fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Surdykowski: Tryby historii

ROL
Co się stało ze światem? Przecież nie tak miało być! Miało być coraz lepiej i sensowniej. Coraz wyższy dochód narodowy, więcej wolności, bardziej demokratyczna partia u władzy. Może nawet ogłaszany wielokrotnie koniec historii, kiedy pozostanie tylko pławić się w dobrobycie i politycznej poprawności.

A u nas, nad Wisłą, oczywiście coraz bliżej wymarzonego Zachodu. Kiedy przebudziliśmy się z pięknego snu? Może 11 września 2001 roku? Nie, to zdecydowanie za wcześnie, to gdzieś daleko od nas, a porwane samoloty – choć wypełnione żywymi ludźmi i ich przedśmiertnym przerażeniem – przypominały animację z gier komputerowych.

Może niespokojnie przewróciliśmy się na drugi bok tuż po wstąpieniu do NATO, gdy musieliśmy poprzeć amerykańskie bombardowanie Belgradu i zaraz potem wysłać żołnierzy do Iraku? Też nie. Chyba także nie przerwały polskiego snu złowrogie majaki, gdy wkrótce po przyjęciu nas do wymarzonej Unii Europejskiej ta ostoja dobrobytu popadła w najgłębszy w swych dziejach kryzys.

Może zaczęliśmy przecierać oczy, gdy wokół naszych granic pojawiły się tłumy uchodźców żądnych europejskiego dostatku i umykających przed piekłem wzajemnego wyrzynania się biedaków? Wkrótce wedrą się i na nasze pokoje.

Może otrzeźwiła nas niedawna tragedia Paryża? Ale jeszcze kołaczą się w głowach resztki marzeń, jeszcze chętnie zamknęlibyśmy oczy, jeszcze nie potrafimy się pogodzić z konturami świata, jaki rzeczywistość nieubłaganie rysuje wokół nas.

Sztuka ma więcej proroczej mocy niż polityka, bo i odpowiedzialność jej żadna. Ale może dlatego warto, by śledzili ją politycy, którzy zwykle pogardzają fanaberiami artystów. Tak jest w wielkim (nie waham się użyć tego słowa) filmie Jerzego Skolimowskiego „11 minut". Z pozoru bełkot wariata: niezborne epizody, niczym niepowiązane i pośpiesznie opowiadane historyjki, dziwni ludzie i ich absurdalne wykroczenia. Ale z nieubłaganą konsekwencją te niezborne ruchy złożą się na końcową katastrofę, która pochłonie jednego za drugim, niby ta sama pułapka zastawiona na nieświadome, choć spanikowane zwierzaki. Jednak tragedia bezsensownych śmierci widziana z coraz większego oddalenia maleje, zlewa się z tłem codzienności, odpływa... Tak jak tragedia Paryża, a tym bardziej Syrii czy Afganistanu, bo to o ileż dalej i skóra ofiar o ileż ciemniejsza od naszej.

Taki jest świat wyłaniającej się jawy, świat absurdalny, podszyty przerażeniem, ale realny, niestety. Nie żałujmy, żeśmy śnili, nie wstydźmy się marzeń. Przynajmniej mieliśmy swój dobry czas, choć przebudzenie okazuje się twardsze niż zwykle. Przynajmniej nie pytajmy naiwnie, dlaczego w ostatnich wyborach zwyciężyła akurat ta partia, dlaczego siła polityczna dążąca do zbudowania państwa etatystycznego, może nawet autorytarnego, mimo że pokazuje pazury, cieszy się tak wysokim poparciem, mimo że pokazuje pazury. Wiedział to już ponad wiek temu Wielki Inkwizytor u Dostojewskiego: ludzie wobec wyboru między wolnością a bezpieczeństwem nieomylnie opowiedzą się za tym drugim. Zwłaszcza gdy pryska słodycz snu, a ciepła woda okazuje się coraz zimniejsza.

Prezes też wiedział już dawno. A może – co zdarza się tylko największym politykom – nie spał nigdy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA