fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

"Cornserwatyzm" a inflacja w amerykańskiej lodówce

Bloomberg
Produkcja etanolu, protekcjonizm w handlu, polityka niskich stóp procentowych skutkująca tanim kredytem na zakup ziemi rolnej przyczyniają się do wzrostu cen żywności w Stanach Zjednoczonych.
Brytyjski przedsiębiorca i parlamentarzysta John Bright nazywał w latach 40. XIX wieku posiadaczy ziemskich „cornserwatystami" (gra słów: „corn" – zboże, „conservative" – konserwatysta). Bright obok Richarda Cobdena był głównym pomysłodawcą Ligi Przeciw Ustawom Zbożowym (Corn Laws ustanawiające wysokie cła na import zboża). Prawo miało na celu utrzymanie rentowności gospodarstw arystokratów zubożałych po zakończeniu wojen napoleońskich. Trzeba było dopiero głodowej śmierci kilkuset tysięcy Irlandczyków i masowej emigracji, by Brytyjczycy zrozumieli, że protekcjonizm za pośrednictwem ustaw zbożowych powoduje wzrost cen żywności. Rosnące ceny chleba uniemożliwiły Irlandczykom zastąpienie będącego podstawą jadłospisu zarażonego ziemniaka. Państwo nie pozwalało na wolny wybór przejawiający się efektem substytucji. Grzyb ziemniaczany przywędrował do Irlandii z USA. Teraz do Ameryki wracamy, bo kolejny raz w historii działalność rządu zdaje się być przyczyną wzrostu cen artykułów spożywczych.
Preferowany przez media i ekonomistów za oceanem wskaźnik inflacji CPI nie uwzględnia cen żywności i energii (z powodu ich zmienności, choć urzędy statystyczne USA publikują też wskaźniki CPI z żywnością i energią). Te pierwsze nas zajmują i te rosną nadzwyczaj szybko. Według statystyków VIII Dystryktu Fed – u w St. Louis inflacja cen żywności w okresie od stycznia 2006 do czerwca 2013 r. wyniosła 22 proc. (licząc procentem składanym), tymczasem inflacja bazowa CPI zaledwie 15 proc. Ta rozbieżność jest widoczna także po recesji, od końca 2009 roku ceny żywności wzrosły o 9 proc., podczas gdy inflacja bazowa CPI wyniosła 5,9 proc. Przykładowo ceny mięsa, drobiu, ryb i jaj przez ostatnie pięć lat wzrosły o 16,2 proc. (wzrost cen w koszyku).
W 2012 r. przeciętna czteroosobowa rodzina zapłaciła rocznie 2055 dol. więcej za rachunki żywnościowe niż w 2006 r. - Ten dodatkowy koszt szczególnie dotyka biedne rodziny, zwłaszcza w czasie wysokiego bezrobocia i wynagrodzeń w stadium stagnacji – twierdzi Scott Lincicome, analityk Cato Institute. Co oznacza, że wydatki żywnościowe wypychają inne z całkowitego koszyka konsumpcyjnego amerykańskiej rodziny. Innymi słowy spada siła nabywcza Amerykanów, szczególnie wśród słabiej uposażonych.
Stany Zjednoczone mają rozbudowany system ochrony krajowych producentów żywności. Głównie sprowadza się to do protekcjonizmu handlowego, wszak nie tylko realizowanego za pośrednictwem relatywnie wysokich taryf celnych, ale także norm jakościowych, preferencji na rzecz amerykańskich producentów w zamówieniach publicznych i powiązania z polityką społeczną (słynne bony żywnościowe) jak również wyszukanego systemu patentów (co często podnosi noblista Joseph Stiglitz). Nawet rządowa Komisja Handlu Międzynarodowego przyznaje, iż to przyczynek do wyższych cen żywności w kraju niż rynkach zagranicznych.
Ale żywność drożeje również przez lobby producentów biopaliw. Coraz bardziej popularny siew kukurydzy, przy naturalnie dość stałej podaży ziemi ornej, ogranicza możliwość produkcji innych zbóż. Wpływa także pośrednio na ceny wielu produktów rolnych, bo windowanie cen surowca do etanolu oznacza wzrost cen kiszonki dla bydła czy ziaren kukurydzy dla drobiu. A przedsiębiorcy rolni przenoszą koszty na ceny. Bezsens tych praktyk dostrzegło nawet Biuro Budżetowe Kongresu w raporcie pt. „The Impact of Ethanol Use on Food Prices and Greenhouse - Gas Emissions" (Wpływ stosowania etanolu na ceny żywności i emisje gazów cieplarnianych). Raport w podręcznikowy sposób wyjaśnia powstawanie niedoborów i wyższych cen na skutek działania praw popytu i podaży. I tak w sezonie 2007/2008 (zaczyna się w końcu sierpnia, a kończy na początku września roku następnego) podaż kukurydzy wzrosła o 25 proc. w stosunku do sezonu poprzedniego. Na potrzeby produkcji etanolu zużyto o 43 proc. więcej buszli kukurydzy, na paszę dla zwierząt o 7 proc. więcej, na eksport poszło 14 proc. więcej surowca, na rynek kontraktów terminowych 23 proc. więcej i ... na żywność dla gospodarstw domowych 5 proc. mniej (sic!). W tym czasie gusta konsumentów się nie zmieniły a liczba ludności USA stale rośnie. Wskazane zmiany w tych sezonach są o tyle istotne, iż w 2006 r. w USA wprowadzono nowy standard paliwa - Renewable Fuel Standard (RFS), przez który rafinerie muszą dodawać więcej biopaliw do benzyny. Stąd nie dziwi szybciej drożejące jedzenie w relacji do innych produktów i usług. Ściślej rzecz ujmując według Biura polityka etanolowa waży 15 proc. w całkowitym wzroście cen żywności. Mówiąc wprost, etanol wypiera z rynku wołowinę, drób, chleb itd. Podobny trend daje się zauważyć również w ostatnich sezonach.
Jakkolwiek trudno jest zmierzyć udział poszczególnych polityk rządowych i praw rynku we wzroście cen, to z pewnością wymienione przyczyny nie wyjaśniają całości zjawiska.
- Najniższe w historii stopy procentowe i łatwy pieniądz również przyczyniają się do wzrostu cen żywności poprzez zwiększenie kosztów energii i ułatwienie intensywnych spekulacji zarówno rolnikom jak i firmom inwestycyjnym z Wall Street na rynku amerykańskich gruntów ornych. (...) Ceny gruntów ornych w stanach Iowa i Nebraska niemal podwoiły się od 2009 r. – podaje Scott Lincicome. Fitch Ratings rok temu ostrzegał przed bańką na rozważanym rynku – „Bezprecedensowy skok w wartości gruntów rolnych w ciągu ostatnich kilku lat jest przede wszystkim napędzany przez zbieg dwóch czynników: historycznie niskich stóp procentowych oraz wysokich cen surowców. Jeżeli te dwa czynniki szybko odwrócą się od swoich obecnych poziomów, Fitch spodziewa się dużej korekty wartości gruntów rolnych".
To symptomatyczne, że od kwartału rośnie oprocentowanie kredytów pod zastaw nieruchomości farmerów, a producenci maszyn rolniczych, w tym John Deere, spodziewają się spadku przychodów. Oznacza to, iż boom żywnościowy trafił na barierę popytową. Rosnących cen gruntów czy surowca farmerzy nie mogą już przenosić na ceny dla konsumenta, a rentowność przedsiębiorstw rolnych spada. Banki, antycypując kontynuację tych trendów, podwyższają cenę kredytu. Podobne wnioski przedstawia ostatni raport o kondycji kredytowej sektora rolnego X Dystryktu Fed - u w Kansas City oraz analogiczna analiza VIII Dystryktu w St. Louis. Oba dystrykty obejmują dużą część bardziej rozwiniętych rolniczo stanów. Ankietowani przez oba oddziały Rezerwy Federalnej lokalni bankierzy dostrzegają problem, i choć twierdzą, że ceny nieruchomości i surowca będą jeszcze rosły, to głównie ze skutkiem w postaci redukcji dochodu farmerów. Widząc tę zależność i w związku z tym wyższe ryzyko niewypłacalności instytucje finansowe schładzają rynek przez podwyżkę oprocentowania.
Rolnictwo stanowi jednak niewielką część gospodarki amerykańskiej, a i ceny gruntów rolnych w skali kraju wzrosły w ciągu roku o „zaledwie" 9,4 proc. - jak podał na początku sierpnia Departament Rolnictwa. Poza tym rolnicy są stosunkowo mało zadłużeni. Zatem wielkich turbulencji w gospodarce nie będzie z powodu pęknięcia bańki czy schłodzenia rynku. Problem tkwi w rosnących różnicach majątkowych i spadającej jakości życia słabiej uposażonych rodzin w USA (bezrobocie, umowy na pół etatu, stałość dochodu ubogich gospodarstw), do których przyczynia się polityka państwa skutkująca wysokimi cenami.
Pozostaje mieć nadzieję, że negocjatorzy USA i Komisji Europejskiej pracujący nad uwolnieniem handlu i inwestycji po obu stronach Atlantyku wejdą w buty Cobdena i Brighta deregulując rynki rolne i żywnościowe.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA