fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Krzysztof Bramorski: Młyny kościelne mielą powoli, ale chyba wreszcie skutecznie

Biskup Edward Janiak
Wikimedia Commons, domena publiczna, Fot. Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska
Po wczorajszym komunikacie Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie o przyjęciu przez papieża Franciszka rezygnacji skompromitowanego biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka wydaje się, że kościelna maszyna w polskich sprawach jednak rzeczywiście ruszyła, choć – parafrazując poetę – ospale i z ogromnym mozołem ciągnie swoje ciężkie wagony.

A jest tych wagonów coraz więcej. W kolejnych znajdują się sprawy o coraz większym ciężarze gatunkowym. To już nie tylko oskarżenia i postępowania w sprawach nadużyć popełnionych przez biskupów pomocniczych czy rządców pomniejszych diecezji (obok Janiaka także choćby Szkodonia z Krakowa czy Tomasika z Radomia).

W ostatnim czasie wypłynęły przecież sprawy dwóch emerytowanych kardynałów – Gulbinowicza i Dziwisza. Postępowanie w sprawie tego pierwszego według uprawdopodobnionych informacji zostało zakończone i przekazane do Stolicy Apostolskiej, co świadczy o stwierdzeniu podstaw do jego dalszego prowadzenia przez kongregację. O powadze sytuacji świadczą liczby. W sumie zarzuty ukrywania czynów pedofilskich bądź niereagowania na otrzymywane informacje mogą dotyczyć ponad 30 hierarchów, czyli około jednej piątej polskiego episkopatu. Są wśród nich arcybiskupi - katowicki Wiktor Skworc oraz szczecińsko – kamieński Andrzej Dzięga.

Dzisiejsze odsunięcie biskupa Janiaka to drugi zdecydowany sygnał Stolicy Apostolskiej w sprawach polskich hierarchów. Niewielu obserwatorów życia kościelnego w Polsce spodziewało się odejścia abp. Głodzia dokładnie w dniu 75 urodzin. Jeszcze 12 sierpnia tego roku naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski pod wymownym tytułem „Z Gdańska na watykański Berdyczów” pisał o historii wystąpień duchownych i świeckich sprzeciwiających się nagannym zachowaniom gdańskiego metropolity. Próbowali oni zwrócić na nie uwagę władz kościelnych, w tym samego papieża, i doprowadzić do dymisji hierarchy. Mocnym akordem był apel do Papieża Franciszka opublikowany 29 czerwca na łamach włoskiego dziennika „La Repubblica”. Choć nie znalazło się w nim, jak pierwotnie planowano, nazwisko Głodzia, wołanie „Odbuduj nasz Kościół!” zostało dostrzeżone. Nazajutrz po publikacji dyrektor biura prasowego Stolicy Apostolskiej potwierdził, że papież został o niej poinformowany. „Cały Kościół musi uczynić wszystko, aby były stosowane normy kanoniczne, przypadki nadużyć zostały ujawnione i winni tych ciężkich przestępstw zostali ukarani” – słowa rzecznika Watykanu dawały nadzieję na konkretne działania.

Na tym tle gorzka konstatacja Nosowskiego sugerowała raczej prawdopodobieństwo typowego rozwoju wydarzeń, znanego z większości analogicznych przypadków: złożenie rezygnacji przez biskupa w związku z osiągnięciem wieku 75 lat, powierzenie mu dalszego administrowania diecezją i powołanie następcy w kilka czy nawet kilkanaście miesięcy później. Tak było nie tylko w skądinąd spektakularnym przypadku kard. Dziwisza, któremu sprawowanie urzędu przedłużono aż o dwa i pół roku, lecz także w mało znaczących przypadkach, jak choćby biskupa świdnickiego Ignacego Deca. W wypadku Głodzia stało się inaczej.

W kontekście wydarzeń ostatnich miesięcy przyjęcie jego dymisji w pierwszym możliwym dniu z pewnością nie jest bez znaczenia, choć przez wielu zostało odczytane jako krok niewystarczający. Bulwersujące fakty ukazujące niektóre aspekty funkcjonowania gdańskiego hierarchy, ujawnione czy to w filmie braci Sekielskich (ukrywanie księży pedofilów, w tym powszechnie znanych jak ks. Cybula czy prałat Jankowski), czy dzięki wystąpieniom odważnych księży i katolików z archidiecezji gdańskiej (poniżanie kapłanów, mobbing, ekscesy alkoholowe), czy wreszcie dzięki publikacjom prasowym (rozrzutny tryb życia i pławienie się w pałacowych luksusach w Gdańsku czy prywatnej Bobrówce) w opinii publicznej już dawno powinny doprowadzić do jego dymisji. Z tego punktu widzenia „urodzinowa” dymisja Sławoja Głodzia mogła być sygnałem pozytywnym. Mogła, gdyby za nią poszła nominacja jego następcy. Czasu na jego wybór było wystarczająco dużo, wszak osiągnięcie wieku emerytalnego nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Zamiast tego zdecydowano się na rozwiązanie tymczasowe – administratorem apostolskim sede vacante w Gdańsku został biskup elbląski Jacek Jezierski. Jego pierwsza deklaracja po nominacji – zasadniczych reform nie będzie. Z jednej strony to w pełni zrozumiałe, gdyż jego rola jest tylko przejściowa, z drugiej jednak taka postawa budzi zdziwienie w obliczu wiedzy o gdańskich nieprawidłowościach, by nie rzec – patologiach. Zdecydowane działania mógłby podjąć mianowany od razu pełnoprawny arcybiskup gdański. Czy poszukiwania zaniedbano, czy też sytuacja w archidiecezji jest tak trudna, że ciężko było znaleźć chętnego kandydata – zadawane w sierpniu pytania już niedługo znajdą – zadowalającą, mam nadzieję, wielu – odpowiedź.

Co na tym tle oznacza dzisiejsza dymisja biskupa kaliskiego? Po pierwsze, najwyraźniej w toku prowadzonych już co najmniej dwa lata postępowań kanonicznych okazało się, że zarzuty wobec Edwarda Janiaka są uzasadnione i doszło do zastosowania kanonu 401 § 2 Kodeksu prawa kanonicznego. Na jego podstawie biskupa diecezjalnego, który z powodu „innej poważnej przyczyny” nie może wypełniać swojego urzędu „usilnie prosi się” o złożenie rezygnacji z urzędu. Papież dymisję przyjął, a postępowanie kanoniczne wobec byłego już ordynariusza jest nadal prowadzone. Podtrzymano wobec niego zakaz przebywania na terenie diecezji. Niewykluczone są więc dalsze konsekwencje związane z godnością biskupią czy pozostawaniem w stanie duchownym.

Po drugie, chyba najbardziej nieoczekiwaną informacją jest jednoczesne czasowe zamknięcie kaliskiego Seminarium Duchownego i przeniesienie kleryków do Poznania. Sprawa mobbingowania przez E. Janiaka byłego rektora kaliskiego seminarium, ks. dr. Piotra Górskiego po tym, gdy w skardze do Nuncjatury zarzucił on ordynariuszowi m.in. tolerowanie nadużyć seksualnych i aktywnego homoseksualizmu wśród kleryków, wypłynęła do opinii publicznej kilka miesięcy temu. Najwyraźniej przeprowadzona w seminarium wizytacja Kongregacji ds. Duchowieństwa stwierdziła tak poważne nadużycia, że kontynuowanie jego działalności stało się niemożliwe. To pierwsza taka oficjalna i bezpośrednia decyzja dotycząca polskiego seminarium. Siedem lat temu doszło już co prawda do faktycznej likwidacji seminarium duchownego diecezji sosnowieckiej, jednak choć dokonało się to w atmosferze homoseksualnego skandalu związanego z osobą rektora tej placówki, to oficjalnym powodem były problemy lokalowe i połączenie jej z seminarium archidiecezji częstochowskiej.

Po trzecie wreszcie – powtarza się scenariusz gdański związany z niewyłonieniem nowego ordynariusza. Administratorem apostolskim w Kaliszu pozostaje ordynariusz łódzki abp Grzegorz Ryś, któremu przysługuje wyłączna kompetencja w sprawach oskarżeń niektórych duchownych diecezji kaliskiej o nadużycia seksualne. To dobry znak, biorąc pod uwagę wcześniejsze uwikłania w sprawy kaliskie – a także stosunek do spraw nadużyć seksualnych na terenie własnej archidiecezji – właściwego terytorialnie metropolity poznańskiego Stanisława Gądeckiego, a także działania podjęte dotąd w Kaliszu przez abp. Rysia. Z drugiej strony cztery miesiące to okres, w którym wyłonienie nowego biskupa kaliskiego nie było chyba niemożliwe.

Przypadki Sławoja Głodzia i Edwarda Janiaka mogą mieć dla Kościoła w Polsce, a także Kongregacji ds. Biskupów i samego papieża, wartość precedensową. Pokazały one, jak nie należy zarządzać sytuacją kryzysową w diecezjach i obnażyły po raz kolejny hipokryzję polskiej hierarchii kościelnej preferującej postkomunistyczną taktykę „obrony oblężonej twierdzy” zamiast transparentnego, ewangelicznego stawania w prawdzie. Gdyby w odpowiedni sposób w odpowiednim czasie zareagowano na udokumentowane doniesienia o istotnych nieprawidłowościach w kościele gdańskim czy kaliskim, nie doszłoby do zgorszenia i choćby kompromitującego dla hierarchii apelu do samego papieża na łamach włoskiej prasy. Nie miałaby miejsca żałosna w formie i treści „korespondencja” biskupa Janiaka z polskimi ordynariuszami, próbująca zdyskredytować Prymasa Polski i wysiłki podejmowane przez Konferencję Episkopatu w walce z przypadkami pedofilii w Kościele, jej kryciem przez przełożonych i w celu rozwoju opieki i pomocy ofiarom przez specjalnie powołaną fundację. Nie miałaby wreszcie miejsca krzywda wielu osób, których oprawcy zostaliby wcześniej zdemaskowani i ponieśli kanoniczne i karne konsekwencje swoich czynów. Bilans dotychczasowego sposobu postępowania jest dla wszystkich, których dotyczy, jednoznacznie negatywny: krzywda ofiar, utrata wiarygodności instytucji, niepowetowane straty duszpasterskie. Nie da się znaleźć pozytywów tego, co się stało.

Co dalej? Czy Polska może stać się drugim Chile? Tam cały skompromitowany episkopat oddał się do dyspozycji papieża, który rozpoczął odbudowę wiarygodności tamtejszego kościoła. Chyba niestety nie. Polscy biskupi nie są gotowi na takie rozwiązanie. Zbyt zakorzenione jest w polskim episkopacie przekonanie o własnej wyjątkowości i nieomylności a także – fałszywe - poczucie siły i misji walki ze wszystkim wokół, co wydaje się zagrażać utrzymaniu pozycji polskiego kościoła. Że niewiele ma to wspólnego z misją ewangelizacji? Tej refleksji jeszcze w Polsce brakuje. Polski kościół nadal walczy, zamiast głosić, nadal grozi i broni zamiast przekonywać, nadal krytykuje i wyklucza zamiast zapraszać i wychodzić do ludzi. Pozostają więc zmiany ewolucyjne, choć najprawdopodobniej zostaną one przyspieszone i wymuszone kolejnymi decyzjami, które będą zapadały w stosunku do hierarchów objętych watykańskimi postępowaniami. Gdy dodamy do tego co najmniej trzy bliskie rezygnacje z powodu wieku okazuje się, że zmiany mogą objąć nawet około jednej trzeciej polskich diecezji. Kluczowe będą zatem nominacje następców, zarówno pod kątem ich proweniencji intelektualnej, jak i geograficznej. Co do tej pierwszej, patrząc na kilka ostatnich nominacji można mieć mieszane uczucia, zaś gdy chodzi o drugą, nadzieją napawają „przesłuchy” mówiące o nadchodzącym z Watykanu następcy metropolity gdańskiego. Świeże spojrzenie i brak uwikłań w miejscowe układy mogą otworzyć drogę odnowy i nowe perspektywy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA