fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Miasta walczą ze zmianami klimatu

Nowy Jork wprowadza jeden z najbardziej ambitnych planów systemowej walki ze zmianami klimatycznymi
shutterstock
Zarówno w Unii, jak i w USA pojawiają się inicjatywy mające ograniczyć negatywny wpływ aglomeracji na środowisko.
Miasta odpowiadają za 75 proc. światowej emisji CO2 – podaje ONZ. A zanieczyszczenia w miastach produkowane są przede wszystkim przez nieruchomości, miejski transport publiczny oraz indywidualny, a także odpady, w tym szczególnie odpady plastikowe.
– Budynki w miastach powodują istotne zużycie energii i są głównym źródłem emisji gazów cieplarnianych – mówi dr Wojciech Szymalski, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju. – W Polsce problem wysokiej emisyjności budynków jest szczególnie widoczny: wiele starych nieruchomości ma z punktu widzenia dzisiejszych norm wprost katastrofalną efektywność energetyczną. Budynki z lat 70. i 80. potrafią przekraczać dzisiejsze europejskie limity pięcio-, sześciokrotnie – dodaje.
Tymczasem wszystkie nowe budynki w Unii Europejskiej będą musiały być niskoemisyjne. Nowym ideałem staje się budynek zeroemisyjny. W UE powstają też inicjatywy wspierające ograniczenie negatywnego wpływu miast na środowisko. Komisja Europejska opublikowała m.in. wytyczne mające usprawnić raportowanie przez firmy z branży nieruchomości i budownictwa informacji związanych z ochroną klimatu.
– Wytyczne Komisji dostarczają firmom zaleceń dotyczące sposobu raportowania ich własnego wpływu na środowisko naturalne – wyjaśnia Ursula Hartenberger, dyrektor Rady Królewskiego Instytutu Dyplomowanych Rzeczoznawców (RICS) ds. zrównoważonego rozwoju, zaangażowana w prace unijne. – Działania Komisji są częścią wysiłków UE idących w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa klimatycznego.
W Brukseli trwa dopracowywanie systemu klasyfikacji „taksonomii zrównoważonego rozwoju", który ma pomóc w określeniu, czy dana działalność w branży budownictwa jest zrównoważona środowiskowo i czy nie narusza przyjętych norm ekologicznych, które są coraz bardziej wyśrubowane.

Przykład z Manhattanu

Jeden z najbardziej wszechstronnych programów systemowej walki ze zmianami klimatycznymi ogłosił Nowy Jork. Miasto pragnące świecić przykładem zobowiązało się, że chce do 2050 r. całkowicie ograniczyć emisję CO2 i stać się „neutralnym węglowo".
Amerykańska metropolia będzie według deklaracji całą potrzebną energię pozyskiwać przede wszystkim ze źródeł odnawialnych, takich jak wiatraki na Oceanie Atlantyckim czy elektrownie wodne w Kanadzie. Zadanie ograniczenia emisji jest bardzo ambitne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w latach 1990–2015 udało się Nowemu Jorkowi ograniczyć emisyjność CO2 tylko nieznacznie (o 8 proc.).
Liderem zmian w polityce miasta jest jego burmistrz Bill de Blasio. Plan dążący do ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko będzie wymagał rekordowych nakładów finansowych, a także czasu koniecznego m.in. na wprowadzenie licznych zmian prawnych. Zmiany na pewno uregulują status części nieruchomości, w tym nowych i starych drapaczy chmur na Manhattanie. W metropolii bardzo wysokie budynki stanowią tylko 2 proc. nieruchomości, ale to z nich pochodzi aż 67 proc. niekorzystnej emisji CO2.
Wprowadzany w życie program burmistrza wymusza też zmiany w wielu aspektach życia codziennego nowojorczyków. Znikną jednorazowe słomki, plastikowe sztućce i opakowania. Ruch samochodów zostanie ograniczony. Odpady organiczne będą poddawane obowiązkowemu kompostowaniu.
Emocje społeczne budzi planowane limitowanie mięsa wołowego. Miasto Nowy Jork miałoby w przyszłości konsumować o 50 proc. wołowiny mniej niż dziś.

Niewrażliwi inwestorzy

Burmistrz nie zwalnia tempa, ogłosił także specjalny architektoniczny plan zakładający poszerzenie linii brzegowej Manhattanu na East River – jego realizacja zmieni panoramę miasta.
Celem tej inwestycji jest ochrona Dolnego Manhattanu przed potencjalnymi zagrożeniami wywołanymi skutkami globalnego ocieplenia. Obawy mieszkańców i lokalnych władz związane są przede wszystkim z podnoszeniem się wód oceanu, co może prowadzić do podtopień i tragicznych powodzi. Nowojorczycy liczą się również z niebezpieczeństwem huraganów. Przy okazji wzmocnione zostaną zabezpieczenia przybrzeżne i wały antypowodziowe.
„Nie debatujemy już więcej nad globalnym ociepleniem. Jedyne pytanie, jakie sobie teraz zadajemy, to gdzie wybudować bariery chroniące nas przed podnoszącym się poziomem wód i jak szybko możemy je wybudować" – pisze de Blasio. Polityk ogłosił, że wystartuje w wyścigu o nominację Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich 2020 r.
Nowojorski program, choć budzący entuzjazm społeczny, spotyka się z krytyką części środowisk, gdyż ingeruje w interesy ekonomiczne. Przeciwko proekologicznym rewolucjom urbanistycznym występują niektórzy potentaci rynku nieruchomości, a także przedstawiciele lokalnej branży budowlanej. Nie chcą takich zmian jak te proponowane przez burmistrza. Ich krytyka bazuje czasem na przekonaniu, że zmiany klimatyczne wcale nie są tak poważne, jak próbuje się je przedstawiać, a zatem podejmowane kroki nie muszą być tak wielkie i drastyczne, a przy tym tak kosztowne.
Podczas tegorocznego światowego szczytu RICS World Built Environment, który odbył się w maju w Nowym Jorku i zebrał ważnych przedstawicieli tego sektora, tematem wiodącym była stwierdzona w pewnej części branży nieruchomości „niewrażliwość inwestorów na zmiany klimatu".
W zaprezentowanym w Nowym Jorku specjalnym badaniu przeprowadzonym przez RICS spośród 4 tys. przedstawicieli branży budownictwa i nieruchomości na świecie 38 proc. respondentów stwierdziło, że jakiekolwiek zagrożenia związane ze zmianami klimatu nie są dla nich ważne lub istotne w planowaniu aktywności firmy. Okazuje się też, że jedna trzecia reprezentantów branży nie dba o wpływ, jaki sama wywiera na zmiany klimatyczne globu.
– Wyzwania związane ze zmianami klimatycznymi mają dla przeważającej części inwestorów w branży budownictwa i nieruchomości coraz większe znaczenie. Ale nasze badania pokazują również, że istnieje spora grupa, konkretnie 38 proc., dla której kwestie walki ze zmianami klimatycznymi nie są istotne – tłumaczy Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS.
Ta deklarowana niewrażliwość inwestorów na bezpieczeństwo klimatyczne planety powinna być alarmująca.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA