fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Forum Ekonomiczne w Krynicy 2019

Hodowcy zwierząt futerkowych chcą uniknąć likwidacji branży

Uczestnicy debaty wskazywali, że Polskie skóry są w 95 proc. sprzedawane na rynkach zagranicznych
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
Sektor, który daje zatrudnienie na terenach wiejskich narażonych na wysokie bezrobocie, a jednocześnie jest jednym z nielicznych przykładów sukcesów polskiego rolnictwa, także w ujęciu eksportowym, obawia się nowych przepisów.

Najwięcej skór zwierząt futerkowych produkuje się w Europie. W 2016 r. łączna produkcja skór na naszym kontynencie wyniosła 41,6 mln szt., co stanowi około 60 proc. produkcji światowej. Przy czym produkcja nie jest równomierna. Koncentruje się głównie w Danii, Polsce, Finlandii i Holandii. Tylko w tych czterech krajach powstaje 82 proc. skór europejskich.

Produkcja skór zwierząt futerkowych w Europie opiera się głównie na hodowli norek, lisów, jenotów oraz szynszyli. Polska jest jednym z jej liderów zarówno w Europie, jak i na świecie. Największe znaczenie ma w Polsce hodowla norek, dostarczająca ok. 9 mln skór, co stanowi 98 proc. całej produkcji w branży i daje naszemu krajowi trzecie miejsce na świecie po Danii i Chinach (13 proc. produkcji światowej). Spośród pozostałych gatunków dobrze rozwija się hodowla szynszyli z roczną produkcją około 80 tys. skór, co daje Polsce pierwsze miejsce w Europie.

Między innymi o tym mówiono w Krynicy podczas panelu „Wpływ branży hodowli zwierząt futerkowych na gospodarkę lokalną".

Hit eksportowy

Polskie skóry są w 95 proc. sprzedawane na rynkach zagranicznych, gdyż światowy obrót skórami zwierząt futerkowych odbywa się za pośrednictwem wyspecjalizowanych domów aukcyjnych. Czołowe są zlokalizowane w Kopenhadze, Helsinkach, Toronto, Seatle i Moskwie.

– Nasze skóry są świetnej jakości, co wynika z bardzo dobrych warunków hodowli zwierząt. Jest to jeden z polskich hitów eksportowych. Nasz sukces można porównać do hodowli koni arabskich – podkreślał Daniel Chmielewski, prezes Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych. W Polsce działają 1144 fermy hodowlane. Najwięcej jest ich w Wielkopolsce i na Pomorzu Zachodnim. Branża zapewnia 10 tys. miejsc pracy, głównie na terenach wiejskich narażonych na wysokie, strukturalne bezrobocie. Do tego dochodzi 40 tys. miejsc pracy w sektorach powiązanych. Roczne przychody rolników pochodzące z hodowli zwierząt futerkowych, w zależności od koniunktury, wynoszą od 400 do 600 mln euro.

Groźba zakazu

Podczas gdy Dania, Polska, Finlandia i Holandia produkują skóry, to w krajach takich jak Wielka Brytania, Austria, Słowenia czy Chorwacja obowiązuje całkowity zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Warto jednak zaznaczyć, że nie było tam żadnych hodowli lub było ich bardzo mało. Również w naszym kraju w ostatnich kilku miesiącach przedstawiciele partii rządzącej sygnalizowali potrzebę wprowadzenia nowej ustawy o ochronie zwierząt, której wejście w życie miałoby znaczący wpływ m.in. na hodowlę zwierząt futerkowych w Polsce. – Rozważa się m.in. całkowity zakaz ich hodowli, co oznaczałoby likwidację branży – mówił prof. Krzysztof Firlej z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. – Taki projekt przygotował parlamentarny zespół przyjaciół zwierząt i obawiamy się, że będzie on procedowany – dodał Chmielewski.

Los dobrze prosperującej branży zawisł więc na włosku. Hodowcy wstrzymali wszelkie inwestycje.

– Na naszym terenie taki zakaz oznaczałby utratę setek miejsc pracy i znacząco niższe dochody do budżetu gminy – wyliczał Tomasz Banach, zastępca burmistrza Goleniowa. – Hodowcy zainwestowali niemałe pieniądze. Często jest to ich jedyne źródło utrzymania i są to biznesy rodzinne. Zakaz hodowli oznaczałby dla nich prawdziwy dramat. Już teraz żyjemy w permanentnym strachu – dodał Chmielewski.

– W przypadku hodowli zwierząt futerkowych zajmujemy drugie miejsce w Europie. W naprawdę niewielu branżach zajmujemy tak wysoką pozycję. To wzbudza zainteresowanie, ale i działania konkurencji, która niewątpliwie ucieszyłaby się z eliminacji polskich hodowców, choć osobiście nie wyobrażam sobie, że z dnia na dzień pracy pozbawionych zostanie 50 tys. osób. Nie da się ich z marszu przebranżowić – mówił prof. Firlej. – Poza tym to wymierne straty dla budżetu państwa i gmin – wtórował mu dr Stanisław Łapiński z Wydziału Hodowli i Biologii Zwierząt Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Wskazywał, że wkład hodowców w gospodarkę to 1,3 mld zł, a dochody ludności wygenerowane dzięki działalności ferm to niemal 600 mln zł.

Inny problem, który by się pojawił, to odpady zwierzęce. – Dodatkową funkcją, jaką spełniają fermy mięsożernych zwierząt futerkowych, jest utylizacja ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego. W żywieniu tych zwierząt wykorzystuje się setki tysięcy ton odpadów z ubojni drobiowych, rzeźni, odpadów rybnych, odpadów przemysłu mleczarskiego, które należałoby utylizować w inny sposób – tłumaczył Łapiński.

Wysokie standardy

Z ekonomicznego punktu widzenia branża ma mocne argumenty, ale dba też o dobrostan zwierząt. Jak przypominał John Papso, przewodniczący Fur Europe, europejskiej organizacji skupiającej hodowców, polscy hodowcy w zdecydowanej większości stosują się do standardów wymaganych przez domy aukcyjne, wewnętrzne związkowe audyty i niezależne programy certyfikacyjne, jak WelFur. Ten ostatni program opiera się na metodologii Komisji Europejskiej i jest dodatkowym narzędziem audytowym (kontrole na fermach) mającym na celu poprawę dobrostanu zwierząt.

– Domy aukcyjne z Danii, Finlandii oraz Kanady i USA uzgodniły, że od 2020 r. nie będą sprzedawać skór futerkowych z Europy bez certyfikacji WelFur – podkreślał Sebastian Jansen, dyrektor NAFA Europe (North American Fur Auctions to największy dom aukcyjny w Ameryce Północnej).

Gdyby nawet w Polsce wprowadzono taki zakaz, to obrońcy zwierząt uzyskają efekt odwrotny do zamierzonego, gdyż wtedy hodowla zwierząt futerkowych przesunie się do Chin, Rosji lub na Ukrainę – zgodnie prognozowali Papso i Chmielewski. A tam – jak mówili – niewielu hodowców stosuje ostre normy hodowlane. Dlatego zdaniem Papso zdecydowanie lepsza dla całej branży i dobra zwierząt jest produkcja w jak największej liczbie krajów Unii Europejskiej.

Scenariusz likwidacji branży jest jednak dość realny, bo jak zwrócił uwagę Chmielewski, nasz kraj wprowadził już podobny zakaz, a dotyczył on produkcji foie gras. – Byliśmy wtedy jednym z liderów produkcji stłuszczonych wątróbek kaczych i gęsich. Teraz ich nie produkujemy. Za to ich produkcja odrodziła się na Węgrzech i to Węgrzy zbierają teraz profity – przypomniał Chmielewski.

– Produkujecie wyroby klasy światowej i sami chcecie zlikwidować kwitnącą branżę. To niewytłumaczalne – dziwił się Jansen.

– Nie ulegajmy negatywnemu lobbingowi, tylko brońmy polskiej branży, która odniosła światowy sukces – mówił prof. Firlej.

Uczestnicy debaty w Krynicy zgodnie apelowali do parlamentarzystów. – Ściśle monitorujmy branżę, ale jej nie likwidujmy – mówili i zapraszali na fermy w ramach programu „Otwarte fermy".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA