Konrad Czarnecki: Z list KO i PiS bije bolesna prawda o Parlamencie Europejskim

Koalicja Obywatelska najwyraźniej nadal chce odsuwać PiS od władzy (okazuje się, że można to robić również w Parlamencie Europejskim), a Prawo i Sprawiedliwość zamierza walczyć z Zielonym Ładem, na który wcześniej samo się zgodziło. Niby „ważą się losy Europy”, ale listy wyborcze do PE temu przeczą.

Publikacja: 10.05.2024 04:30

Kampania do Parlamentu Europejskiego rozpoczęła się na dobre

Kampania do Parlamentu Europejskiego rozpoczęła się na dobre

Foto: PAP/Jakub Kaczmarczyk

„Panie doktorze, ja mam kłopoty ze wzrokiem i słuchem. – Jak to ze wzrokiem i słuchem? – No bo ja co innego widzę, a co innego słyszę” – brzmiał popularny w PRL dowcip o rzeczywistości poprzedniego ustroju. Podobnego dysonansu można doświadczyć, porównując dzisiejszą narrację polityczną o szczególnym znaczeniu czerwcowych wyborów do Parlamentu Europejskiego z propozycją, jaką przygotowały nam na nie największe polskie partie.

Wybory do Parlamentu Europejskiego: najważniejsze od momentu naszej akcesji

Oto po raz kolejny jesteśmy przekonywani przez media i polityków, że nadchodzące wybory będą kluczowe, rozstrzygające i najważniejsze od lat – i z tym nawet wyjątkowo można się zgodzić. W kontekście nowej sytuacji międzynarodowej, rosnących nastrojów eurosceptycznych, wewnętrznych problemów Unii Europejskiej oraz debaty na temat przyszłości i reform Unii to rzeczywiście będą ważne, prawdopodobnie nawet najważniejsze wybory europejskie od momentu naszej akcesji.

Czytaj więcej

Dla Konfederacji eurokampania to sprawdzian. Pozornie prostszy niż samorząd

Zważywszy na ogrom wyzwań oraz krzykliwą retorykę o „ważących się losach Europy”, można byłoby się spodziewać, że klasa polityczna spróbuje adekwatnie odpowiedzieć na tę szczególną sytuację. Niestety jednak nic takiego się nie dzieje. Do Brukseli po raz kolejny wysyłani są zużyci w krajowej polityce, zasłużeni partyjni działacze, którzy mają sobie w spokoju zarobić na europejskich stanowiskach. Miejsce na liście do europarlamentu stanowi atrakcyjną nagrodę, a układanie list jest raczej instrumentem wewnątrzpartyjnej polityki kadrowej niż wyznaczaniem właściwych ludzi do poważnych i odpowiedzialnych zadań.

Co mówią wyborcom listy wyborcze KO i PiS

Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie dwóch największych ugrupowań. Na listach Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości na poczesnych miejscach znajdziemy m.in. Borysa Budkę (za oddanie partii Donaldowi Tuskowi bez oporu), Bartłomieja Sienkiewicza (za przejęcie TVP i wzięcie na siebie potencjalnej odpowiedzialności), a po drugiej stronie chociażby Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego (wiadomo za co). Warto też odnotować kandydatury Daniela Obajtka i Jacka Kurskiego, jeszcze niedawno kreowanych na niezależnych ekspertów kierujących państwowymi spółkami, a dziś kandydujących z najwyższych miejsc na partyjnych listach.

Najwyraźniej taka właśnie jest prawda o Parlamencie Europejskim, jako o miejscu politycznej emerytury i odpoczynku, „cmentarzysku słoni”, jak powiedział Bartłomiej Sienkiewicz

Czy można mieć nadzieję, że są to postacie, które wniosą coś świeżego i ożywczego do dyskusji o przyszłości Europy i które odpowiadają na potrzeby tego szczególnego momentu? Obawiam się, że, poza nielicznymi wyjątkami, jest to pytanie retoryczne.

Wybory do Parlamentu Europejskiego: Zmiana euroturnusu

Spójnej refleksji i konkretnej wizji przyszłości wspólnoty brakuje też na poziomie całych partii. W zasadzie nie wiadomo, dlaczego właściwie mielibyśmy głosować na konkretne ugrupowania. Koalicja Obywatelska najwyraźniej nadal chce odsuwać PiS od władzy (okazuje się, że można to robić również na szczeblu europejskim), Prawo i Sprawiedliwość zamierza walczyć z Zielonym Ładem, na który wcześniej samo się zgodziło, Lewica uśmiecha się i jest proeuropejska, Konfederacja udaje, że nie chce polexitu, a o Trzeciej Drodze standardowo w ogóle nie wiadomo, czego właściwie chce, a czego nie chce.

Wszystko wskazuje na to, że w czerwcowych wyborach odnotujemy kolejny spadek frekwencji. Czy niskie zainteresowanie wyborami europejskimi jest skutkiem czy przyczyną opisanego wyżej nastawienia polityków – trudno powiedzieć. Nie ulega jednak wątpliwości, że w powszechnej percepcji są to wybory o najniższym ciężarze gatunkowym. Najwyraźniej taka właśnie jest prawda o Parlamencie Europejskim, jako o miejscu politycznej emerytury i odpoczynku, „cmentarzysku słoni”, jak powiedział Bartłomiej Sienkiewicz, miejscu bez realnego wpływu na kształt i najważniejsze zagadnienia unijnej polityki, bo prawdziwe decyzje zapadają gdzie indziej, czyli w Komisji i Radzie Europejskiej. A zatem już za miesiąc czeka nas kolejna zmiana euroturnusu.

Autor

Konrad Czarnecki

Publicysta, student socjologii stosowanej i antropologii społecznej na Uniwersytecie Warszawskim

„Panie doktorze, ja mam kłopoty ze wzrokiem i słuchem. – Jak to ze wzrokiem i słuchem? – No bo ja co innego widzę, a co innego słyszę” – brzmiał popularny w PRL dowcip o rzeczywistości poprzedniego ustroju. Podobnego dysonansu można doświadczyć, porównując dzisiejszą narrację polityczną o szczególnym znaczeniu czerwcowych wyborów do Parlamentu Europejskiego z propozycją, jaką przygotowały nam na nie największe polskie partie.

Wybory do Parlamentu Europejskiego: najważniejsze od momentu naszej akcesji

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Arkadiusz Stempin: Niemiecka demokracja w kryzysie. Czy Niemcy uchronią ją przed erozją od środka?
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Dlaczego PiS chce ukryć problemy, których lawinowo przybywa
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Odwołana rewolucja w KRS
Opinie polityczno - społeczne
Łukasz Warzecha: Kto tu jest populistą?
Opinie polityczno - społeczne
Ks. Mirosław Tykfer: Na granicy z Białorusią wciąż umierają ludzie