fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mundurowi

Rejestr Romów w Sztokholmie

Fotorzepa/Marian Zubrzycki
Kiedy jeden z mainstreamowych dzienników ujawnił, że policja w regionie Skane prowadziła rejestr Romów, nikt nie przewidział, że będzie kosztował państwo 100 mln koron.

Spis nazwany „rejestrem Wędrownych" obejmował 4741 osób urodzonych, z których 200 już nie żyje. Około 1300 zarejestrowanych było dziećmi.

Grupa osób zaskarżyła państwo, gdy wiadomość o rejestrze Romów opartym na ich etniczności trafiła do przestrzeni publicznej. Ewidencja stała się przedmiotem wielu dochodzeń, po czym jedna z instancji: Komisja Bezpieczeństwa i Ochrony Dóbr Osobistych, zawyrokowała, że obchodzenie się z danymi osobowymi z rejestru w wielu aspektach było nielegalne. I że wykaz był zanadto rozbudowany.

Jednocześnie Komisja stwierdziła, że rejestr nie został utworzony dlatego, że objęte nim osoby należały do romskiej populacji. Jego podstawę stanowiły podejrzenia o popełnieniu przestępstwa lub pokrewieństwo z osobami podejrzanymi o czyny kryminalne.

Policja tłumaczyła, że rejestr potrzebny był jej do pracy wywiadowczej i prowadzenia dochodzeń.

Po uznaniu nielegalności kartoteki kanclerz praworządności zdecydowała, że każda z osób widniejąca w rejestrze ma prawo do zadośćuczynienia w wysokości 5000 koron. Roszczenia miała pokryć policja z regionu Skane. Okazało się jednak, że region ma spory deficyt w budżecie i koszty musiała ponieść policja państwowa.

Na tym się jednak sprawa nie zakończyła. Rozwiązanie nie usatysfakcjonowało bowiem pokrzywdzonych, którzy domagali się uznania, że kartoteka powstała jedynie ze względu na romskie pochodzenie osób. Jedenaście osób, ośmioro dorosłych i troje nieletnich umieszczonych w rejestrze, wystąpiło do sądu rejonowego, reprezentowani przez prawników z Civil Rights Defenders, z roszczeniami o 30 tys. koron dla każdej. Kanclerz sprawiedliwości odrzuciła jednak dalsze żądania grupy.

Innego zdania był sąd rejonowy. Orzekł mianowicie, że dane pokrzywdzonych wprowadzono do rejestru tylko ze względu na pochodzenie. Żadna z osób, która przedstawiała roszczenia, nie popełniła przestępstwa – stwierdził. Podstawę zadośćuczynienia za naruszanie dóbr osobistych stanowi, według prawa, ocena oparta na wartościach etycznych i społecznych. Ma ono rekompensować uczucie strachu, poniżenia i wstydu osoby poszkodowanej. Taka zasada przyświeca też Trybunałowi Sprawiedliwości UE – podkreślił sąd.

Dyskryminowanie Romów należy rozpatrywać w kontekście historycznym, Tę grupę etniczną narażano bowiem na rejestrowanie przez całe poprzednie stulecie – komentował sąd. W latach 30., w czasie drugiej wojny światowej katalogowanie argumentowano potrzebami eugeniki, z jednoczesnym tłumaczeniem, że kontrola jest niezbędna ze względu na wędrowny styl życia i charakter diaspor Romów.

Policja w Malmö w 1936 r. prowadziła wykaz 1500 Romów. Kryterium stanowiła praca i prześledzono w nim całą genealogię rodzin. Podobna metodyka pojawiała się w nazistowskich Niemczech i innych krajach europejskich.W tych czasach dominowały teorie o związku między etnicznością i inklinacjami do przestępczości.

Sąd ocenił, że rejestr wywołał uczucie silnego strachu wśród Romów, naruszając ich zaufanie do policji i władz. Wielu z nich odwoływało się do rejestrów w Niemczech lat 30. i co z tego faktu wynikło. To poważny atak na dobra osobiste grupy – uznał sąd. Dlatego skazał państwo na dodatkowe zadośćuczynienie dla Romów. Państwo odwołało się od wyroku, lecz sąd apelacyjny podtrzymał jego zasadność.

W policyjnym rejestrze znalazła się również szwedzka europarlamentarzystka z ramienia Inicjatywy Feministycznej Soraya Post, której matka jest pochodzenia romskiego. Do wykazu trafiły też dzieci i wnuki europosłanki. W jej opinii wyrok stanowi pierwszy etap do rekoncyliacji. Sąd bowiem „dostrzegł, że państwo szwedzkie i władze policji są przesycone antycyganizmem".

A co słychać u policji w Skane? Założyła ona nowy rejestr, który zawiera „pewne dane" zebrane ze starego wykazu. Komisja bezpieczeństwa i ochrony dóbr osobistych ma zweryfikować rejestr, by sprawdzić, czy nie koliduje z prawem o gromadzeniu danych. Zapewne policja będzie postępować już bez uprzedzeń.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA