fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

#RZECZoPRAWIE - Wroński: Kłody pod koła polskich przewoźników

Maciej Wroński
rp.pl
Największy minus pakietu mobilnego przyjętego przez Komisję Europejską, który być może całkowicie wyrzuci polskie firmy transportowe z unijnego rynku, to plan objęcia kierowców przepisami dyrektywy o pracownikach delegowanych.

Goszczący w programie #RZECZoPRAWIE Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska, był w środę w Brukseli, kiedy unijni urzędnicy ogłaszali tzw. pakiet drogowy.

- Zmian jest bardzo dużo. Brakuje jeszcze spójnej informacji, co Komisja Europejska chce zmienić. Czego mają się spodziewać polscy przewoźnicy? - zapytał eksperta prowadzący program Mateusz Rzemek.

- W paru kwestiach czeka ich poprawa sytuacji, w większości - pogorszenia. Pakiet został już opublikowany na stronach Komisji Europejskiej, można się z nim zapoznać. Tekst jest po angielsku. W sobotę, najpóźniej w poniedziałek na stronie Związku zamieścimy zmiany proponowane w pakiecie mobilności – zapewnił M. Wroński.

Za największy minus pakietu, który być może całkowicie wyrzuci polskie firmy transportowe z unijnego rynku, uznał plan objęcia kierowców przepisami dyrektywy o pracownikach delegowanych.

- Rzekomym kompromisem ma być propozycja, że jeśli kierowca przebywa na terytorium innego państwa członkowskiego do trzech dni, to nie będzie objęty lokalnymi gwarancjami płacowymi i urlopowymi. Natomiast pozostałe przepisy dyrektywy o delegowaniu nadal go obejmują, niezależnie od okresu przebywania po swoim krajem – podkreślił prezes Wroński.

Jego zdaniem pakiet jest bardzo nieprecyzyjny, jeśli chodzi o zakres pojęcia transportu. Dlatego Maciej Wroński zapytał wprost komisarz Bulc, jakie rodzaju transportu są objęte dyrektywą o delegowaniu.

- Pani komisarz wyjaśniła, że intencją KE jest wyłączenie tranzytu spod przepisów o delegowaniu, choć nie wynika to z tekstu. Jeśli kierowca przejeżdża tranzytem to całkowicie na podstawie prawa polskiego. KE nie chce wyłączać usług kabotażowych. Natomiast w przypadku przewozów dwustronnych, transgranicznych przepisy o delegowaniu także mają zastosowanie, ale do 3 dni pracodawca kierowcy może nie stosować się do przepisów o wynagrodzeniu i wymiarze urlopu. Tu uwaga. To nie jest tak, jak sądziliśmy, że kierowca wyjedzie po trzech dniach i licznik mu się zeruje. Jeżeli nawet kierowca będzie przebywał 15 minut na terenie np. Niemiec, to te 15 minut zostanie zaokrąglone do pół dnia. Wystarczy, że kierowca będzie trzy razy w różnych dniach wjeżdżał na 15 minut za polską granicę, to już trzeba będzie go traktować jako pracownika delegowanego i zapłacić mu według niemieckich stawek. To oznacza, że w praktyce wszystkie przewozy będą objęte przepisami o delegowaniu – wyjaśnił gość programu #RZECZoPRAWIE.

Jak dodał, do okresu trzech dni mają być wliczane okresy związane z przerwami na wypoczynek dobowy i tygodniowy.

Zdaniem Macieja Wrońskiego polskim firmom przewozowym bardzo trudno będzie zorientować się w obowiązujących we Francji czy Niemczech przywilejach socjalnych dla kierowców, by spełnić wymogi dyrektywy o delegowaniu. Ma ona gwarantować kierowcom z innego kraju takie same warunki jak lokalnym.

- Często kierowcy są objęci lokalnymi układami zbiorowym, obowiązującymi w konkretnym regionie czy mieście. Nie wierzę, że mała rodzinna firma przewozowa z Polski będzie w stanie zatrudnić francuskiego prawnika, żeby dowiedzieć się, jakie porozumienia zbiorowe obowiązywać mają jej pracowników – stwierdził Wroński.

Według eksperta celem przepisów nie jest poprawienie warunków zatrudnienia polskich czy bułgarskich kierowców, lecz wyeliminowanie polskich przewoźników z rynku w sytuacji kryzysu socjalnego np. we Francji.

- Chodzi po prostu o odzyskanie miejsc pracy, które kiedyś im zabraliśmy – powiedział ekspert.

#RZECZoPRAWIE: Maciej Wroński - Polskie firmy transportowe walczą z KE

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA