Zawetowana przez prezydenta tzw. ustawa łańcuchowa miała wprowadzić dokładne normy dotyczące wielkości kojców dla zwierząt. Pomysł spotkał się jednak z oporem Karola Nawrockiego, który przedstawił własną, w jego mniemaniu bardziej sprawiedliwą społecznie propozycję rozwiązań. A więc projekt przepisów, który – jego zdaniem – nie tylko spuści psy z łańcucha, ale na ich właścicieli nie nałoży łańcucha restrykcji (czyli „nierealnych do spełnienia obowiązków budowania kilkudziesięciometrowych kojców”).
Jego argumenty o kojcach „wielkości miejskich kawalerek”, których egzekwowanie miałoby rzekomo uderzać w rolników, hodowców i wiejskie gospodarstwa, kontrowały organizacje i eksperci. Wszyscy oni alarmowali o palącej konieczności znowelizowania przestarzałych przepisów i przestrzegali, że jeśli decydenci nie dojdą do porozumienia, to ostatecznie żadnych zmian nie będzie. A psy na łańcuchach zostaną na kolejne lata.
Czytaj więcej
Zakaz trzymania psów na łańcuchach i wymogi minimalnej wielkości kojców - to założenia przyjętej przez Sejm tzw. ustawy łańcuchowej.
Jakie wymogi dotyczące wielkości kojców „wycięto” z projektu ustawy prezydenta?
Ostatecznie początkiem grudnia projekt prezydenta trafił do Sejmu, ale niemal od razu zderzył się z kontrargumentami, jakoby jego autor niemal kropka w kropkę skopiował odrzuconą ustawę, wycinając z niej jedynie kluczowe – i niewygodne dla siebie oraz swoich zwolenników – wymogi dotyczące kojców. A zatem – zdaniem przeciwników tego rozwiązania – to jedyne pudrowanie trupa, a nie realna szansa na poprawę los zwierząt.
Przypomnijmy, że w zawetowanej ustawie minimalne wymogi powierzchni kojców wynosiły od 10 m2 dla psów o wzroście poniżej 50 cm (w kłębie) do 20 m2 dla psów powyżej 65 cm. Na uwięzi psy mogłyby być trzymane jedynie w wyjątkowych sytuacjach, np. w trakcie prac gospodarskich lub w celu zapewnienia bezpieczeństwa.
Czytaj więcej
We wtorek prezydent Karol Nawrocki poinformował o podpisaniu trzech ustaw oraz zawetowaniu tzw. ustawy łańcuchowej. Jednocześnie zapowiedział własn...
Sondaż dla „Rzeczpospolitej”: prawie 70 proc. pytanych uważa, że trzeba rozpatrzyć projekt prezydenta
Grudniowe weto Karola Nawrockiego podzieliło również opinię społeczną. Uczestnikom sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS dla „Rzeczpospolitej” zadaliśmy pytanie, czy Sejm powinien rozpocząć prace nad prezydencką propozycją.
Co wynika z badań? Prawie70 proc. odpowiadających uznało, że powinien on być procedowany (38,3 proc. – zdecydowanie, 31,5 proc. – raczej tak). Oponentów tego pomysłu w naszym sondażu było znacznie mniej, bo niewiele ponad 16 proc. (5,3 proc. – zdecydowanie nie, 10,8 proc. – raczej nie). 14 proc. pytanych nie wyraziło na ten temat swojego zdania lub uznali oni, że na to pytanie trudno im odpowiedzieć.
Zdecydowanie za rozpoczęciem prac nad przepisami były głównie kobiety (44 do 32 proc.). Najwięcej popierających to osoby w wieku 40-49 lat (50 proc.), choć w innych grupach wiekowych próżno szukać znacznych, kilkudziesięcioprocentowych różnic. Co prawda najmniej radykalnych zwolenników znajdziemy w grupie 50-59 (32 proc.), ale już w pozostałych, czyli 18-29 i 30-39 – 30 proc. Podobnie odpowiedziało 40 proc. najstarszych respondentów, od 70. roku życia.
Pomysł procedowania zdecydowanie popierają mieszkańcy wsi (45 proc.) i małych miast do 50 tys. mieszkańców (39 proc.). Mniej entuzjastyczni są zaś ci żyjący w średnich (50-250 tys. mieszkańców) i tych największych (powyżej 250 tys.) – kolejno 31 i 30 proc. Prawie połowa radykalnych zwolenników (48 proc.) ma wykształcenie podstawowe i zasadnicze zawodowe, zaś średnie i wyższe – kolejno 33 i 35 proc. Najbardziej „za” są zwolennicy prawicy (71 proc.), najmniej lewicy (13 proc.), zaś pośrodku plasują się ci opowiadający się za centrum (25 proc.).
Adwokat: większość, niezależnie od deklaracji politycznych, chce rozwiązania problemu psów na łańcuchach
Kto najbardziej oponowałby przeciwko pracom nad prezydencką ustawą? Okazuje się, że niewiele więcej mężczyzn niż kobiet (6 do 5 proc.). Radykalnych przeciwników również można znaleźć w grupie 40-49 lat (11 proc.), a w pozostałych wskaźniki wahają się od 2 do 7 proc. Przeciwko byłoby 3 proc. mieszkańców małych miast, 6 proc. średnich i 9 proc. tych największych. Zdecydowanych krytyków pomysłu prezydenta próżno szukać w grupie z wykształceniem podstawowym (0 proc.), zaś wśród tych ze średnim i wyższym – kolejno 7 i 9 proc. Najmniej jest ich też wśród zwolenników prawicy (2 proc.), nieco więcej wśród popierających centrum (5 proc.), a najwięcej – wśród tych sprzyjających lewicy (8 proc.).
– Wyniki sondażu, w którym prawie 70 proc. osób opowiedziało się za dalszym procedowaniem projektu ustawy prezydenta świadczą o tym, że problem trzymania psów na łańcuchach powinien zostać ostatecznie rozwiązany. Tego bowiem chce większość, niezależnie od deklaracji politycznych – komentuje wyniki adw. Rafał Maciejewski, współpracujący z organizacjami prozwierzęcymi.
Jak ocenia, zawetowana ustawa również przyjęta została ponad podziałami. - Polityka wkroczyła dopiero po wecie i przy próbie jego odrzucenia przez Sejm. A zatem zgoda jest, pozostaje tylko spór dotyczący tego, na bazie której propozycji kwestia ta zostanie uregulowana – wskazuje ekspert. – Dzisiaj widok psów uwiązanych często na trzymetrowych łańcuchach budzi słuszne społeczne oburzenie, choć kwestią sporną pozostaje dopuszczalność trzymania ich w kojcach – dodaje.
Czytaj więcej
Sejm nie zdołał odrzucić prezydenckiego weta do tzw. ustawy łańcuchowej. Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego nie było na sali w chwili głosowania.
Biegła sądowa z zakresu psychologii zwierząt: ludzie ze swojej kawalerki wychodzą, a psy czasem z kojca nie wyjdą nigdy
Eksperci nie do końca zgadzają się, czy projekt prezydenta powinien być procedowany w izbie niższej. Zdaniem Izabeli Kadłuckiej, psycholożki i biolożki oraz biegłej sądowej z zakresu psychologii zwierząt, brak wymogów dotyczących wielkości kojców ten pomysł dyskwalifikuje. Przestrzega przed możliwymi konsekwencjami odpuszczenia tej kwestii.
– Zmniejszenie wielkości kojców to nie zadbanie o rolników, jak twierdzi prezydent, to narażanie nas wszystkich na agresję z powodu frustracji, a zwłaszcza dzieci, bo one należą do grupy największego ryzyka – ocenia. – Pogryzienia spowodowane agresją z frustracji są najbardziej dotkliwe, dlatego dbanie o dobrostan psów jest zadbaniem o bezpieczeństwo nas wszystkich – argumentuje ekspertka.
Jak uważa, wymiary kojców powinny plasować się na poziomie przewidzianym w zawetowanej ustawie. Choć uważa, że jakość środowiska, w jakim przebywają psy generalnie powinna ulec poprawie. Odpiera też argumenty o nierealistycznych wymogach. – W mojej ocenie te „miejskie kawalerki” dla psów są konieczne, by liczba pogryzień się zmniejszyła. Proszę pamiętać, że ludzie ze swojej kawalerki wychodzą na zewnątrz, a psy czasem z kojca nie wyjdą nigdy, więc to nie jest trafne porównanie – uważa.
Zdaniem specjalistki, „likwidacja łańcuchów i wybudowanie kojców to nie fanaberia – to minimalny wymóg humanitarnego traktowania psów”. – Duże powierzchnie kojców to podstawowy standard dobrostanu zwierząt, który przyczyni się do tego, by ludzie byli chronieni przed pogryzieniami spowodowanymi agresją z frustracji – komentuje.
Izabela Kadłucka ocenia, że „psy uwiązane na wsiach na łańcuchach wciąż są traktowane jak narzędzie, a nie jak żywa istota”. – Konieczność wybudowania dla nich kojca, który zapewni optymalną przestrzeń, jest zgodna z elementarnym szacunkiem do zwierząt i zapewni im podmiotowość w oczach rolników – mówi.
Czytaj więcej
Większość Polaków negatywnie ocenia decyzję prezydenta Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę, mającą zakazać trzymania psów na łańcuchu – wyni...
Radczyni prawna: dzisiaj zwierzęta są pod ochroną, ale głównie na papierze; nieznajomość przepisów jest porażająca
Nieco inaczej na sprawę patrzy radczyni prawna Agata Jędroś z kancelarii Olesiński i Wspólnicy, która jest za dalszym procedowaniem prezydenckich rozwiązań. A to dlatego, że dzisiaj mamy problem z egzekwowaniem przepisów już obowiązujących. Przykład? Ekspertka przytacza: obecnie pies nie może być trzymany na uwięzi dłużej niż 12 godzin ciągiem. Łatwo jednak sobie wyobrazić, jak w praktyce może wyglądać sprawdzanie, czy „przydziałowy” limit dla czworonoga został wypełniony.
Zdaniem ekspertki, problematyczna jest nawet sama obecna definicja „uwięzi” i brak odrębnej definicji kojca, bo posiadacze np. psów mają też obowiązek zapewnić im właściwe warunki bytowania, odpowiednie choćby dla specyfiki gatunku czy wieku. – A jeśli pies w sposób stały nie ma kontaktu z człowiekiem, nie może biegać czy węszyć, jest odizolowany, to nawet jeśli przebywa w kojcu – co teoretycznie jest zgodne z prawem i nadal byłoby, gdyby w życie weszły znowelizowane nawet przepisy – to jego potrzeby gatunkowe nie byłyby zaspokojone i ta sytuacja mogłaby także zostać zakwalifikowana jako przestępstwo – tłumaczy prawniczka.
I zastrzega, że sytuacje, w których pies np. nie jest leczony, plasują się już poza skalą i stanowią oczywisty przykład znęcania się nad nim. – I nie ma znaczenia, czy właściciela na to stać, czy też nie – zaznacza.
– Dlatego uważam, że dzisiaj zwierzęta są pod ochroną, ale głównie na papierze. Nieznajomość przepisów nawet przez przedstawicieli służb, a także nieznajomość obowiązków wynikających z nich dla posiadaczy zwierząt, jest porażająca – diagnozuje Agata Jędroś. – Oczywiście nie wspominając już o trzymaniu na łańcuchu, bo łańcuch w XXI wieku, to skandal – dodaje.
Czytaj więcej
Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wykazał, że prawie 70 proc. respondentów popiera procedowanie w Sejmie prezydenckiego projektu tzw. ustawy łańcu...
Zawetowane przepisy uderzały w polską wieś? „To tam widzieliśmy kojce zrobione w toaletach, o wymiarach metr na metr”
Słynne już słowa o „kojcach jak kawalerki”, zdaniem Agaty Jędroś to dezinformacja, a wejście w życie prezydenckich propozycji powinno zostać uzupełnione o wymogi dotyczące ich wielkości. – Część psów niestety i tak nigdy kojców nie opuści i nie będziemy tego w stanie na każdej posesji zweryfikować, więc lepiej, żeby chociaż miały w nich jakiekolwiek minimalne warunki – wyjaśnia.
Przyznaje przy tym, że zawetowana ustawa również nie była idealna, bo w realnym świecie trudno sobie wyobrazić, żeby policja czy służby ważyły psa, aby sprawdzić czy wielkość kojca zgadza się z przepisami (według ekspertki, sytuację ułatwiłoby wprowadzenie wymogu, aby wielkość kojca zależała od wzrostu psa). – Ale brak tych wymogów to furtka do nadużyć otwarta jeszcze szerzej – zauważa.
Również i ona odpiera zarzut, jakoby zawetowane przepisy miały uderzać w środowiska wiejskie. – Na wsiach mieszka oczywiście wiele osób, które dobrze traktują zwierzęta, jednak niestety ze statystyk, które potwierdzają również moje doświadczenia zawodowe, wynika że większość interwencji odbywa się właśnie na wsiach i w mniejszych miejscowościach – przyznaje.
Według prawniczki, „tam często inaczej postrzega się rolę zwierzęcia, traktując je bardziej użytkowo (np. nadal powszechna jest praktyka trzymania psów w charakterze »żywych dzwonków«)”. – To tam widzieliśmy kojce zrobione w toaletach, o wymiarach metr na metr itp. Oczywiście w świecie idealnym zniknęłyby one tak, jak i łańcuchy, do czego powinniśmy dążyć przez edukację i skuteczne egzekwowanie przepisów – konkluduje.