Andrzej Rogiński: Wybory samorządowe wielkim triumfem partiokracji

Z formalnego punktu widzenia odbyły się właśnie wybory do organów samorządu, lecz nie były to wybory samorządowe. Sprawy ważne dla lokalnych społeczności w zasadzie zostały pominięte.

Publikacja: 21.04.2024 21:00

Głosowanie w jednym z lokali wyborczych w Poznaniu

Głosowanie w jednym z lokali wyborczych w Poznaniu

Foto: PAP/Jakub Kaczmarczyk

Politycy wszystkich partii chwalą się przewagami swych ugrupowań w wyborach do samorządów. Podczas wieczorów wyborczych omawiano, która partia ile głosów uzyskała, ile i gdzie mandatów objęła. W debacie publicznej całkowicie pominięto programy niepartyjnych komitetów. Mówiono za to o niektórych elementach programów partii, z którymi szły one wcześniej do wyborów parlamentarnych.

Dlaczego w wyborach samorządowych głosy na mandaty przeliczane są metodą D’Honta?

Wybory nie były też uczciwe. Partie dysponowały bowiem gigantycznymi zasobami finansowymi, korzystały ze szczodrobliwości stacji telewizyjnych i radiowych. Tym nie dysponowały obywatelskie komitety wyborcze. Partie posiadają struktury w całym kraju. Natomiast specyfiką komitetów wyborczych mieszkańców jest ich lokalność, za którą są karane niesprawiedliwym systemem przeliczania liczby głosów na mandaty. Partie zadbały też o to, aby w okręgach wyborczych było jak najmniej mandatów do podziału, co w systemie D’Hondta daje dodatkowa przewagę partiom, szczególnie dwóm największym.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Potrzeba nieustannej debaty nad samorządem

Przypomnę, że system ten został wymyślony po to, aby umożliwić partiom formowanie większości parlamentarnych niezbędnych dla utworzenia rządu. A przecież rada gminy czy miasta nie wybiera rządu. Dlaczego np. w warszawskich radach dzielnic, które są jednostkami pomocniczymi gminy, stosuje metodę przeliczania głosów na mandaty rodem z wyborów do Sejmu? Sytuacja ta pozwala stwierdzić, że partie polityczne są zainteresowane uniemożliwieniem osobom niepartyjnym udziału w organach samorządu terytorialnego. A zatem 99 proc. niepartyjnych obywateli jest odsuwanych od stanowienia prawa lokalnego, od istotnego wpływu na funkcjonowanie swoich wspólnot lokalnych.

Wybory samorządowe 2024: To nie jest kraj dla niepartyjnych

Jak to wygląda w Warszawie? Spójrzmy na liczby. W nowym składzie Rady Warszawy znalazło się 37 radnych KO, 15 PiS i ośmiu Lewicy, która wchłonęła ruchy miejskie. Wśród 60 radnych nie ma nikogo spoza list partyjnych. Mieszkańcy nie tworzą lokalnych komitetów wyborczych, nie wierząc w powodzenie w związku z przewagą finansową, medialną i organizacyjną partii. Przy czym komitety wyborcze wystawiające swoich kandydatów do Rady Warszawy oraz do wszystkich rad dzielnic mają większe szanse zdobycia mandatu niż te startujące tylko w jednej dzielnicy. Dlatego tylko nieliczne stowarzyszenia lokalne utworzyły komitety.

Mnie w rzeczywistości nie przysługuje bierne prawo wyborcze, chociaż de iure przysługuje. Gdybym chciał skutecznie ubiegać się o głosy, to musiałbym znaleźć się na partyjnej liście wyborczej. Gdy partia przejmuje instytucje państwa w sposób, który można uznać za monowładzę, mamy do czynienia z partiokracją. Partie korzystają z obfitych subwencji, czyli z pieniędzy, które mogą pożytkować według własnego uznania. Żadne inne organizacje obywatelskie nie otrzymają takich środków, nawet gdyby utworzyły ogólnopolski komitet wyborczy i zdobyły mandaty poselskie. Cóż dopiero mówić o lokalnych niepartyjnych organizacjach. Widać tu wyraźną dysproporcję możliwości finansowych. A przecież Polska w oczekiwaniu obywateli ma być krajem bezpartyjnych gmin.

Prawdziwą trzecią drogą powinien być samorząd

Dorobek samorządu terytorialnego powszechnie uważa się za czołowe osiągnięcie polskich przemian ustrojowych. Ale niestety partie polityczne, szczególnie w miastach, przejęły kontrole nad samorządem. Nie wydaję się, by podział wpływów podatkowych między Skarbem Państwa a samorządem wynikał z konsensusu społecznego – raczej z decyzji strony silniejszej, tj. rządu, który reprezentuje bardziej interes partii niż obywateli.

Czytaj więcej

Adam Gendźwiłł: Szukając bohaterów małych ojczyzn

Jan Nowak-Jeziorański uważał, że sanacja Polski wiedzie poprzez sanację partii politycznych. Podzielam jego pogląd. A zatem sanacja partii wiedzie m.in. poprzez dostosowanie przepisów wyborczych do gmin do wymogów konstytucji. Idzie o bierne prawo wyborcze, o to, by każdy obywatel mógł się ubiegać o mandat równoprawnie z partyjnymi. W braku tej równości upatruję rozczarowania politykami, niskiej legitymizacji wybranych. Ludzie przestali być aktywni, bo nie czują, że od nich coś zależy. Skutkiem tego jest niższa frekwencja w wyborach do samorządu. A to samorząd powinien stać się prawdziwą trzecią drogą.

Autor

Andrzej Rogiński

Działacz lokalny, pedagog, dziennikarz. Od lat związany ze spółdzielczością mieszkaniową. W 1982 roku zainicjował powstanie Społecznego Komitetu Budowy Metra – obecnie jest jego prezesem. Jest założycielem warszawskiego tygodnika „Południe”. Pracował jako nauczyciel, był rzecznikiem prasowym ministra gospodarki przestrzennej i budownictwa

Politycy wszystkich partii chwalą się przewagami swych ugrupowań w wyborach do samorządów. Podczas wieczorów wyborczych omawiano, która partia ile głosów uzyskała, ile i gdzie mandatów objęła. W debacie publicznej całkowicie pominięto programy niepartyjnych komitetów. Mówiono za to o niektórych elementach programów partii, z którymi szły one wcześniej do wyborów parlamentarnych.

Dlaczego w wyborach samorządowych głosy na mandaty przeliczane są metodą D’Honta?

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Arkadiusz Stempin: Niemiecka demokracja w kryzysie. Czy Niemcy uchronią ją przed erozją od środka?
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Dlaczego PiS chce ukryć problemy, których lawinowo przybywa
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Odwołana rewolucja w KRS
Opinie polityczno - społeczne
Łukasz Warzecha: Kto tu jest populistą?
Opinie polityczno - społeczne
Ks. Mirosław Tykfer: Na granicy z Białorusią wciąż umierają ludzie