Komentarze

Bielecki: Unia kolejny raz na zakręcie

AFP
Eurodeputowana holenderskiej Zielonej Lewicy Judith Sargentini z trudem powstrzymywała łzy, gdy w środę zgromadzenie w Strasburgu zdecydowaną większością głosów poparło jej apel o wszczęcie przeciw Węgrom procedury z art. 7 traktatu za łamanie zasad praworządności.

Oto zupełnie nieznana posłanka rzuciła wyzwanie jednemu z czołowych polityków Europy: Viktorowi Orbánowi. Podobna procedura przeciw Polsce została wszczęta przez Komisję Europejską. Teraz po raz pierwszy w historii Wspólnoty z wnioskiem w tej sprawie do Rady UE wystąpił Parlament Europejski. Zachęcona tym sukcesem Sargentini rozważa podobną inicjatywę przeciw Rumunii, gdzie rząd także prowadzi kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości.

Ale sukces holenderskiej eurodeputowanej wcale nie jest jednoznaczny. Świadczy o tym choćby podział w głosowaniu Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Po długim wahaniu za sankcjami opowiedział się przewodniczący tego największego klubu Manfred Weber, którego Angela Merkel forsuje na nowego szefa Komisji Europejskiej. Teraz będzie jednak trudno utrzymać mu w EPP Fidesz Orbána. A to oznacza, że szanse Webera na przejęcie steru unijnej egzekutywy w przyszłym roku znacząco spadły. Tym bardziej że sondaże wskazują na spory wzrost znaczenia partii eurosceptycznych po wyborach do PE w maju 2019 r. Nie wiadomo więc, czy już wkrótce inicjatywa Sargentini nie przyczyni się do zmiany rozkładu sił w Brukseli, którego Holenderka wcale sobie nie życzyła.

Kilka godzin przed głosowaniem w sprawie Węgier w przemówieniu o stanie Unii Jean-Claude Juncker zasugerował, że krajów, które teoretycznie mogłyby być objęte art. 7, jest znacznie więcej. Wskazał w szczególności na wciąż niewyjaśnione morderstwa dziennikarzy. I choć nie wymieniał żadnego kraju z nazwy, to wiadomo, że chodzi o Maltę i Słowację.

Na nich lista problematycznych państw się nie kończy. Choć za uruchomieniem art. 7 przeciw Węgrom głosowali eurodeputowani rządzącej Austriackiej Partii Ludowej, to trudno uznać, że ich koalicja ze skrajnie prawicową Wolnościową Partią Austrii jest zgodna z literą i duchem „wartości europejskich". Podobnie jak program Matteo Salviniego, dziś najpotężniejszego polityka Włoch.

Jeśli, idąc w ślady Sargentini, eurodeputowani wystąpią przeciw tym krajom, szybko dojdzie do paraliżu instytucji unijnych. A poparcie wyborcze dla ugrupowań niechętnych Brukseli tylko wzrośnie.

Mając za sobą doświadczenie trzech lat sporów z Polską o praworządność, Juncker zasugerował więc inną drogę. – Twarde czy nienawistne słowa nigdzie nie zaprowadzą Europy – podkreślił. Jego zdaniem lepiej będzie, jeśli wszyscy zgodzą się co do podstawowych zasad, bez których Wspólnota w ogóle nie będzie funkcjonować, w tym przede wszystkim przestrzegania wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE. Większość eurodeputowanych na razie jednak nie myśli w tym duchu.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL