fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Co z tym ślubowaniem sędziów TK

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Skoro przepisy nie przewidują prawa do odmowy lub zwłoki w odebraniu ślubowania sędziów, powinno ono nastąpić niezwłocznie – uważa prawnik Maciej Pach.

Profesor Andrzej Dziadzio w tekście „Nieznośna lekkość polemiki w sprawie wyroku o TK" („Rz" z 7 marca 2016 r.) po raz trzeci – wcześniej w artykule „Quis custodiet custodes ipsos?..." na łamach „Forum Prawniczego" nr 5 (31)/2015 i w rozmowie „Trybunał nie dochował rzetelności i bezstronności" „Rz" z 1 lutego 2016 r.) – stara się wykazać wadliwość prawną wszystkich uchwał o wyborze sędziów TK z 8 października 2015 r. i prawo prezydenta do odmowy odebrania ślubowania. Trudno jednak podzielić jego tezy.

Zdaniem profesora prezydent nie miał obowiązku odebrania ślubowania, bo Sejm podjął uchwały stwierdzające bezskuteczność uprzednio dokonanego wyboru sędziów, a takie działanie Sejmu było uzasadnione wadliwością procedury tego wyboru. Wada miała polegać na tym, że prawa samodzielnego zgłoszenia kandydatów pozbawiono posłów największego ugrupowania opozycyjnego, poprzez – niezgodne z dotychczasową praktyką – zgłoszenie kandydatów przez Prezydium Sejmu. Jednocześnie prof. Dziadzio twierdzi, że – wbrew treści komunikatu Biura TK z 29 lutego 2016 r. – podstawę prawną zgłoszenia kandydatów stanowił art. 30 ust. 1 regulaminu Sejmu, a nie art. 19 ust. 1 ustawy o TK.

Z racji ograniczonych ram tej polemiki tym razem pomijam wątek możliwości Sejmu (a raczej jej braku) wywoływania uchwałami takimi jak te z 25 listopada 2015 r. skutków prawnych, a skupiam się na samym wyborze dokonanym 8 października 2015 r.

Rzeczywiście, we wszystkich wnioskach z 29 września 2015 r. zawierających kandydatury sędziów TK Prezydium Sejmu jako podstawę prawną wskazało art. 30 ust. 1 regulaminu, a nie art. 19 ust. 1 ustawy o TK. Czy ma to znaczenie dla sprawy? Miałoby tylko wtedy, gdyby przyjąć, że oba te unormowania odmiennie regulują prawo określonych w nich podmiotów (Prezydium Sejmu, grupa posłów) do zgłaszania kandydatów. Profesor Dziadzio uważa, że skoro w art. 30 ust. 1 regulaminu użyto sformułowania „Prezydium Sejmu albo co najmniej 50 posłów", to zgłoszenie wniosku przez jeden z tych dwóch podmiotów dezaktualizuje prawo drugiego, bo mamy do czynienia z alternatywą wykluczającą. Jego zdaniem jesienią 2015 r. celowo sięgnięto po ten przepis zamiast po art. 19 ust. 1 ustawy, gdyż ten drugi pozwalałby także posłom PiS samodzielnie zgłosić swoich kandydatów. Tam bowiem mowa o prawie zgłaszania kandydata przysługującym „Prezydium Sejmu oraz grupie co najmniej 50 posłów". Użyto więc spójnika „oraz" zamiast „albo". Taka aptekarska wykładnia musi jednak prowadzić na manowce. Za odstąpieniem od zakazu wykładni synonimicznej przemawia zaś wiele argumentów. Warto odnotować przekonującą myśl prof. Lecha Morawskiego: „(...) zastosowanie reguły zakazu wykładni synonimicznej nie może abstrahować od specyfiki konkretnej regulacji i celów, które są z nią związane" („Zasady wykładni prawa", wyd. II, Toruń 2010, s. 119).

Po pierwsze, użycie funktora „albo" nie zawsze oznacza alternatywę wykluczającą. W określonych przypadkach, w zależności od kontekstu interpretacyjnego, może oznaczać także synonim funktora „lub", czyli alternatywy zwykłej. Jeśli zaś odczytamy „albo" jako „lub" (względnie – „a także"), to prawem zgłoszenia kandydatów również na gruncie art. 30 ust. 1 dysponowały zarówno Prezydium Sejmu, jak i grupa posłów.

Należy podkreślić, że prawodawca często nie przestrzega zasad puryzmu logicznego i wielokrotnie zamiennie używa spójników „lub" i „albo". Szukać nie trzeba daleko. W ustawie o TK z 1997 r. zdanie pierwsze art. 5 ust. 4 brzmiało: „Kandydatów na stanowisko sędziego Trybunału przedstawia co najmniej 50 posłów lub Prezydium Sejmu". Równolegle od wielu lat obowiązywał ten sam art. 30 ust. 1 regulaminu, na który powołuje się prof. Dziadzio, a który operuje funktorem „albo". Bodaj nikt nie zauważył tej różnicy, bo nie jest to różnica istotna. Powyższy przykład pokazuje, że spójnik „albo" nie wyraża tak jednoznacznej treści, jak chciałby tego prof. Dziadzio. Skoro zaś wykładnia językowa nie prowadzi do jednoznacznych ustaleń, należy odwołać się do wykładni systemowej i funkcjonalnej.

Po drugie, art. 31 ust. 2 regulaminu Sejmu dopuszcza expressis verbis zgłoszenie więcej niż jednego kandydata na dane stanowisko, co dotyczy także sędziów Trybunału. Brak tutaj zastrzeżenia o odmiennej regulacji, gdy kandydata zgłosiło już Prezydium Sejmu. Tymczasem prof. Dziadzio twierdzi na łamach „Forum Prawniczego", że kandydatów zgłosiło Prezydium, bo „dało mu to możliwość ograniczenia potencjalnych zgłoszeń do wymaganego minimum" (s. 22 powołanego tekstu). Brak uzależnienia – w świetle art. 31 ust. 2 – dopuszczalności zgłaszania wniosków „nadliczbowych" od dokonywania tego wyłącznie przez grupy posłów także przemawia za tezą, że jesienią 2015 r. posłom PiS nie odebrano prawa do samodzielnego zgłoszenia kandydatów na stanowiska sędziów TK. Zauważmy też, że argument z alternatywy wykluczającej podobno zawartej w art. 30 ust. 1 stoi w ogóle w sprzeczności z art. 31 ust. 2 wyrażającym przekonanie prawodawcy o możliwości pojawienia się większej liczby kandydatów. Jeśli bowiem mamy do czynienia ze stosunkiem wykluczania się, to zgłoszenie kandydata przez „co najmniej 50 posłów" pozbawiałoby inicjatywy nie tylko Prezydium Sejmu, ale i kolejne grupy posłów. Argument z alternatywy wykluczającej narusza więc dyrektywę wykładni systemowej, zgodnie z którą „[n]ie należy interpretować przepisów prawa w sposób prowadzący do ich sprzeczności z innymi przepisami" (L. Morawski, dz. cyt., s. 147).

Po trzecie, gdyby przyjąć tezę o alternatywie wykluczającej, to należy zastanowić się nad ratio legis takiego rozstrzygnięcia. Czy chodziłoby o dopuszczenie wyścigu z czasem, polegającego na tym, że aby móc zgłosić kandydata, należy złożyć wniosek do marszałka Sejmu, zanim uczyni to „konkurencyjnie" przewidziany w procedurze podmiot?

Po czwarte, nawet jeżeli założymy, że na gruncie regulaminu Sejmu postanowiono tego rodzaju wyścig z czasem dopuścić, to pojawia się pytanie, dlaczego posłowie PiS jesienią 2015 r. nie „ubiegli" Prezydium Sejmu? Gdyby konsekwentnie stosować tezę o alternatywie wykluczającej, w razie zgłoszenia kandydatów przez grupy posłów PiS, na te same stanowiska sędziów TK nie mogłoby już zgłosić kandydatur Prezydium Sejmu. Czasu na takie działanie było co niemiara. Zgodnie z art. 137 ustawy o TK termin na złożenie wniosku wynosił 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy (tj. od 30 sierpnia). Prezydium Sejmu zgłosiło kandydatury 29 września, w ostatnim możliwym dniu. Gdyby posłowie PiS chcieli samodzielnie, jako grupa posłów, zgłosić kandydatury, to by to uczynili. Warto zauważyć, że w tamtym czasie nie twierdzili, że marszałek Sejmu odmówił przyjęcia ich wniosków. Dopiero po wybuchu kryzysu konstytucyjnego niektórzy (np. Zbigniew Ziobro w grudniu 2015 r.) zaczęli głosić, że wystąpiła wada proceduralna, bo kandydatów przedstawiło samodzielnie Prezydium Sejmu, a zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o TK powinno tego rzekomo dokonać wspólnie z grupą posłów. Jest to jednak argument inny niż podnoszony przez prof. Dziadzio, a przy tym również nie do zaakceptowania, już choćby z tego względu, że taka wykładnia – w razie braku porozumienia co do kandydata pomiędzy Prezydium Sejmu (w którym dominuje większość sejmowa) a mniejszością sejmową – prowadziłaby do niedokonywania wyboru sędziów TK, co z pewnością nie było celem ustawodawcy.

Po piąte, zwyczaj parlamentarny – przynajmniej w polskim prawie konstytucyjnym – nie może derogować przepisów. Praktyka zgłaszania kandydatów tylko przez grupy posłów nie pozbawiła mocy obowiązującej regulacji przyznającej takie prawo także Prezydium Sejmu. Trudno mówić o wadliwości ubiegłorocznej procedury wyboru trzech sędziów TK, skoro uprawnienia Prezydium Sejmu i grup posłów do zgłaszania kandydatów kształtowały się w świetle art. 30 ust. 1 regulaminu Sejmu i art. 19 ust. 1 ustawy o TK tak samo. Jedynie zaś w sytuacji oczywistej – z łatwością dostrzegalnej dla każdego obiektywnego obserwatora – nieprawidłowości procedury wyborczej mają jakikolwiek sens rozważania roli prezydenta w odbieraniu ślubowania od wybranych sędziów. Co do zasady bowiem, skoro przepisy nie przewidują prawa odmowy odebrania ślubowania lub zwłoki w tym zakresie, ślubowanie powinno zostać odebrane niezwłocznie. Trybunał trafnie przyjął w wyroku z 3 grudnia 2015 r., że jedynie w wyjątkowych okolicznościach można dopuścić powstrzymywanie się przez prezydenta od niezwłocznego przeprowadzenia ślubowania sędziów. Niezależnie od tego, czy powodem takiego zachowania byłyby przesłanki faktyczne czy prawne związane z dokonanym już wyborem sędziego, musiałyby mieć charakter oczywisty, a i wtedy prezydent powinien mieć na uwadze, aby nie doprowadzić do paraliżu funkcjonowania TK (zob. cz. III pkt 8.5.2 uzasadnienia wyroku K 34/15).

Rola prezydenta w odbieraniu ślubowania musi być pojmowana rygorystycznie, skoro w ogóle nie zostało ono przewidziane w konstytucji. Każda inna interpretacja przepisu ustawy dotyczącego odebrania ślubowania stwarza prezydentowi przestrzeń do kamuflowania pod pozorem wątpliwości prawnych prób wykraczania poza przyznane mu uprawnienia. A to bardzo niebezpieczna ścieżka w każdym państwie prawa.

Autor jest doktorantem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji UJ. Opinie wyrażone w tekście stanowią wyłącznie poglądy autora

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA