fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kraina skąpana w winie

W beczce z zamku w Mikulovie mieści się 1014 hektolitrów wina
Fotorzepa, Paweł Wroński
Miasteczka z pogodnymi kamieniczkami, zamki, pałace, klasztory. Wszystko wśród niewysokich wzgórz z rzędami winorośli na stokach... Burgundia? Nadrenia? Piemont? Nie, Morawy. Południowe, przy granicy Czech z Austrią
Kraina przecięta meandrami rzeki Dyje. Znamy ją słabo, a kojarzymy głównie z przejściami granicznymi w Mikulowie i Znojmie, które mijamy zimą w drodze na alpejskie stoki, a latem na śródziemnomorskie plaże. Warto jednak zatrzymać się tutaj na dłużej. Morawy uwiodą nas spokojem, malowniczym krajobrazem i przyjemnym smakiem wina.
Rzymskim legionistom najeżone wapiennymi skałkami wzgórza nad rzeką Dyje musiały przywodzić namyśl przedgórze Alp. W drugim stuleciu po Chrystusie na nasłonecznionych południowych stokach stacjonujący pod wzgórzami Pálavy żołnierze Legio decima Gemina zasadzili rzędy winorośli. W ten sposób stworzyli coś, co przetrwało dłużej niż ich imperium. Uprawa winorośli i produkcja wina stały się istotnym elementem miejscowej kultury. Do udoskonalenia technik uprawy przyczyniły się w średniowieczu zakony benedyktynów i cystersów, a w czasach późniejszych osadnicy z Niemiec i Szwajcarii. Kluczowe jednak znaczenie miały interesy wielkich rodów, zwłaszcza Liechtensteinów i Dietrichsteinów, które skupiły w swych rękach winiarski przemysł. Świadectwem początków winiarskiej epopei są odnalezione przez archeologów nasiona oraz rzymski nóż, jakim ścinano kiści, tak zwany securis. Ustalono też, że najstarszą morawską winnicą jest Šobes nieopodal Znojma. Panują tam wyjątkowo korzystne warunki do uprawy winorośli. Podłoże jest wapienne, stoki są nasłonecznione, a z nad rzeki Dyje płynie wilgotne powietrze. Unikalny jest też tutejszy krajobraz. Rzeka tworzy głęboki przełom. Śmiałym zakolem opasuje niezwykle jak na dzieło natury, regularnie okrojone wzgórze. Winnice rozciągają się na jego stoku. Do gospodarstwa Šobes nie ma wprawdzie dojazdu, chyba że rowerem, ale dzięki temu degustacji nie zakłócają odgłosy cywilizacji. Legendy, a co ważniejsze zapisy w kronikach i królewskich dekretach, świadczą o systematycznym rozwoju winiarskiego przemysłu na Morawach. W połowie XIV wieku mieszczanie z Brna inwestowali jedną trzecią dochodów w rozwój winnic. W tym czasie miasto zatrudniało człowieka o wyczulonym zmyśle smaku i powonienia, który próbował win przywożonych przez kupców. Z mocy przywileju króla Jana Luksemburskiego w Brnie mogły bowiem być sprzedawane jedynie wina morawskie. W ten sposób chroniono się przed konkurencją z Austrii. Niedługo potem dla wzmocnienia winiarskiego charakteru regionu cesarz i król Czech Karol XIV kazał posiadaczom tutejszej ziemi poszerzać uprawy winorośli. Imponującym świadkiem winiarskich tradycji na Morawach jest beczka z mikulowskiego zamku. Jej pojemność odpowiada 135 tysiącom butelek wina (1014 hektolitrów). Powstała na zlecenie Maximiliana Dietrichsteina w 1643 roku. Beczkę wypełniano winem z zamkowych winnic oraz winem stanowiącym chłopską daninę. Współcześnie nie miesza się już trunków w przypadkowy sposób, chociaż nadal gromadzi się je w jednym miejscu. Co roku z ponad 300 rodzajów win z całych Czech (na Morawach powstaje 96 procent czeskich win) komisja złożona z zawodowych degustatorów (sommelierów) wybiera sto najlepszych trunków. Możemy ich potem próbować w Narodowym Centrum Wina (Salon vín České republiky). Wyróżnieni producenci są bowiem zobowiązani dostarczyć określoną ich ilość do narodowej winoteki. Centrum mieści się w Valticach, w piwnicach pałacu należącego niegdyś do Liechtensteinów. Miejsce, jak widać, wybrano nieprzypadkowo. Zwiedzałem je pod opieką sommeliera Bohumira Trojana. - Czy poznałbyś, którego wina właśnie próbujesz? - prowokacyjne, zdawałoby się, pytanie wywołało tylko uśmiech na twarzy Bohumira. -Może nie podam numeru, pod jakim je skatalogowano, ale gatunek winorośli i rejon, z którego pochodzi, rozpoznam. W okolicach Mikulowa i Znojma jest dziś mnóstwo winiarni i wciąż dojrzewają w nich wina. Charakterystycznym elementem krajobrazu są więc też piwnice. Czesi mówią na nie sklepy. Płytkie skojarzenie z naszym sklepem bawi. Jeśli jednak zrozumiemy, że sklep to pomieszczenie pod sklepieniem, okazuje się świadectwem słowiańskich korzeni naszych nacji. Na Morawach są miejscowości, w których wzdłuż dróg i uliczek ciągną się niewielkie budynki, zazwyczaj bez okien. To wejścia do wykopanych w ziemi piwnic. Wśród ukrytych tam beczek panuje przyjemny chłód. Roztacza się specyficzna cierpka woń. Winne sklepy kryją nie tylko trunki, ale i historię. W Pavlovie mają barokowe szczyty z zawijanymi jak muszelka ślimaka końcówkami gzymsów. W Petrově-Plžích cieszą oko granatowymi podmurówkami kontrastującymi z nieskazitelną bielą ścian. Droga między nimi prowadzi do większego przybytku z ławami w środku, gdzie gościom spędzającym czas przy winie przygrywa ludowa kapela. In vino veritas - mówi łacińska maksyma. Tutaj prawda szybko wychodzi na jaw: polski i czeski wywodzą się z tego samego pnia. Skrępowanie znika i można się przyłączyć do śpiewu. Fenomenalne są piwnice w Čejkovicach. Wybudowali je przybyli w1248 roku z Francji templariusze. O ich wielkości krążą legendy. Mieli po nich jeździć konno rycerze w zbrojach i wyładowane sianem wozy. W poukładanych w długich korytarzach beczkach leżakuje ponad 500 tysięcy litrów wina. Wino z Čejkovic łatwo rozpoznać -po czerwonym krzyżu templariuszy na etykietach. Podziemne składy win w Znojmie, używane niegdyś przez kupców, tworzą z kolei sieć korytarzy o łącznej długości prawie 30 kilometrów. Spacer pod ziemią stanowi sporą atrakcję turystyczną. Win nikt tu już jednak nie składuje. W położonej nieopodal Znojma wsi Nový Šaldorf piwnice tworzą barwną pogodną uliczkę. Najsłynniejsza jest wśród nich Niebieska Piwnica - Modrý sklep. Nazwa pochodzi od piaskowca kobaltowej barwy, w którym ją wydrążono. Podznojemską osobliwością jest także piwnica w Šatovie. Jej właściciel oddawał się zgoła niecodziennej pasji. Malarz samouk Maximilian Appeltauer w ciągu 30 lat ozdobił ściany i sklepienia malunkami. Motywy bajkowe przeplótł winiarskimi scenkami rodzajowymi, a hedonistyczne uczty z obrazami z historii Moraw. A wszystkiego tego dokonał przy świetle kaganka. Inspirację czerpał bez wątpienia z wina. Dla Moraw charakterystyczne są odmiany białe win. Większość z nich uprawiana jest w sąsiednich krajach: w Austrii, Niemczech, na Słowacji. Do najpopularniejszych należy Müller Thurgau. Drugie miejsce zajmuje Veltlínské zelené (odpowiednik Grüner Veltliner). Następny w kolejności Tramin červeny to przecież znany z bogatego kwiatowego bukietu Gewürtztraminer. Trochę trudniej rozgryźć Rulandské bílé lub šedé. Za pierwszą nazwą kryje się francuskie Pinot Blanc, za drugą Pinot Gris. Riesling to Ryzlink. Tyle że najbardziej rozpowszechniony ma tutaj nazwę vlašský, czyli włoski, a jego konkurent sprowadzony z Nadrenii nazywa się rýnský. Wywodzące się z Francji i rozpowszechnione na całym świecie odmiany, m.in. [link=http://klubwinarzeczpospolitej.pl/]Chardonnay[/link] czy Sauvignon, też znakomicie się tutaj przyjęły. Jednak, krzyżując je, Czesi stworzyli własne odmiany (odrůdy), które znakomicie sprawdzają się na morawskich glebach. Wina czerwone są w dużej mierze ukłonem w stronę światowej mody i oczekiwań rynku. Wśród odmian środkowoeuropejskich prym wiodą na Morawach Svatovavřinecké, czyli Sant Laurent, oraz Frankovka modra, czyli Blaufränkisch. Dalej plasują się: znany z Austrii Zweigelt, niemiecki Dornfelder, francuskie, a w zasadzie światowe w tej chwili odmiany Cabernet i [link=http://klubwinarzeczpospolitej.pl/]Merlot[/link]. Ponadto Rulandské modré, czyli Pinot Noir, oraz Modrý Portugal - Blauer Portugiser. Wzbogacone Zweigeltem Cabernet Franc dało Czechom odmianę Cabernet Moravia. Ojcem chrzestnym kilku miejscowych odmian jest Miloš Michlovský (w jego winiarni powstają biowina, przy których produkcji nie używa się żadnych chemicznych specyfików, oraz wino mszalne Passio Christi). Miloš Michlovský stworzył pierwsze odporne na choroby i klimat czeskie odmiany winorośli (bíla Malverina imodrý Laurot). Jego dzieckiem jest też André, odmiana uzyskana z Frankovki i Saint Laurenta. - Ciekawe! Świeże i smaczne! -skomentował czeskie wina znajomy znawca win. - Mają chyba tylko jeden problem, są nietypowe. Nawet rieslingi, w których bukiecie łatwo zazwyczaj poczuć benzynową nutkę, na Morawach są jej pozbawione, a Veltlínské zelené jest mniej pieprzne od austriackiego kuzyna. Istotnie wina, których próbowałem w okolicach Mikulova i Znojma, miały wyrazisty kwiatowy bądź owocowy bukiet. Może przez tę wyrazistość są łatwiejsze niż wina z podobnych odmian uprawianych winnych zakątkach świata. Ale czy to problem?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA