„Płatni zdrajcy, pachołkowie Rosji” – mówił w czwartek Donald Tusk w Sejmie, spoglądając na prawą część sali plenarnej. Przywoływał słowa Leszka Moczulskiego, który trzy dekady temu w Sejmie tak właśnie rozszyfrowywał skrót PZPR. „Nazwa Zjednoczona Prawica może być dokładnie tak samo rozczytana” – przekonywał wyraźnie rozemocjonowany szef rządu.
Czytaj więcej
Sejm odrzucił wniosek o odwołanie minister Pauliny Hennig-Kloski. Premier Donald Tusk w debacie poprzedzającej głosowanie mówił o rosyjskich wpływa...
Dlaczego Donald Tusk uważa, że politycy PiS są „płatnymi zdrajcami, pachołkami Rosji”
A o rządach PiS powiedział: „Mamy do czynienia z rządami partii politycznej, która od wielu, wielu lat (…) działa tu, w Polsce, pod wpływem rosyjskich interesów”. Naszkicował też historię ostatnich lat, tłumacząc, że PiS doszedł do władzy w wyniku współpracy z Rosją przy aferze taśmowej. Oskarżył też służby z czasów poprzedników, że gdy trafiały na ślady rosyjskich interesów w Polsce, śledztwom z powodów politycznych ukręcano łeb. Na koniec zapowiedział: „Chcę was poinformować, że zarówno służby, prokuratura, jak i komisja, którą powołamy już w zgodzie z konstytucją, zbada bardzo precyzyjnie, nie przed kamerami, bez cyrków, festiwali medialnych (…), wpływy rosyjskie i białoruskie na rządy Zjednoczonej Prawicy”.
Premier Donald Tusk postanowił skorzystać z okazji do tego, by postawić najcięższe możliwe zarzuty
Wszystko to działo się w Sejmie podczas debaty nad wnioskiem PiS o odwołanie minister środowiska Joanny Hennig-Kloski. Nie była to informacja premiera o bulwersującej sprawie sędziego Tomasza Szmydta, któremu właśnie uchylono immunitet sędziowski, by wysłać za nim list gończy, podejrzewając go o szpiegostwo na rzecz wschodnich służb po tym, jak wystąpił o azyl na Białorusi. Ani debata o rosyjskich wpływach. Premier Donald Tusk postanowił skorzystać z okazji do tego, by postawić najcięższe możliwe zarzuty.
Co teraz – Donald Tusk zdelegalizuje PiS?
Mamy zatem sytuację nadzwyczajną. I dwa wyjścia. Pierwszy wariant: traktujemy serio słowa premiera. Śmiertelnie serio. A to oznacza, że jutro, pojutrze i w następnych dniach służby dokonują zatrzymań decydentów z ostatnich lat i udowadniają im związki z Rosją, pokazują przed sądami dowody zdrady. No bo przecież premier, powołując się na raporty służb specjalnych, nie oskarżyłby partii, która rządziła przez ostatnie osiem lat, o to, że była „rosyjskim pachołkiem”, nie posiadając stuprocentowych dowodów.
Czytaj więcej
Jeśli po ujawnieniu się na Białorusi sędziego Szmydta pojawia się koncept delegalizacji PiS, mam wrażenie, że działamy według scenariusza pisanego...
Ale jeśli tak się nie stanie, to pozostaje nam wariant drugi. Czyli wzruszenie ramionami i uznanie, że oskarżenie o służenie rosyjskim interesom staje się w Polsce już po prostu folklorem politycznym. Że skoro PiS mógł oskarżać Tuska o reset z Rosją i służenie Berlinowi i Moskwie, to teraz Tusk może mówić, że ostatnie osiem lat to były rządy rosyjskich interesów i rosyjskich wpływów. A potem wracamy do domu, jemy kolację i uznajemy, że nic się nie stało.
Ale wtedy nie będziemy mogli serio traktować naszego państwa. Albo-albo. A bez względu na to, który ze scenariuszy się spełni, znaleźliśmy się w sytuacji dramatycznej.