fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Wpływ nowelizacji przepisów na czas trwania procesów w sądach

AdobeStock
Szansą na przyspieszenie procesów jest zaniechanie tak częstych nowelizacji.

Media co pewien czas obiegają informacje o kolejnych zmianach w procedurach cywilnych i karnych, które mają być cudownym lekarstwem na długie i nie zawsze efektywne procesy sądowe.

Reform i rewolucji w postępowaniach karnych i cywilnych było tak dużo, że stały się stałym elementem życia przeciętnego prawnika. Zostatnich dwudziestu kilku lat pamiętam tworzenie trójinstancyjnego systemu sądownictwa powszechnego, czyli zastąpienie sądów wojewódzkich – sądami okręgowymi i apelacyjnymi, a teraz są przygotowania do powrotu do tego, co było wcześniej.

Łatwo o potknięcie

Pamiętam powstawanie sądów grodzkich i ich likwidowanie, tworzenie odrębnego postępowania gospodarczego i jego likwidację, budowę systemu prekluzji dowodowej i jego kolejne przekształcenia, zmiany w systemach opłat sądowych i zasadach wzywania do uzupełniania braków pism procesowych. Niewielu nieprawników wie, że obecnie w sferze opłat sądowych obowiązuje równolegle kilka porządków prawnych. W sprawach rozpoczętych np. w 2007 r. (niektóre potrafią trwać bardzo długo), które po skardze kasacyjnej wrócą do drugiej lub nawet pierwszej instancji, a prawnik nie uiści opłat należycie, klient utraci prawo do apelacji. Inaczej jest, gdy sprawa trafiła do sądu np. w 2009 r. – w razie błędu prawnika sąd będzie wzywał do uzupełnienia braków pisma.

Są roczniki spraw (według daty złożenia pozwu), w których sąd zwróci pismo procesowe, jeżeli nie załączymy dowodu nadania jego odpisu przeciwnikowi listem poleconym. A jeżeli to będzie odpowiedź na pozew, klient prawdopodobnie straci możliwość przedstawienia swoich twierdzeń i dowodów. Z kolei w sprawach wnoszonych niedawno wystarczy oświadczenie w piśmie.

Systemy różne, ale u adwokata teczki spraw leżą obok siebie i łatwo o potknięcie.

Gubi się nawet sąd

Niewiele lepiej jest w procesie karnym. Pamiętam sesję, w czasie której doświadczony sędzia zwrócił się do adwokatów i prokuratora z prośbą o potwierdzenie, że sprawę nalezy prowadzić według tej, a nie innej procedury karnej i poprosił o zwrócenie uwagi, gdyby się pomylił. Było to niedługo po wejściu w życie zmian w k.p.k. odwołujacych reformy dokonane w ostatnim roku rządów Platformy Obywatelskiej. Ów sędzia miał w jednej sesji (czyli jednego dnia) sprawę prowadzoną na podstawie przepisów obowiązujących przed dużą reformą dokonaną przez PO, sprawę rozpoznawaną na podstawie przepisów w wersji przyjętej tą reformą (wszczętą po tej zmianie, ale przed zmianami późniejszymi) i sprawę rozpoznawaną na podstawie przepisów w wersji uchwalonej za obecnej kadencji parlamentu (wszczętą najpóźniej). Wszystkie te sprawy wpłynęły do sądu w ciągu półtora roku. A sędzia też człowiek i również jemu ma prawo się pomieszać, tym bardziej że powinien się koncentrować na meritum sprawy, a nie na tym, jaką procedurę w danym momencie stosować. Cały wysiłek intelektualny sędziego, ale także prokuratora oraz adwokatów powinien kierować się na sprawy zasadnicze, a nie formalne. Tyle że przy kreatywności ustawodawcy nie ma na to szans.

Zmian nie postrzegam oczywiście zawsze jako samego zła dla prawnika praktyka. Przykładem są sądy 24-godzinne (je też kiedyś wprowadzono i po paru latach zlikwidowano), do jednego kiedyś z obligatoryjnego dyżuru adwokackiego trafiłem. Wyznaczono mnie do obrony z urzędu pijanego kierowcyna parę godzin przed wniesieniem aktu oskarżenia. Ponieważ mój klient przyznał się do oczywistej winy i od razu poddał karze, moja praca z urzędu nie zajęła mi więcej niż dwie godziny, za co sąd przyznał mi 800 zł, czyli po 100 euro za godzinę pracy. Jak na czasy pierwszego urzędowania Zbigniewa Ziobry, który wszem i wobec zapowiadał obniżenie stawek adwokackich, było to całkiem miłe zaskoczenie.

Sprawiedliwość już nie tak istotna

Teraz ponownie Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało kolejne rewolucje w kodeksach postępowania cywilnego i karnego. Choć ta druga rewolucja wydaje się bardziej uporządkowaniem paru zbyt formalistycznych przepisów o odczytywaniu protokołów (ich pominięcie może jednak prowadzić do tego, że oskarżeni działający bez adwokata nie będą wiedzieli, dlaczego zostali skazani, a i częściej będą skazywani za to, czego nie zrobili i nie będą potrafili się odwołać). Nie nazywałbym tego jednak rewolucją w kodeksie, jedynie ryzykowną kosmetyką.

W postępowaniu cywilnym lekarstwem na długotrwałość postępowań ma być zastępowanie zeznań oświadczeniami pisemnymi, większy formalizm w zakresie twierdzeń i dowodów, częstsze pomijanie wniosków dowodowych stron, przez co ma być szybciej. Czy sprawiedliwiej? – to jak się wydaje, dla PiS jest mniej istotne.

Z mojej praktyki wynika wniosek odmienny od kierunku zapowiadanych zmian. Im więcej formalizmu w postępowaniu dowodowym, tym wyroki mniej sprawiedliwe, a postępowania dłuższe.

Przykład: jeżeli teraz adwokat zamierza wytoczyć powództwo w trudnej sprawie, najpierw wytęży wyobraźnię i pomyśli, jacy świadkowie mogliby być dla sprawy przydatni. Świadków, biegłych, żądania załączenia dokumentów i inne dowody wskazuje się na zapas, potem ewentualnie z nich rezygnuje. Gdy się rezygnuje, nie ma gwarancji, że przeciwnik ich nie przejmie i sam nie podtrzyma, chociażby po to, by przedłużyć proces. Można składać wnioski również w czasie postępowania. Ale za każdym razem jest ryzyko, że w opinii sądu potrzebę można było dostrzec wcześniej – sąd oddali więc nowe wnioski, odmieniając przy tej okazji przez wszystkie przypadki profesjonalizm pełnomocnika.

Proces sformalizowany to też proces bardziej niesprawiedliwy. Wyobraźmy sobie z jednej strony bogatą spółkę, którą stać na adwokatów, doradców, z drugiej zaś zwykłego obywatela, który zarabia (jego zdaniem) za mało, by wynająć adwokata, a zdaniem sądu za dużo, by go dostać z urzędu (albo nawet nie zdaje sobie sprawy z potrzeby poszukania rady u prawnika).

Jak się kształtują szanse stron w takim procesie? To pytanie retoryczne. Połowa nieszczęść najemców prywatyzowanych kamienic wywodzi się właśnie z tej dysproporcji, którą jeszcze potęguje formalizowanie postępowania cywilnego. Taki najemca, nie zdając sobie sprawy, że niewniesienie odpowiedzi na pozew uniemożliwi mu późniejszą obronę, przegrywa proces na samym starcie. Jeżeli ma dobry wzrok, przeczyta pouczenia napisane maczkiem, gorzej gdy wzrok już nie ten co kiedyś.

Formalizm prowadzi też do dylematów moralnych u prawników w czasie procesów. Pamiętam relację jednego z kolegów, który apelował od słusznego wyroku zasądzającego kilkadziesiąt tysięcy od jego klienta. Wyrok był oparty na dowodzie zgłoszonym w drugim, a nie w pierwszym piśmie powoda jak tego wymagały świeżo wprowadzone przepisy o prekluzji dowodowej. W wyniku apelacji sąd okręgowy, powołując się na niemożność zgłaszania wniosków dowodowych nieujętych w pozwie, słuszny wyrok zmienił i uczciwe powództwo oddalił, bo tak nakazywał mu formalizm postępowania.

Jedna goni drugą

Nieszczęściem jest, że każdy minister, niezależnie od tego, czy się zna merytorycznie na wymiarze sprawiedliwości czy nie (takich w ciągu ostatnich kilkunastu lat była większość), może przyjść i oświadczyć, że odniósł sukces, wypełnił misję, bo kilka czy kilkadziesiąt przepisów pozmieniał, tak jak mu się wydawało stosownie. Czy w praktyce nowe rozwiązania działały dobrze, to już mniej ważne. Pomysłodawca wcale nie musi się na prawie znać, ani nawet zmienianych przepisów rozumieć. Ważne, by można wyjść na konferencję prasową i powiedzieć, co się zrobiło. Czy z sensem, to już szczegół. Tym bardziej że i tak przepisy długo nie będą obowiązywały – do następnej zmiany.

Pamiętam rozmowę z prawnikiem z Anglii sprzed lat. „Jak oceniacie Poll Tax?" – spytałem. „Ale to jest zbyt młoda ustawa aby ją oceniać, ma tylko siedem lat" – usłyszałem.

Od dawna nikt nie dał szansy polskiej procedurze cywilnej i karnej poleżeć w spokoju siedem lat. Patrząc na wszystkie dokonane i planowane zmiany wydaje się, że największą szansą na przyspieszenie postępowań byłoby zaniechanie notorycznych zmian. Z polskiej perspektywy to by dopiero była rewolucja. Jak by wyglądały polskie ulice, gdyby kodeks drogowy był tak często zmieniany ak kodeksy postępowań cywilnego i karnego? Warto to sobie czasem wyobrazić.

Autor jest adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA