fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lokaty i inwestycje

Wspólna nazwa, zróżnicowane strategie inwestycyjne

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Inwestycja w obligacje za pośrednictwem funduszu jest prostsza i wygodniejsza niż bezpośredni zakup papierów na giełdzie. Trudniej jednak przewidzieć jej rentowność
Zakup jednostek funduszu dłużnego jest wygodną formą lokowania pieniędzy w obligacje skarbowe. Inwestor nie jest ograniczony ani wielkością nominałów poszczególnych papierów, ani terminami ich emisji i wykupu. Jednostki funduszu można kupić i umorzyć w dowolnym czasie. Dodatkowo zyskuje się dostęp do obligacji hurtowych, z których każda kosztuje ok. 1000 zł. Tymczasem minimalna kwota inwestycji w fundusz dłużny to najczęściej od 100 do 1000 zł, przy czym kupując nawet jedną jednostkę, ma się udział w zróżnicowanym portfelu, składającym się z różnych papierów.
Inwestor korzystający z pośrednictwa towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI) ponosi dwa rodzaje kosztów. Pierwszy to opłata dystrybucyjna, pobierana przy zakupie jednostek (znacznie rzadziej przy umorzeniu). Jej wysokość zależy od wpłacanej kwoty. Inwestując kilka tysięcy złotych w fundusz papierów dłużnych, trzeba się liczyć z prowizją, zwykle 1 – 2 proc. Opłaty tej można uniknąć, korzystając z usług wybranych dystrybutorów (np. platforma transakcyjna mBanku). Drugi, znacznie mniej widoczny koszt to opłata za zarządzanie. Towarzystwa wliczają ją w cenę jednostki i drobny inwestor nie ma szansy na zmniejszenie jej wysokości.
Z inwestowaniem w obligacje za pośrednictwem funduszu wiąże się ryzyko, że nie zarobimy tyle, ile się spodziewaliśmy. Gdy kupimy obligacje w sieci PKO BP czy na giełdzie i przetrzymamy je do wykupu, będziemy w stanie od razu oszacować przyszłą stopę zwrotu, ponieważ znamy oprocentowanie lub przynajmniej zasady ustalania odsetek w kolejnych latach (w przypadku obligacji o zmiennej stopie). Inwestujący za pośrednictwem funduszu takich wyliczeń zrobić nie mogą. Kupując jednostki funduszu, stają się współwłaścicielami różnych papierów, ale nie od dnia ich emisji do wykupu, tylko w zupełnie przypadkowych terminach. Oznacza to, że ich zysk zależy od aktualnych cen danych obligacji na giełdzie. A ceny te, jak pokazały ostatnie miesiące, bywają nieprzewidywalne. Zależą od popytu i podaży, skłonności inwestorów do podejmowania ryzyka, aktualnych i przewidywanych zmian stóp procentowych. Na przykład gdy stopy są obniżane, rosną ceny obligacji o stałym oprocentowaniu, gwarantujących zysk sprzed obniżki, a więc i ceny jednostek tych funduszy, które mają takie papiery w portfelach. Z kolei gdy stopy rosną i następna emisja obligacji może być oprocentowana wyżej od dotychczasowych, giełdowe ceny starych papierów o stałym oprocentowaniu spadają. W efekcie wartość jednostek funduszy dłużnych nie rośnie stabilnie z dnia na dzień, nawet gdy fundusz kupuje tylko bezpieczne, polskie papiery skarbowe. Próbę oszacowania przyszłych zysków utrudnia i to, że pod wspólną nazwą kryją się fundusze dłużne o różnych strategiach. Osiągane stopy zwrotu będą więc zależały np. od tego, czy fundusz kupuje na giełdzie głównie papiery o oprocentowaniu stałym czy zmiennym, krótkoterminowe czy długoterminowe, a także kiedy zdecyduje się na ich zakup i sprzedaż. Trzeba wreszcie pamiętać, że nie wszystkie fundusze dłużne kupują wyłącznie najbezpieczniejsze obligacje skarbowe. Niektóre, by zarobić więcej, sięgają np. po papiery dłużne przedsiębiorstw. Podwyższone ryzyko takiej inwestycji niekiedy się opłaca, bywa jednak, że inwestorzy ponoszą straty. Ostatnio boleśnie przekonali się o tym klienci trzech funduszy DWS TFI, które straciły na obligacjach strukturyzowanych, opartych na ocenie wiarygodności kredytowej Polski. Kilka miesięcy wcześniej straty liczyli klienci SEB TFI. Tu przyczyną problemów były inwestycje na rynku rosyjskim. Warto więc pamiętać, że fundusz dłużny nie zawsze jest funduszem w pełni bezpiecznym. Dla bardzo ostrożnych klientów odpowiedniejsze są fundusze rynku pieniężnego, które kupują dłużne papiery skarbowe o okresie do wykupu krótszym niż rok, a zasady ich działania są precyzyjnie określone w ustawie o funduszach inwestycyjnych. [srodtytul]Oceniają na własną rękę[/srodtytul] [ramka]Pięciopunktową skalę oceny ryzyka (1 – najmniejsze, 5 – największe) stosuje PKO TFI. Z tej podpowiedzi lepiej jednak nie korzystać, bo na różnych podstronach serwisu internetowego tego TFI ten sam fundusz bywa oceniany inaczej. Drugą udostępnioną przez towarzystwo podpowiedzią jest sugerowany okres inwestycji i te rekomendacje są już spójne. Towarzystwo radzi, by do funduszu PKO/CS Obligacji i subfunduszu obligacji w ramach funduszu parasolowego wpłacać pieniądze na 1,5 roku. Natomiast sugerowany czas inwestycji w funduszu PKO/CS Obligacji Długoterminowych jest wydłużony do 2,5 roku. DWS TFI ocenia ryzyko związane z inwestowaniem w swoje fundusze w czterostopniowej skali. Tu oceny są jednoznaczne, jednak niekiedy zastanawiające. Okazuje się, że fundusz Płynna Lokata Plus, którego wpadkę opisywaliśmy w „Moich Pieniądzach” przed tygodniem (z dnia na dzień jednostka straciła ponad 12 proc.), został zaliczony do najbezpieczniejszej, pierwszej kategorii. Union Investment TFI przy opisie ryzyka posługuje się pięciostopniową, opisową skalą: niskie, umiarkowane, podwyższone, wysokie, bardzo wysokie. Zdaniem autorów tej rekomendacji inwestycje w fundusz UniKorona Obligacje są obarczone umiarkowanym ryzykiem. Trzystopniową ocenę (niski, średni lub wysoki poziom ryzyka) stosuje natomiast Skarbiec. Skala ta wydaje się zbytnio spłaszczona. Na przykład fundusz gotówkowy i instrumentów dłużnych są zaliczone do tej samej, najniższej kategorii. Na szczęście towarzystwo sugeruje też modelowe okresy inwestycji i te podpowiedzi są już bardziej zróżnicowane.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA