fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Franciszek Longchamps de Bérier o Komisji Weneckiej w Polsce

Członkowie delegacji Komisji Weneckiej od prawej: Christoph Grabenwarter (P) i Schnutz Rudolf Duerr (C) z Austrii i Kaarlo Tuori (L) z Finlandii przed siedzibą Sądu Najwyższego w Warszawie po spotkaniu z sędziami SN.
PAP/Jacek Turczyk
Wielką nadzieję daje ciepłe i nie tyle serdeczne, ile pełne otwartości przyjęcie Komisji Weneckiej przez wszystkich chyba jej rozmówców w Polsce.

Nie myślę o szansach na wyjście z typowego dla demokracji przesilenia konstytucyjnego na linii sądownictwo – inne władze; nie myślę o szansach na zakończenie konfliktu, który od dawna nie jest prawny, lecz polityczny. Zresztą zalecenia Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo nikogo nie wiążą, a i ona sama zauważa, że w praktyce nie ze wszystkich się korzysta. Działa poza strukturami UE jako organ doradczy Rady Europy. Nieco inaczej odnosi się do tzw. starych demokracji, inaczej do krajów Europy Środkowej i Wschodniej, bo w związku z przekształceniami ustrojowymi w nich powołano ją w 1990 r. Zupełnie też normalne, że wypowiedzi Komisji będą instrumentalizowane politycznie lub wyrywane z kontekstu przez przedstawicieli UE czy rodzimych polityków lub publicystów.

Atmosfera wizyty studyjnej daje nadzieję, bo świadczy o szacunku do chłodnego prawniczego osądu. W końcu prawnicy nie cieszą się w kraju i na świecie najlepszą opinią. Okazują się natomiast niezbędni jako iuris prudentes, a więc mądrzy w prawie. Nie chodzi bowiem o iuris scientia, czyli o wiedzę. Idzie o prudentia, to jest roztropność i mądrość wyrażające się w biegłości i doświadczeniu porządkowania sytuacji społecznych. Dlatego starożytny jurysta odnotował: iurisprudentia est divinarum atque humanarum rerum notitia, iusti atque iniusti scientia – jurysprudencja to nie tylko wiedza o tym, co sprawiedliwe i niesprawiedliwe, ale znajomość spraw boskich i ludzkich.

Prawo rzymskie uczy, iż iurisprudentia to konkretni ludzie. Uważali, że ich powołaniem niejako kapłańskim jest strzec sprawiedliwości, dążąc do prawdziwej, jak pisał Ulpian, a nie pozornej filozofii. Wąska grupa osób z wyżyn społecznych i intelektualnych zajmowała się prawem w trybie ekskluzywnego hobby. Zorientowani praktycznie nie kalali się nauczaniem innych ani czerpaniem zysków z „profesji". Autonomiczny zawód prawnika wynaleziono właśnie w Rzymie, gdzie czynnikiem prawotwórczym nie był wyrok, ale porada prawnika. Jego praca intelektualna polegała na wykładni istniejącej już wykładni, poddawanej nieustannej aktualizacji przez kolejne generacje jurystów.

Coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z tego, że prawo jako system, który ma odpowiedzi na wszystkie pytania, to iluzja. Wiele pozostaje polityce, a jeszcze więcej moralności, ale spójność porządkowi prawnemu nadaje jurysprudencja. Zjawiska dekodyfikacji oraz europeizacja jurysdykcji narodowych uruchomiły mechanizmy dyskusji o tworzeniu prawa, które przypominają sposób działania rzymskich jurystów. Tym bardziej uzasadnione zdaje się dziś sięganie do właściwych im kontrowersji i poszukiwania reguł, prawidłowości i ogólnych pojęć opartych na doświadczeniu poszczególnych rozstrzygnięć. Z końcem XX w. znów zaczęliśmy doceniać podobnie miękkie źródła prawa.

Prawo jawiło się w Rzymie jako kolektywne dzieło rozciągniętej w czasie wspólnoty prawników: inteligentnych i doświadczonych intelektualistów, po których spodziewano się uczciwości, szczerości i bezinteresowności. Wiedzieli, że prawo jest instrumentem realizowania wartości i interesów, ale nie może być instrumentalizowane. I choć sprawny prawnik wszystko zinterpretuje, nie do wszystkiego się posunie. Niezapomnianą ikoną pozostał pogański „święty" i prawniczy męczennik Papinian. Oczywiście zawsze pojawia się element pozaprawny, a każdy znawca prawa jest osadzony w tym również, co pozaprawne. Ekspert pozostaje sobą, nadto musi trzymać się roli. Ujmuje zdanie kolegi, sędziego TK, który pytany podczas rady wydziału, co sądzi o konstytucyjności jakiegoś pomysłu, odpowiedział: „na temat konstytucyjności wypowiadam się tylko w wyrokach".

Hadrian postanowił, aby zgodna opinia jurystów była obowiązującym prawem, co dowodzi wielkiej ich roli oraz uznania, na jakie zasłużyli. Wszelako i przed cesarską proklamacją jurysprudencja rzymska stała się zbiorowym ustawodawcą. Trudność praktyczna w korzystaniu z jej dorobku polegała na tym, że zamiast rozkazywać, dyskutowała. Stanowiła źródło prawa o charakterze raczej perswazyjnie niż imperatywnym. I słusznie. Po pierwsze dlatego, że odpowiedź eksperta powinna nie być pod tezę, lecz przynajmniej w pewnym zakresie profesorska – w stylu „to zależy...", a więc ze świadomością odmiennych uwarunkowań i różnych punktów widzenia oraz z podaniem kilku wariantów. Po drugie nie wypada, aby głos doradcy uzurpował prawo do decydowania, gdyż doradca nie bierze odpowiedzialności za decyzję. Wolno decydować tylko temu, kto ją ponosi.

Autor jest profesorem nauk prawnych, kierownikiem Katedry Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji UJ, wykłada na Wydziale Prawa i Administracji UW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA