fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Zbędna nowelizacja

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Polityczność samorządu nie pasuje do apolityczności uczelni – zwraca uwagę rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Gorzowie Wielkopolskim
Niewiele czasu minęło od ostatniej nowelizacji (5 listopada 2009 r.) ustawy - [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=BAE7CA1C5F15AD44C2CC1D50F7D26D88?id=333417]Prawo o szkolnictwie wyższym[/link], a już w Senacie zrodziła się inicjatywa kolejnej nowelizacji. Ta ma na celu zmianę statusu prawnego państwowych wyższych szkół zawodowych (PWSZ). Zamysł ten budzi zdumienie, zwłaszcza że stosunkowo niedawno zakończyły się konsultacje Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z Konferencją Rektorów PWSZ uwieńczone debatą w Sejmie z udziałem władz szkolnictwa wyższego (także z poprzednich ekip rządowych) oraz parlamentarzystów wspierających swe lokalne uczelnie. Konkluzją tych spotkań było porzucenie planów zmiany statusu PWSZ jako zagrażających autonomii i rozwojowi nowej formy życia akademickiego.
[srodtytul]Według projektu[/srodtytul]
Wstępny projekt ustawy autorstwa 16 senatorów zakłada jej błyskawiczne uchwalenie (moim zdaniem z naruszeniem procedury ustawodawczej), by już w marcu na jej podstawie pełnomocnicy samorządu wojewódzkiego uzyskali „dostęp do dokumentów uczelni” (skądinąd całkowicie jawnych) i zaczęli wykonywać swe zadania jako członkowie Kolegium Rektorskiego, Senatu i Konwentu.
Z uzasadnienia projektu dowiadujemy się, że celem nowelizacji jest: (1) „strukturalne powiązanie PWSZ z samorządem województwa” i „realny wpływ samorządu na ich funkcjonowanie”, (2) „dostosowanie profilu kształcenia do zmieniających się potrzeb regionalnego rynku pracy”, (3) „poprawa sytuacji materialno-lokalowej i finansowej szkół – a w konsekwencji poprawa jakości nauczania (chyba „studiowania” – A. B.), podobnie jak odbyło się to przed laty w odniesieniu do szkół podstawowych i ponadpodstawowych”. Zaiste znaleziono tu adekwatny wzorzec, a chęć poprawienia czegoś, co świetnie funkcjonuje (znana z piosenki Młynarskiego), nie została uzasadniona opisem obecnej „złej” sytuacji. W uzasadnieniu padają słowa o poszanowaniu autonomii szkół wyższych (która jest wartością chronioną konstytucyjnie!), choć ten projekt stanowi dla tej autonomii wyraźne zagrożenie w wielu wymiarach.
[wyimek]Zamysł zmiany statusu prawnego państwowych wyższych szkół zawodowych budzi zdumienie[/wyimek]
[srodtytul]Czego nie można łączyć[/srodtytul]
Co do „strukturalnego powiązania, to sądzę, że nie można łączyć strukturalnie instytucji tak różnych w swej istocie i celach. Polityczność samorządu nie pasuje do apolityczności uczelni. Skala zadań samorządu wojewódzkiego jest tak wielka, że nie wypada obciążać go nowymi, tak specyficznymi jak szkolnictwo wyższe, bo grozi to wypełnianiu podstawowych zadań o charakterze społecznym i gospodarczym. Nie sądzę, by samorząd wojewódzki w tej roli był lepszy niż wyspecjalizowane struktury Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego mające w tej dziedzinie co najmniej kilkudziesięcioletnią tradycję.
W warunkach swoistego „rynku” dydaktyki akademickiej i badań naukowych oraz unijnych standardów procesu bolońskiego możliwa jest rywalizacja lub współpraca instytucji kompetentnych w swym zakresie działania, ale nie próby ich podporządkowania. Polski samorząd potrzebuje silnych partnerów akademickich o różnym profilu, a nie podległych mu „szkół przyzakładowych”. Nie wiem też, dlaczego inicjatorzy nowelizacji zakładają, że samorządy i PWSZ nie współpracują i trzeba je do tego zmuszać środkami administracyjnymi. Rzeczywistość jest inna, choć trzeba pamiętać, że chodzi tu o instytucje stosunkowo młode, dopiero uczące się form tej współpracy. Trudno sobie wyobrazić PWSZ, która nie chciałaby realizować zadań, jakie stawia przed nią samorząd wojewódzki – dysponent środków europejskich na rozwój m.in. szkolnictwa wyższego. Także proponowane, obligatoryjne Konwenty istnieją tam, gdzie się sprawdziły, a tam, gdzie były pustą formą, pojawiają się inne formy bieżących kontaktów.
[srodtytul]Zasadnicze nieporozumienie[/srodtytul]
„Dostosowanie profilu kształcenia do zmieniających się potrzeb regionalnych…” to zasadnicze nieporozumienie w kwestii zadań szkolnictwa wyższego. Wszechstronnie wykształcony absolwent ma kwalifikacje do podjęcia każdej „zmieniającej się” pracy na rynkach unijnym, krajowym i regionalnym. Absolwent nakierowany na rynek regionalny jest „ćwierćstudentem” nie potrafiącym dostosować się do zmieniających się potrzeb. W tej sprawie trzeba polegać na wiedzy i doświadczeniu kadry naukowej i kierownictw PWSZ. To do nas należy równoważenie elementów wykształcenia ogólnego i regionalnego. Gdybyśmy nie potrafili dopasować profilu absolwenta do potrzeb rynku pracy, utracilibyśmy chętnych do studiowania. Najważniejszym elementem oferty edukacyjnej PWSZ w stosunku do niezamożnej młodzieży małych i średnich miast jest rosnąca liczba kierunków i specjalizacji, znaczna liczba przedmiotów fakultatywnych, praktyczny charakter materiałów dydaktycznych i tematów prac dyplomowych, oferta studiów podyplomowych i kursów dokształcających, nauka języków obcych etc.
Wiele mitów narosło wokół kadry naukowej PWSZ. Jest oczywiste, że proces wstępnej budowy tych szkół wymagał „wypożyczania” kadry uniwersyteckiej. Dziś jednak sytuacja ta zmienia się coraz szybciej. W mojej PWSZ w Gorzowie Wielkopolskim wszyscy asystenci, lektorzy i wykładowcy mają lokalny rodowód. W grupie adiunktów większa część to osoby pierwszoetatowe, które zdobyły już stopień doktora (ponad 40 osób), a tempo doktoryzowania rośnie. Mamy już pierwsze habilitacje gorzowian, a szybki rozwój szkoły sprawia, że część kadry profesorskiej swe plany życiowe wiąże z przejściem na jeden etat w szkole, która ma szansę na prowadzenie studiów magisterskich, nadawanie uprawnień doktorskich i prowadzenie badań naukowych w coraz szerszej skali. Obawiam się natomiast, że kadra ta odejdzie, gdyby przyszło prowadzić studia w jakiejś sprymityzowanej lokalnej formie. Szczycimy się rosnącymi wskaźnikami scholaryzacji, talentami i zaradnością naszej młodzieży, ale swój znaczny udział w jej aktywizowaniu ma 36 PWSZ, na których studiuje obecnie ok. 100 000 osób (a liczby te nie obejmują dodatkowych form dydaktycznych o charakterze podyplomowym).
[srodtytul]Środków będzie mniej[/srodtytul]
„Poprawa sytuacji materialno-lokalowej…” poprzez transfer środków budżetowych za pośrednictwem samorządu wojewódzkiego nie może się udać, jako że w wyniku pobierania swoistej marży transferowej i kosztów administracyjnych „pośrednictwa” środków tych będzie mniej. Nie wydaje się natomiast możliwe dodatkowe finansowanie PWSZ ze skromnych budżetów wojewódzkich. Uczelnie są i dalej powinny być finansowane na zasadzie przewidywalnego i wolnego od elementów niepewności wzoru-algorytmu. Tylko taki system umożliwia im planowanie finansowych ram działalności.
Co do pomocy lokalowej samorządów nie można ustawowo zmusić do dysponowania składnikami ich mienia. Jeśli chciałyby pomóc uczelniom, mogą to robić i dziś, bo do ich zadań w świetle ustawy o samorządzie województwa należy „wspieranie szkolnictwa wyższego” na ich terenie. Pamiętajmy też, że wspieraniem lokalnych szkół zainteresowane są także samorządy miejski i powiatowy. W nowelizacji z 5 listopada 2009 r. uzyskały dodatkowe podstawy prawne pomocy stypendialnej dla studentów i doktorantów (choć samorządy robiły to i wcześniej – tak wspiera od kilku lat moją szkołę samorząd Gorzowa Wielkopolskiego).
[srodtytul]Na przykładzie[/srodtytul]
Ponieważ uczestniczę w powstawaniu i rozwoju PWSZ w Gorzowie Wielkopolskim (to tego typu szkolnictwo) od chwili jego powstania jako prorektor, dyrektor instytutu, a obecnie rektor, mógłbym długo opisywać, wskazując rezultaty tej wieloletniej pracy.
Jest to przede wszystkim kilkanaście tysięcy absolwentów (wśród nich kilku sekretarzy i podsekretarzy stanu), wzbogacających głównie lokalny rynek pracy i rosnące nabory na studia, na których zaczynają się pojawiać studenci zagraniczni z Białorusi, Ukrainy i Niemiec. W sferze dokonań naukowych są to setki konferencji krajowych i międzynarodowych oraz książek, które utrwalają ich rezultaty. Kilkadziesiąt doktoratów własnych i coraz ściślejszy związek ze szkołą pracowników dwuetatowych. Bliska współpraca z placówkami PAN, Uniwersytetem Szczecińskim, Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytetem Gdańskim i Politechniką Koszalińską (ostatnio zaś z Pomorską Akademią Medyczną). W zeszłym roku moja PWSZ przejęła kadrę naukową, studentów oraz kupiła ze środków własnych budynki likwidowanej prywatnej Wyższej Informatycznej Szkoły Zawodowej po to, by pomóc studentom, którzy utracili swą uczelnię, i utrzymać informatyczne studia inżynierskie tak potrzebne regionowi. O ile wiem, jest to pierwszy taki przypadek w Polsce.
[srodtytul]Nieskonsultowany eksperyment[/srodtytul]
Mając świadomość potencjału i tempa rozwojowego PWSZ, nie można pogodzić się z nieskonsultowanym eksperymentem mającym w sposób trudny do przewidzenia przekształcić te szkoły. Być może niektóre, najsłabsze PWSZ pragnęłyby uzyskać status uczelni samorządowych i dla nich taką przemyślaną, ustawową możliwość można by stworzyć. Jednakże w stosunku do całego systemu tych szkół ta zaskakująca inicjatywa ustawodawcza w obecnej postaci narusza podstawowe wartości konstytucyjne i akademickie, takie np. jak pewność prawa, ochrona praw nabytych, autonomia i apolityczność szkół wyższych (w świetle nowelizacji 20 proc. kolegium wyborczego stanowić mają przedstawiciele samorządu, a kanclerza wybierać ma zarząd województwa) i wiele innych, o których nie sposób tu szerzej pisać.
W tej sytuacji nie sądzę, by projektowana inicjatywa ustawodawcza została zaakceptowana przez środowisko akademickie i opinię publiczną (zwłaszcza lokalną) oraz by miała szansę wejść w życie.
[link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/01/12/984/]Skomentuj ten artykuł[/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA