fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Przyczyny przewlekłości procesów nie zawsze leżą po stronie sądu

Fotolia.com
To nie sąd, lecz biegli, skłócone strony i wielokrotnie skarżone decyzje są często powodem przewlekłości postępowań.

Trudno sobie wyobrazić, że to możliwe. Proces przed jednym z sądów rejonowych trwa już 22 lata. Za przewlekłość w tej sprawie państwo zapłaci tylko 3 tys zł. Ale skarg na opieszałość przybywa. W 2016 r. średni czas postępowania przed sądem wyniósł 4,7 miesiąca; w 2017 r. już 5,5 mies. Jednak rok temu sądy przyznały o 15 proc. mniej odszkodowań za opieszałość.

Nie ma końca

Proces od 1996 r. prowadzi Sąd Rejonowy na Górnym Śląsku. Dotyczy zniesienia współwłasności i prawa wieczystego użytkowania nieruchomości oraz prawa własności budynków wzniesionych na nieruchomości oddanej w wieczyste użytkowanie.

Sprawa jest skomplikowana. Sąd podjął kilkadziesiąt czynności, ale wyroku nie wydał. Potrzeba wielu opinii biegłych, a są z tym problemy. Przykład?

Sąd przesłuchuje biegłego inżyniera budownictwa, ale pełnomocnik wnioskodawcy wnosi o opinię innego biegłego na okoliczność „prawidłowej wyceny wartości nieruchomości, wysokości czynszu oraz braku ekonomicznego uzasadnienia dla fizycznego podziału nieruchomości".

W ślad za wnioskiem idą kolejne, z przeciwnej strony procesu. Przez lata postępowań kilku ekspertów odmówiło wydania opinii lub po jej przyjęciu zrezygnowało, np. z powodów rodzinnych. Nie bez znaczenia jest zachowanie stron postępowania, które nierzadko utrudniają przeprowadzenie dowodu. Składają przeciwne wnioski. odwołują się od każdego drobnego postanowienia. Nie brak też zawiadomień do prokuratury o składaniu fałszywych zeznań.

Pod spornym adresem pojawia się policja. Jedna ze stron zwraca się do SR o ukaranie przeciwników grzywną za utrudnianie wykonywania zleconych przez sąd prac budowlanych. Do tego dochodzą problemy z uzyskaniem odpowiednich decyzji administracyjnych. Wielokrotne skarżenie decyzji wojewódzkiego sądu administracyjnego także nie sprzyja szybkości postępowania. Na przeszkodzie staje angażowanie w sprawę Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego. Jego decyzje też są wielokrotnie skarżone. Po uchyleniu decyzji urząd musi się wypowiedzieć w sprawie po raz kolejny. Do WSA skarżone są także decyzje wojewody.

Czytaj też:

Najbardziej istotne w całej sprawie jest to, że w postępowaniu o stwierdzenie przewlekłości procesu trwającego już 22 lata większość decyzji i czynności sądu, który sprawę prowadzi, była prawidłowa i terminowa.

Przykład? Tylko w 2013 r. sąd zajmował się sprawą ponad 26 razy. W styczniu 2013 r. udzielił wnioskodawcy dodatkowego zabezpieczenia w celu wydania zajmowanej części lokalu. W ciągu 12 miesięcy aż siedem razy zajmował się skutecznym powołaniem ekspertów.

Obywatel, któremu sąd przyzna rację co do przewlekłości, może liczyć na finansową rekompensatę od 2 do 20 tys. zł. Może też nie dostać nic poza przyznaniem mu racji, że proces trwa zbyt długo lub zdecydowanie za długo, ale nie jest to wina sądu. Rekompensaty do tej pory były przyznawane raczej w dolnej granicy. W 2012 r. średnia kwota na sprawę wynosiła 2,7 tys. zł, a w 2017 r. 3,5 tys. zł.

Odszkodowanie też

Trzy razy tyle dostał niedawno mężczyzna, który po ośmiu latach spędzonych w areszcie doczekał się uniewinnienia, a także kobieta, której sprawa spadkowa ciągnęła się sześć lat.

Warto pamiętać, że otrzymanie rekompensaty (wysokość nieważna) nie wyklucza występowania o odszkodowanie na drodze cywilnej.

Wysokość kwoty zależy też od szczebla sądu. Średnio sądy apelacyjne zasądzają 2,6 tys. zł, a okręgowe – 2,2 tys. zł. Mimo że sądy z reguły nie są hojne, to odszkodowania za zbyt długo trwające procesy kosztują budżet państwa coraz więcej. W 2012 r. blisko 4 mln zł, w 2017 r. już prawie 6,5 mln zł. Największy procentowy wzrost odnotowano w kategorii skarg na postępowanie gospodarcze – o 170,6 proc., a najmniejszy na postępowanie z zakresu ubezpieczeń społecznych – o 34,4 proc.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Aleksandra Rutkowska, Europejski Sędzia Roku 2017, specjalistka po stażu w ETPCz

W Polsce przyjęło się, że nadrzędnym celem skargi jest wymuszenie nadania sprawie biegu oraz, a może przede wszystkim, szukanie zawinienia sądu lub prokuratury w czasowych bezczynnościach. Czas oczekiwania zaś na orzeczenie schodzi na dalszy plan, nawet jeśli trwa 20 lat, co, zważywszy na cel ustawy, jest absurdem. Sprawność postępowania jest oczywiście jednym z celów istnienia skargi na przewlekłość, ale niejedynym.

Na pewno nie powinno przesłonić kompensacyjnej roli ustawy, czyli odpowiedzialności państwa polskiego za przedłużające się postępowanie wobec obywatela, któremu państwo nie jest w stanie zapewnić rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie. I nie chodzi tutaj o kilka lub kilkanaście miesięcy postępowania, tylko o lata.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA