fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Szeptycki: Sprzeczne projekty dla Ukrainy

Andrzej Szeptycki
Fotorzepa
Rosja robi wiele, by Ukraina pozostała państwem słabym, postsowieckim i niestabilnym. Cele Polski powinny być inne – twierdzi ekspert ds. wschodnich
Jakie są cele Polski i Rosji wobec obszaru wspólnego sąsiedztwa, a zwłaszcza wobec Ukrainy? Czy rzeczywiście są one do pogodzenia, jak zdają się sugerować niektórzy (patrz tekst Jarosława Bratkiewicza, „Politykofizyka naczyń połączonych”, „Gazeta Wyborcza” z 21 – 22 sierpnia 2010 r.).
Polityka Federacji Rosyjskiej wobec Ukrainy, Gruzji i całego tzw. obszaru WNP ma na celu utrzymanie tych krajów w postkolonialnej zależności: wspieranie sympatii lub sił prorosyjskich, zachowanie i/lub umocnienie pozycji rosyjskich, zwykle powiązanych z władzami rosyjskimi firm w sektorze gospodarczym państw sąsiedzkich, ograniczenie współpracy sąsiadów z państwami trzecimi, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi i NATO (w mniejszym stopniu z UE). Działania te przynoszą zróżnicowane efekty w poszczególnych państwach, niemniej trend ewolucji stosunków międzynarodowych na obszarze bliskiej zagranicy jest wyraźny. Rosja odbudowuje swoją strefę wpływów. Przełomowym momentem była wojna rosyjsko-gruzińska w lecie 2008 r. Niezależnie od tego, kto rozpoczął ten konflikt, jego efekty są znane – Rosja bezprawnie i wbrew zobowiązaniom okupuje część suwerennego państwa. Sytuacja taka spotyka się z milczącym przyzwoleniem społeczności międzynarodowej, w tym Unii Europejskiej i Polski. Co więcej, Moskwa osiągnęła inny ważny – z jej perspektywy – cel: powstrzymała proces poszerzenia NATO na Wschód.
[srodtytul]Szkodliwa polityka[/srodtytul] Polityka Rosji wobec Ukrainy była i pozostaje głęboko szkodliwa. Nie cofając się do okresu prezydentury Leonida Kuczmy, warto przypomnieć, że Rosja uznała – nie bez racji – pomarańczową rewolucję za istotną porażkę na obszarze bliskiej zagranicy. Dlatego systematycznie dążyła do osłabienia nowych, demokratycznych władz tego kraju. Służyć temu miały kolejne kryzysy gazowe (2006 i 2009 r.), protesty społeczne i prorosyjskie inicjatywy lokalnych władz w południowo-wschodniej części kraju, próby dyskredytacji władz ukraińskich w kraju i za granicą. Po wyborach prezydenckich w styczniu – lutym 2010 r. zmieniła się polityka Rosji wobec Ukrainy. Oba kraje postawiły na rozwój współpracy dwustronnej. Rosji zdają się nie razić autorytarne ciągoty nowej ukraińskiej ekipy: próby ograniczenia wolności prasy, działania wymierzone przeciw organizacjom pozarządowym etc. Wniosek jest dość prosty – z perspektywy Kremla Ukraina prorosyjska i autorytarna może liczyć na względy, Ukraina demokratyczna i prozachodnia winna się pogrążyć w chaosie, tak by skutecznie skompromitować europejskie wartości i uniemożliwić integrację Ukrainy ze światem zachodnim. Destabilizacji regionu, w tym Ukrainy, służą, a przynajmniej mogą służyć dwa rosyjskie przyczółki – Krym i Naddniestrze. Rosyjskie bazy wojskowe na Półwyspie Krymskim, które zgodnie z nowymi porozumieniami ukraińsko-rosyjskimi będą funkcjonować do 2042 r., to wymierny instrument nacisku na Ukrainę, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ich położenie. Krym to jedyny prawdziwy etnicznie rosyjski i najbardziej prorosyjski region na Ukrainie. Działa tam wiele sympatyzujących z Rosją organizacji pozarządowych. W razie nasilenia się napięć etnicznych na półwyspie obecność wojsk rosyjskich mogłaby być skutecznym argumentem. Konflikt w Naddniestrzu z kolei jest przede wszystkim instrumentem wpływu na Mołdowę. Niemniej istnienie nieuznawanej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej, z którą Ukraina sąsiaduje, mogłoby stanowić ważny argument przeciwko wstąpieniu tego kraju do NATO, UE, strefy Schengen. [srodtytul]Manipulowanie gazem[/srodtytul] Sektor energetyczny to kluczowy, choć niejedyny, element uzależnienia Ukrainy od Rosji w sferze gospodarczej. Ukraińska gospodarka – to dziedzictwo czasów sowieckich – jest bardzo energochłonna i dlatego musi wspierać się na imporcie; w tej chwili z powodu geografii rurociągów może sprowadzać gaz – bo przede wszystkim o niego chodzi – właściwie wyłącznie z Rosji lub za jej pośrednictwem. Sytuacja taka stanowi potężny element nacisku. Rosja może manipulować ceną i ilością błękitnego paliwa dostarczanego na Ukrainę. Pozwala to wpływać na ukraińskich polityków i szerzej na elitę polityczno-gospodarczą kraju: nie tylko dlatego, że ukraińscy przywódcy jak ognia boją się perspektywy zimy bez gazu, a więc bez ogrzewania, ale również dlatego, że system dostaw i dystrybucji rosyjskiego gazu na Ukrainie był i pozostaje niejasny. Pozwala to na generację dodatkowych zysków finansowych, które trafiają następnie do ukraińskich oligarchów i związanych z nimi polityków. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że Rosja jest przeciwna modernizacji ukraińskiego sektora energetycznego, wprowadzeniu w nim przejrzystych, zgodnych z europejskimi standardami rozwiązań i jego integracji z europejskimi sieciami przesyłowymi oraz że negatywnie ocenia projekty nowych rurociągów, które miałyby umożliwić sprowadzanie do Europy (w tym na Ukrainę) surowców energetycznych z basenu Morza Kaspijskiego i Azji Środkowej z pominięciem Rosji. [srodtytul]„Ruski świat”[/srodtytul] W sferze społeczno-kulturowej Rosja skutecznie utrudnia budowę na Ukrainie nowoczesnego państwa narodowego. Różnie można oceniać politykę historyczną Wiktora Juszczenki, niemniej trzeba przyznać, że była to pierwsza konsekwentna próba polityki nation-building na Ukrainie. Federacja Rosyjska konsekwentnie krytykowała działania podejmowane przez poprzedniego prezydenta Ukrainy – czy to wówczas gdy dotyczyły one Ukraińskiej Powstańczej Armii czy Wielkiego Głodu (1932 – 1933). Utrzymaniu postkolonialnej tożsamości Ukrainy mają również z perspektywy Kremla służyć promocja języka rosyjskiego oraz działalność Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej (patriarchatu moskiewskiego). Ukraina jest de facto krajem dwujęzycznym. Pozycja języka rosyjskiego przekłada się jednak na popularność rosyjskich wydawnictw czy mediów, które (zwłaszcza gdy chodzi o media elektroniczne) w istotnym stopniu kontrolują władze rosyjskie. Moskiewska Cerkiew – jedna z dwu głównych konfesji prawosławnych na Ukrainie – otwarcie wspiera siły prorosyjskie na Ukrainie, przeciwstawia się dążeniu tego państwa na Zachód i lansuje koncepcję „ruskiego świata” – ścisłych organicznych związków Rosji, Ukrainy i Białorusi. Rosja wielokrotnie wypowiadała się przeciwko przyjmowaniu do NATO republik poradzieckich. W przypadku Ukrainy koronnym argumentem – którego nie można zignorować – jest sprzeciw większości społeczeństwa wobec członkostwa w sojuszu. Rosja nie ogranicza się zresztą do deklaracji. Można sądzić, że wspiera na Ukrainie siły przeciwne członkostwu w NATO. Z pewnością stara się również skompromitować to państwo w oczach państw zachodnich. Przychodzą tu na myśl choćby słowa, jakie Władimir Putin miał skierować do George’a W. Busha: „Ukraina to nawet nie państwo”. W przypadku Unii Europejskiej sytuacja jest bardziej skomplikowana. Rosja chyba nigdy otwarcie nie wypowiedziała się przeciwko członkostwu Ukrainy czy innych państw sąsiedzkich w UE, zapewne zdając sobie sprawę, że jest to odległy scenariusz. Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że Rosja nie chce rozwoju współpracy Ukraina – UE (choćby w sferze energetycznej) i dąży do jej ograniczenia. Istnienie takiej Ukrainy nie leży w interesie Polski. Cele naszej polityki – takie, jakie powinny być i jakie – mam nadzieję – są, to, by Ukraina była przyjaznym sąsiadem, partnerem, z którym łączą nas realne więzy współpracy. W tej dziedzinie bilans ostatnich lat jest umiarkowany, do czego przyczyniły się zarówno wewnętrzne problemy Ukrainy, jak i słabości polskiej polityki wobec naszego sąsiada. Odnotowano jednak także pewne sukcesy – wystarczy przywołać organizowane przez dwa państwa Euro 2012. [srodtytul]Czego chce Polska[/srodtytul] Współpraca z sąsiadami jest niezbędna niezależnie od różnic politycznych, gospodarczych czy kulturowych. Tak jak kraje Europy Południowej rozwijają współpracę z państwami Maghrebu, tak Polska musi współdziałać ze wschodnimi sąsiadami. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że było to łatwiejsze w przypadku lawirującej między Wschodem a Zachodem, między demokracją a łagodną wersją autorytaryzmu Ukrainą niż rządzonej po dyktatorsku i powiązanej z Rosją Białorusią. Potrzebujemy stabilnego państwa ukraińskiego. Chaos polityczny, jaki przy zaangażowaniu Rosji przyniosły rządy pomarańczowych, nie sprzyja reformom gospodarczym i wzrostowi dobrobytu mieszkańców. W efekcie Ukrainę w istotnym stopniu dotknął kryzys gospodarczy w latach 2008 – 2009. Nie zaowocował on załamaniem się ładu społecznego, niemniej warto pamiętać, że mieliśmy w Europie takie przypadki. Hipotetyczne załamanie się struktur ukraińskiego państwa w wyniku problemów gospodarczych czy też napięć międzyregionalnych mogłoby zaowocować masową migracją uchodźców ze Wschodu, co uderzyłoby w interesy polskich przedsiębiorców, zmusiło Polskę do działań o charakterze humanitarnym wzdłuż wschodniej granicy. Powtarzam – jest to scenariusz mało prawdopodobny, ale ponieważ potrzebujemy Ukrainy stabilnej, musimy negatywnie ocenić działania podsycające chaos polityczny w tym kraju, i sprzyjać polityce reform gospodarczych. Rosyjska polityka wobec naszego wspólnego sąsiada nie gwarantuje realizacji tych celów. Polska pragnie, by Ukraina była krajem demokratycznym, a jej system polityczno-gospodarczy był zgodny z europejskimi standardami (ochrona praw człowieka, wolny rynek etc.). Chce również wejścia Ukrainy do struktur zachodnich – NATO i Unii Europejskiej. Mamy świadomość, że są to cele odległe, zwłaszcza dziś. Niemniej nie powinniśmy tracić ich z oczu, jeśli nie chcemy być krajem granicznym, frontowym. Bo taka sytuacja pociąga za sobą większe zagrożenia niż w przypadku krajów wewnętrznych. Integracja z UE i NATO wydaje się najlepszą gwarancją modernizacji Ukrainy, jej demokratyzacji i stabilności. Poszerzenie tych struktur przyniesie też wymierne korzyści Polsce i Polakom. Wejście Polski do strefy Schengen zaowocowało ograniczeniem wymiany przygranicznej; spadła też liczba turystów przyjeżdżających ze Wschodu. Integracja Ukrainy z Unią odwróciłaby te tendencje i mogłaby się przyczynić do rozwoju biedniejszych regionów Polski południowo-wschodniej. Sprzyjałaby również tak potrzebnej polskiej gospodarce legalnej, cywilizowanej migracji pracowników z Ukrainy. Polska i Rosja mają zatem całkowicie odmienną wizję przyszłości Ukrainy. Federacja Rosyjska chce, by Ukraina pozostała państwem słabym wewnętrznie, postsowieckim, niestabilnym politycznie lub autorytarnym i odizolowanym od struktur zachodnich. Polska pragnie, by jej sąsiad był krajem stabilnym, demokratycznym i europejskim. Te dwa projekty są nie do pogodzenia. Polska nie zmodernizuje Rosji. Trudno powiedzieć, czy jest w stanie wesprzeć w tej kwestii Ukrainę; wiadomo jednak na pewno, że napotka tu opór Rosji. [srodtytul]Fałszywa logika[/srodtytul] W tych okolicznościach musimy wziąć pod uwagę kontekst europejski. Dyrektor Bratkiewicz sugeruje, że polityka wschodnia Polski i UE są co do celów zbieżne. Tak nie jest. Z perspektywy Brukseli, Paryża, Rzymu Ukraina nie jest pierwszoplanowym partnerem, ale jednym z kilkunastu sąsiadów – obok Mołdowy, Izraela i Maroka. Rosja natomiast postrzegana jest jako największy sąsiad, ważny dostawca surowców energetycznych, ważny gracz na arenie międzynarodowej, niezbędny partner w rozwiązywaniu problemów międzynarodowych. Dlatego Unia będzie dążyć do rozwoju współpracy z Ukrainą, jeśli nie zaowocuje to degradacją relacji z Rosją. Nie powinniśmy przyjmować tej podwójnie fałszywej logiki – godzić się na podporządkowanie współpracy z Ukrainą interesom UE i Rosji – a zarazem przymykać oczu na wątpliwe „osiągnięcia” naszego rosyjskiego partnera w sferze demokracji, ochrony praw człowieka, poszanowania suwerenności sąsiadów itp. Nasze członkostwo w Unii Europejskiej tylko wtedy przyniesie nam korzyści, jeśli będzie służyć realizacji i ochronie polskich interesów. Warto o tym pamiętać. [i]Autor jest politologiem, adiunktem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Forum Polsko-Ukraińskiego, stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA