Opinie

Hubert A. Janiszewski: Czego Polak boi się bardziej: euro czy uchodźców?

materiały prasowe
Nie możemy zmarnować pojawiającej się możliwości trwałego zakorzenienia kraju w zjednoczonej Europie trzymając się dziewiętnastowiecznej wizji Polski na skraju Europy, forsowanej dzisiaj przez PiS i jego zwolenników – pisze ekonomista.

Opinie społeczeństwa przebijające się w mediach – zarówno mainstreamowych, jak i społecznościowych – wskazują jasno, że Polacy w ciągu ostatnich kilku lat z fascynacji do euro przeszli do fazy sceptycyzmu wobec wspólnej waluty Unii, a w kwestii uchodźców od niecałych dwóch lat zaczęła przeważać niechęć (jeśli nie wręcz wrogość) do „innych".

Ta zmiana podejścia do – jak się wydaje zasadniczych wyzwań – przed jakimi dzisiaj stoi kraj i nasze społeczeństwo, ma źródła w celowych, kłamliwych i populistycznych wypowiedziach polityków – w przeważającej mierze reprezentujących obecną władzę – podsycanych nieodpowiedzialnym stosunkiem do tych zagadnień przez dużą część mediów, o mediach społecznościowych nie wspominając.

Teza o kryzysie euro

O ile kwestia stosunku do uchodźców – czy to uciekających przed wojną i represjami w Czeczenii, czy też obecnie przed wojną w Syrii i Iraku – nie ma bezpośredniego przełożenia na gospodarkę i jest w zasadniczej mierze sprawą moralności i solidarności oraz chrześcijańskiego stosunku do innego człowieka (jak pięknie określił jeden z naszych biskupów: "Dziś Chrystus ma twarz uchodźcy"), o tyle stosunek do euro może będzie miał zasadnicze znaczenie dla przyszłego rozwoju społeczno-gospodarczego kraju i naszego społeczeństwa.

Strach przed nieznanym wywołany przez nieodpowiedzialnych polityków o wąskich, ograniczonych i o nacjonalistycznym zabarwieniu poglądach, zwielokrotniony natrętnym (ale celowym) powtarzaniem kłamstw lub tworzeniem alternatywnym faktów doprowadził do tego, że przeciętny Polak boi się wprowadzenia w miejsce złotego euro, bo wokół z ust przedstawicieli rządu oraz prominentnych działaczy PiS słyszy, że grozi to „puszczeniem z torbami" (J. Kaczyński w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" z 15 marca 2017 r.) oraz „nastąpi spadek stopy życiowej o 20–25 proc. na wiele lat" (tamże).

Najczęściej powtarzaną tezą jest ta o kryzysie euro i braku potrzeby zastępowania złotówki tą „wątpliwą" walutą oraz wzroście cen po wprowadzeniu jej w kraju.

Te i inne stwierdzenia to, delikatnie mówiąc, kłamstwa niepoparte żadnymi badaniami ani faktami, mające na celu – jak się wydaje – zahamowanie dalszej integracji Polski z Unią Europejską. Unią, która po zwycięstwie E. Macrona w wyborach prezydenckich i po Brexicie wstąpiła w ostatnim półroczu na przyspieszoną ścieżkę rozwoju gospodarczego, a po wyborach w Niemczech przystąpi do przyśpieszonej integracji szczególnie wokół krajów, które już wprowadziły euro do swojego obszaru.

Korzyści z przyjęcia wspólnej waluty

Polska nie może pozwolić sobie na pozostawanie poza tą strefą, oznaczać to będzie bowiem nie tylko utratę szans na utrzymanie i zwiększenie tempa rozwoju gospodarczo-społecznego, ale i zwiększenie stabilności politycznej i utrzymanie suwerenności i podmiotowości w świetle nader agresywnych poczynań naszego wielkiego wschodniego sąsiada.

Tylko umocowanie Polski w jądrze UE zapewni bezpieczeństwo dalszego dynamicznego wzrostu; samowykluczenie skaże nas na marginalizację i poszukiwanie iluzorycznych sojuszy w postaci np. Międzymorza i temu podobnych mrzonek rodem z XIX wieku.

W tym kontekście warto dla przypomnienia wyliczyć niewątpliwe korzyści przyjęcia jak najszybciej wspólnej waluty, aby dać odpór zalewowi demagogicznych i populistycznych stwierdzeń:

- Poprawa poziomu integracji rynków finansowych.

- Zwiększenie bezpieczeństwa finansowego kraju.

- Redukcja kosztów transakcyjnych.

- Eliminacja ryzyka kursowego.

- Rozwiązanie kwestii kredytów hipotecznych zaciągniętych tak w euro, jak i frankach szwajcarskich.

- Obniżenie kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, w tym ułatwienia w księgowości.

- Lepsze i łatwiejsze planowanie finansowe.

- Wzrost porównywalności (cen, statystyk etc.).

- Poprawa pozycji Polski na rynkach międzynarodowych.

- Brak konieczności wymiany walut (np. na wyjazdy turystyczne).

- Wzrost wymiany handlowej (UE stanowi gross naszej wymiany handlowej).

- Wzrost inwestycji m.in. poprzez obniżenie kosztów kredytu.

- Spadek kosztów pozyskania kapitału i finansowania dla obywateli, przedsiębiorstw i instytucji publicznych.

Nie zmarnować szansy

Korzyści zdecydowanie przewyższają ewentualne koszty, a taki atrybut suwerenności jak własny pieniądz i własna polityka pieniężna coraz bardziej traci na znaczeniu w erze powszechnej globalizacji. Przykład takich krajów z naszego rejonu, jak Słowacja, Litwa, Łotwa i Estonia, dobitnie pokazał, iż kraje te skorzystały z wprowadzenia euro, a opowieści o wzroście cen należy włożyć między bajki.

Przyjęcie euro to również możliwość aktywnego wpływania na kierunki i stopień integracji Unii Europejskiej, czego jako kraj poza strefą euro nie mamy i mieć nie będziemy.

Unia będzie się integrować i miejsce Polski jest w zintegrowanej Unii, a nie poza nią. Liczę, że nasi przedsiębiorcy, którzy nie tylko tworzą ok. 75 proc. naszego PKB, ale i zatrudniają podobną liczbę pracowników w całej gospodarce, jednoznacznie i zdecydowanie będą się domagać realizacji zobowiązań Polski z art. 131 traktatu akcesyjnego, tym bardziej że obecnie spełniamy większość kryteriów konwergencji – jest to w interesie Polski i Polaków!

Nie możemy zmarnować pojawiającej się możliwości trwałego zakorzenienia kraju w zjednoczonej Europie trzymając się dziewiętnastowiecznej, nacjonalistycznej wizji Polski na skraju Europy, forsowanej dzisiaj przez PiS i jego zwolenników. ©?

Autor jest ekonomistą, członkiem PRB oraz członkiem rad nadzorczych spółek notowanych na GPW

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL