fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Godność terrorysty a bezpieczeństwo potencjalnych ofiar

shutterstock
Czy godność terrorysty jest ważniejsza niż bezpieczeństwo jego potencjalnych ofiar?

W „Rzeczpospolitej" nr 105 z 7 maja 2019 r. przeczytałem tekst Justyny Zareckiej „Czas powiedzieć: nie dla tortur!". Cóż, mógłbym się podpisać pod jego treścią w całości, gdyby nie to, że nawet nie dotyka on bardzo ważnych problemów, zwłaszcza moralnych, które w praktyce mogą się pojawić i pewnie się pojawią u tych, którzy będąc strażnikami praworządności, pod żadnym pozorem nie mogą ich stosować.

Czytaj także:

Amerykański senator John McCain, znany jako zdecydowany przeciwnik tortur oraz okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania jednostki, dostrzegł powagę moralnych rozterek mogących towarzyszyć następującemu dylematowi: „Co zrobisz, gdy schwytasz więźnia, który może wie, gdzie podłożono bombę atomową w Nowym Jorku? Zdrowie i życie jednego terrorysty przeciwko życiu kilku milionów Amerykanów. Czy w takiej sytuacji wszystkie chwyty są dozwolone?".

Konflikt norm i wartości

W żadnym wypadku nie aspiruję do wdawania się w spór moralno-prawny dotyczący problemu stosowania tortur w przestrzeni prawnej, ponieważ występuję tutaj bardziej w roli praktyka targanego głębokimi dylematami aniżeli znawcy tematu z gruntownym teoretycznym podłożem. Pojawiające się problemy nie tylko natury prawnej potęgują się tym bardziej, że dotyczą tematu trudnego i niechętnie poruszanego, co jednak nie powinno zniechęcać do podzielenia się własnymi spostrzeżeniami i postawienia niewygodnych, często przewrotnych pytań. Dla rozwiania wszelkich wątpliwości podkreślę, że rację mają ci, którzy w torturach widzą zło nawet wówczas, gdy nazwiemy je wzmocnioną techniką przesłuchania (enhanced interrogation techniques).

Organy procesowe nierzadko muszą stawić czoło problemom z natury swojej nierozwiązywalnym. Dzieje się tak właśnie w przypadku konfliktu pomiędzy imperatywem poszanowania godności przestępcy a imperatywem ochrony godności ofiary. To z kolei implikuje potrzebę odpowiedzi na pytanie, czy można w toku czynności procesowych poświęcić jedno z tych dóbr dla ratowania drugiego, a jeżeli tak, to które.

Zakaz tortur to fundament

Na kanwie niniejszych rozważań ów dylemat sprowadza się do rozstrzygnięcia, czy organ procesowy może stosować niedozwolone metody wobec np. porywacza lub terrorysty celem uzyskania informacji mogących ocalić zdrowie, a nawet życie innych osób, często wielu. Odpowiedź, zwłaszcza dla prawnika, wydaje się prosta bez jakiegokolwiek pola manewru. Otóż jest to niemożliwe, a jakiekolwiek odstępstwo w tym zakresie rodzi odpowiedzialność karną.

Analiza regulacji zarówno krajowych, jak i międzynarodowych nie pozostawia wątpliwości: zakaz tortur to fundamentalne prawo człowieka o charakterze absolutnym i bezwarunkowym. Taką ich ocenę statuują akty prawa międzynarodowego, począwszy od powszechnej deklaracji praw człowieka z 10 grudnia 1948 r. po Kartę praw podstawowych Unii Europejskiej z 7 grudnia 2007 r. Rzecz ma się identycznie w naszym krajowym porządku prawnym, w którym mocą art. 40, 41 ust. 4, 44 oraz 233 ust. 1 konstytucji zakaz tortur przybiera postać absolutną. Zasada ta wzmocniona zostaje stosownymi regulacjami prawa karnego procesowego (art. 171 § 5 i 7 kodeksu postępowania karnego) oraz materialnego (art. 246 k. k.), które eliminują dowody uzyskane za pomocą tortur zprocesu, a osoby odpowiedzialne za takie zachowania nakazują pociągać do surowej odpowiedzialności karnej.

To pozorna klarowność

W zasadzie dalsze rozważania powinny się zakończyć, zwłaszcza w obliczu wykonywanego przeze mnie zawodu. Wszystko jest jasno i precyzyjnie określone w stopniu rzadko spotykanym jak na przepisy prawa. To jednak właśnie w tym momencie pojawia mi się najwięcej wątpliwości, i to zarówno jako człowiekowi, jak i prawnikowi. Przecież w art. 5 konstytucji państwo polskie zobowiązało się zapewnić swoim obywatelom bezpieczeństwo, co oznacza, że ich życie, zdrowie, wolność od strachu, godność osobista podlegają ochronie prawnej. Zgodnie zaś z brzmieniem art. 2 ustawy o prokuraturze do jej głównych zadań należy stanie na straży praworządności, czyli opieka nad obywatelami we wskazanym powyżej zakresie.

I tu pojawia się pierwszy poważny dylemat: czy zakaz przymusu fizycznego lub psychicznego wobec terrorysty lub przestępcy stoi wyżej nad prawem do życia, zdrowia lub godności osób zagrożonych terroryzmem, a nawet bezpieczeństwem wewnętrznym państwa? Czy naprawdę nie można pogrozić (bez stosowania przymusu fizycznego) przestępcy, żeby uratować życie niewinnego dziecka, jak w słynnej sprawie studenta prawa z Frankfurtu Magnusa Gafena, który w 2002 r. porwał dla okupu 11-letniego chłopca? Może należałoby dostrzec różnicę jakościową pomiędzy grożeniem a stosowaniem przemocy, jak to uczynił w 1978 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka, stwierdzając, że stosowanie przez brytyjskie służby specjalne tzw. pięciu technik w przesłuchaniach członków IRA nie osiągnęło poziomu tortur, lecz co najwyżej nieludzkiego i poniżającego traktowania.

W tym kontekście trudno uznać, że pozbawienie snu terrorysty (sleep deprivation) jest aż tak niemoralne, że można pozbawić życia setki czy tysiące niewinnych osób – scenariusz tykającej bomby (ticking time bomb), który po 11 września 2001 r. nie może być traktowany li tylko jako scenariusz filmowy.

Drugi dylemat, jaki wyłania się na gruncie przedmiotowych rozważań, związany jest z dopuszczalnym od niedawna w polskim prawie strzałem snajperskim (ratunkowym), gdzie strzelec ma tak strzelać, aby zabić.

Gdyby takiego zapisu nie było w ustawie o działaniach antyterrorystycznych, strzelający dopuszczałby się zabójstwa, a dowódca, który wydał rozkaz „strzelaj", byłby sądzony za podżeganie do jego popełnienia.

Wybór mniejszego zła

Artykuł 23 wspomnianej ustawy pozwala na zabicie porywacza, żeby uratować życie zakładnika, co oznacza, że prawo dopuszcza możliwość pozbawienia terrorysty lub przestępcy wartości nadrzędnej, jaką jest jego życie, i to przez funkcjonariusza, który de facto występuje jednocześnie w roli prokuratora, sędziego i kata. Tymczasem ten sam system zabrania bez żadnych wyjątków stosowania chociażby groźby, aby uratować nie jedną, ale czasami setki lub tysiące istnień ludzkich, poświęcając „jedynie" godność osobistą przesłuchiwanego.

Może budzić zdziwienie, jak łatwo godzimy się na pozbawienie życia przestępcy lub terrorysty, a nie chcemy słyszeć o naruszeniu jego godności i to tylko w sytuacjach ekstremalnie wyjątkowych.

Podobne podłoże dostrzec można w kolejnej pojawiającej się wątpliwości związanej z tzw. airpolicing, w ramach którego samolot pełen pasażerów porwany przez terrorystów zostałby zestrzelony. Takie działanie można oceniać w kategorii wyboru mniejszego zła, a używając terminologii prawnokarnej – stanu wyższej konieczności. Celem takiej decyzji jest ochrona wielu istnień ludzkich kosztem poświęcenia życia wielu innych niewinnych osób. W świetle tej konstatacji ciężko zrozumieć, dlaczego grożenie terroryście czy przestępcy w celu ratowania życia innych ludzi stanowi paradygmat niepodlegający dyskusji.

W jednej ze swoich opinii rzecznik praw obywatelskich napisał, że „(...) życie człowieka jest dobrem zajmującym najwyższe miejsce w hierarchii dóbr prawnie chronionych. Dobro to, bez względu na cechy podmiotu, do którego należy, nigdy nie może być dobrem stopniowalnym". I to właśnie jest istotą problemu, jak wytłumaczyć, że zakaz ewentualnego naruszenia godności człowieka może spowodować naruszenie godności lub życia innych niewinnych ludzi. Dochodzimy do rozdwojenia jaźni, gdyż z jednej strony chcemy bezwzględnie ratować życie, zdrowie lub godność osobistą bezbronnego człowieka nawet kosztem psychicznego cierpienia zamachowca, a z drugiej prawnicza świadomość, która ma przed oczyma regulacje prawne, włącza znak „stop". Podobne pytania można by mnożyć w nieskończoność, nie znajdując niestety zadowalających odpowiedzi.

Czy wobec tego, co wyżej zasygnalizowano, należy w tzw. tragic choice situation lub ticking time bomb (tykająca bomba) wybrać mniejsze zło i zalegalizować w zupełnie wyjątkowych sytuacjach szczególne techniki przesłuchań?

Otóż nie! Nie można ich traktować jako ekstremalny wyjątek i ubierać w szaty normy prawnej, jak chciał Alan Dershowitz czy Jean Bethke Elshtain, którzy wprost sugerowali dopuszczalność nadzwyczajnych metod pozyskiwania depozycji procesowych w wyjątkowych sytuacjach, tj. takich, kiedy dzięki uzyskanym w ten sposób informacjom można zapobiec atakowi, w którym zginęliby ludzie. Chodzi o to, żeby w wyjątkowych przypadkach powstrzymanie się od zła nie wywołało paradoksalnie większego zła.

Dobro przeciw dobru

Problem potęguje się, ponieważ niewątpliwie rację mają również ci, którzy twierdzą, że operowanie kategorią mniejszego zła zawsze obciążone będzie wieloma błędami niepewności. Dopóki wskazane dylematy analizujemy wyłącznie na płaszczyźnie moralnej, łatwiej nam dokonać wyboru.

Sytuacja komplikuje się, gdy musimy to samo zrobić na gruncie porządku prawnego, który nieuchronnie przeniknie się z porządkiem moralnym. We wskazanych wątpliwościach nie chodzi absolutnie o jakąkolwiek formę legalizacji tortur, a jedynie o próbę poszukiwania przesłanek usprawiedliwiających działanie organów ścigania postawionych w sytuacji bez wyjścia. Należy się zastanowić, czy w takim stanie nie warto by sięgnąć do instytucji stanu wyższej konieczności znanej każdemu systemowi prawa, gdy poświęcamy dobro prawnie chronione (godność, zdrowie) dla ratowania innego lub innych dóbr prawnie chronionych.

Myślę, że przedstawiciele państwa stający przed tak dramatycznym wyborem mają prawo oczekiwać, że w prawie zapisane będą mechanizmy sprawiedliwości korygującej, które pozwolą na traktowanie każdego przypadku indywidualnie oraz na wzięcie pod uwagę szczególnych okoliczności i motywów czynu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA