesować

123RF
Dziwne to czasy, gdy na turystę trzeba mieć paralizator.

Kilka dni temu internet obiegł film nagrany przez turystów z Zakopanego. Umieścili film w internecie, wskazując, że zostali wyrzuceni z apartamentu przez właścicielki, poturbowani paralizatorem i znieważeni. Na miejsce zdarzenia została wezwana policja. Na filmie widać awanturę, właścicielki wyrzucające rzeczy z mieszkania, słychać krzyki i awanturę. Wszystko to według autorów filmu z powodu zwrócenia uwagi na kilka drobnych usterek w mieszkaniu, jak zbite lustro, niedomykające się drzwi czy plama na łóżku. Można tylko ubolewać, że wspomnienie urlopowe na pewno nie będzie miłe dla turystów, a i pensjonat nie przedstawił się w najlepszym świetle. Swoją drogą dziwne to czasy i obyczaje, że przed turystami trzeba się dziś zabezpieczać monitoringiem i paralizatorami.

Niestety, dla sądów pewnie ta sprawa tak szybko się nie zakończy. Z doniesień mediów wynika, że właścicielki pensjonatu oraz turyści prezentują dwie odmienne wersje zdarzeń. Właścicielki twierdzą, że to turyści spowodowali usterki, a one chciały je tylko sfilmować i usunąć. Wówczas doszło do awantury.

Dwie wersje zdarzeń...

Można się więc spodziewać, że bohaterzy tego zdarzenia z obu stron wniosą kilka spraw karnych, jak też cywilnych o zapłatę zadośćuczynienia itd. Sprawy będą się ciągnąć kilka lat, a sąd pewnie przesłucha świadków, wszystkie strony konfliktu, aby ustalić, kto mówi prawdę i czyja wersja jest bardziej prawdopodobna. Jak zwykle bywa w tego typu sprawach, sąd ma do czynienia za słowem przeciwko słowu. Choć też dzięki technice będzie analizował nagrania. Jak wynika z doniesień mediów, są dwa filmy.

Czy ich bohaterowie mają świadomość, że będą kilka lat uczestniczyć w różnego rodzaju postępowaniach sądowych, często w sądach oddalonych o kilkaset kilometrów, że czekają ich wielogodzinne przesłuchania, że sąd będzie musiał prowadzić kilka odrębnych spraw? Czy mają świadomość, że każda tego rodzaju interwencja zabiera cenny czas policji, która w tym czasie powinna wykonywać inne czynności czy wezwania do rozboju czy kradzieży?

Przykład ten jest małym wycinkiem spraw, które co roku trafiają do naszych prokuratur i sądów. Sprawy dotyczą praktycznie wszystkiego. Od sporów sąsiedzkich przez rozliczenia rodzinne aż po przejazdy bez ważnego biletu. Zdarzają się sprawy nawet o kilkanaście złotych, choć koszty społeczne funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości przy tego typu sprawach wielokrotnie przewyższają wartość przedmiotu sporu i obciążają całe społeczeństwo. Sądownictwo jest niedofinansowane, dramatycznie brakuje pracowników i wysoko wykwalifikowanych asystentów oraz referendarzy sądowych. Kolejka zaś spraw coraz bardziej się wydłuża. Wymiar sprawiedliwości nie może jednak opierać się na pełnej odpłatności. Koszty sądowe pełnią tylko funkcję umowną, w przeciwnym razie byłyby one barierą w dostępie do sądu. Racjonalne społeczeństwo nie nadużywa jednak wymiaru sprawiedliwości.

Drobne sprawy do mediacji

W wielu innych krajach tego rodzaju spory nie trafiają do sądów, ponieważ postępowanie sądowe kosztuje zbyt dużo, aby angażować sąd w drobne kłótnie czy spory sąsiedzkie. Drobne sprawy, w których spór dotyczy kwestii niewymagających skomplikowanych zabiegów i wykładni prawa, powinny być rozstrzygane na poziomie mediacji bez angażowania sądów i policji. Postępowanie mediacyjne jednak po ponad 14 latach funkcjonowania wciąż kuleje i nie przynosi oczekiwanych efektów. Mniej niż 1 proc. spraw skierowanych do mediacji kończy się pozytywnym wynikiem.

Być może jednak wynik ten nie jest jedynie wadą procedury, raczej sprawą mentalności i przedmiotowego traktowania wymiaru sprawiedliwości. Zamiast rozwiązać spór spokojnie i bezkonfliktowo, ludzie za wszelką cenę chcą jego eskalacji. Znamienne jest także nagrywanie filmów, robienie zdjęć czy zabezpieczenie świadków. Wszystko to oczywiście już na potrzeby sprawy sądowej. Czy nie lepiej było jednak w tej sprawie zamiast dążyć do zaognienia konfliktu poprosić o pomoc mediatora czy też najzwyczajniej w świecie spróbować się polubownie dogadać?

Sąd w roli mediatora

Niestety, nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego nie wprowadza również mechanizmów, które pozwoliłby nadać realny wymiar mediacji. Zdaje się, że nie ma żadnego pomysłu od wielu lat, jak do niej przekonać Polaków. Nowość, jaką ma być sąd w roli mediatora, i do tego pouczający o prawdopodobnym wyniku sprawy przy obecnym spadku zaufania do sądów to najgorsze z możliwych rozwiązań. Poza tym na przejście od roli bezstronnego milczącego arbitra do roli sędziego – uprzedzającego o wyniku sprawy – wymaga zmiany myślenia i podejścia samych sędziów, których nikt do tej pory nie nauczył takiej postawy. Przede wszystkim musi się zmienić nastawienie stron i ich pełnomocników, którzy do tej pory oczekiwali, że sąd będzie milczał niczym sfinks, a jeśli sędzia ujawnił swój pogląd, to składali wnioski o wyłączenie.

Jedno jest pewne: takie rozwiązania sprawdzają się tylko w krajach, w których jest wysoki poziom zaufania do sądu, który jest traktowany jako najwyższy arbiter. U nas można się spodziewać skarg do wizytacji, wniosków o wyłączenie sędziego i zarzutów w postępowaniu apelacyjnym pod adresem stronniczego zdaniem strony sądu. Regulacja ta zamiast pojednać strony będzie je jeszcze bardziej antagonizować.

Zamiast symulacji rozpraw może symulacja mediacji

W ostatnim czasie sędziowie angażują się w różnego rodzaju pokazy i symulacje procesów sądowych. Wydaje się jednak, ze Polacy doskonale wiedzą, jak się procesować, o czym może świadczyć wciąż wzrastająca liczba spraw sądowych. Co więcej, coraz częściej w procesach są nagrania, esemesy czy korespondencja i rozmowy stron, utrwalone i nagrane czasem potajemnie specjalnie na użytek procesów. Może należałoby zacząć edukować społeczeństwo, jak się godzić, a nie jak się procesować i zdobywać dowody?

Wraz z rozwojem społeczeństwa pojawiły się nowe techniki, urządzenia, komputery. Potrafimy nagrać przebieg zdarzenia, ale wciąż potrzebny jest sąd, aby zinterpretować jego wyniki. Powinniśmy się jednak nauczyć nie tylko dokumentować przebieg zdarzeń, ale też, jak rozładować konfliktowe sytuacje. Symulacje powinny obrazować trudne konflikty i sposoby ich polubownego rozwiązania. Warto uczyć obywateli korzyści indywidualnych, ale i społecznych z takiego sposobu rozwiązywania sporów.

Uczyć kultury prawnej i przestrzegania zasad współżycia społecznego

Jest taki przepis w kodeksie cywilnym, rzadko stosowany, a jakże użyteczny. Artykuł 5 kodeksu cywilnego stanowi mianowicie, że nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.

Sąd Najwyższy wprawdzie w konkretnych przypadkach zaleca, aby przepis ten stosować wyjątkowo. Tymczasem przepis ten jest fundamentem kultury prawnej. Zwyczajowe zasady uczciwego postępowania, ogólnie akceptowane w społeczeństwie mają przecież swoje rzymskie korzenie.

Nie trzeba skomplikowanych zabiegów wykładni, umów czy porozumień, aby zrozumieć, że kluczem do budowy społeczeństwa obywatelskiego jest przestrzeganie zasad współżycia społecznego. Mam nadzieję, ze sędziowie będą mieli odwagę coraz częściej sięgać po tę klauzulę, uzasadniając swoje orzeczenia. W ten sposób można rozpocząć trudny i wymagający proces edukacji społeczeństwa. Nie bójmy się sięgać po zasady współżycia społecznego, gdyż dzięki temu możemy edukować społeczeństwo i pokazywać, że nie w każdej sprawie trzeba iść do sądu, czasem wystarczy postępować zgodnie z zasadami uczciwości i rzetelności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA