fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Ile muzycy zarabiają na streamingu? Wielkie sumy tylko dla gwiazd

Za miliard odtworzeń na Spotify można zarobić ponad 3 mln dol. Taką możliwość mają jednak nieliczni, najpopularniejsi muzycy.
shutterstock
Kapitalizacja Spotify wzrosła ponaddwukrotnie w ciągu roku. Jednak wart ponad 60 mld dol. gigant streamingowy to dla niektórych muzyków zło konieczne.

Najczęściej odtwarzany utwór tego roku? „Blinding Lights" piosenkarza The Weeknd, który na Spotify był słuchany 1,6 mld razy. Najczęściej słuchanym albumem było wydawnictwo puertorykańskiego rapera Bada Bunny'ego: ponad 8,3 mld odtworzeń na całym globie. Do grona gigantów należą również Billie Eilish, Taylor Swift czy Ariana Grande.

Co łączy tych wszystkich muzyków? Oscylowanie wokół popu i już ugruntowana pozycja w biznesie. Odtworzenia idące w miliony zapewniają godne opłaty, ale tylko tym na szczycie. Muzycy niszowi i działający w mniej popularnych gatunkach nie mogą liczyć na to, by odtworzenia (lub streamy) ze Spotify zapewniły im sensowne przychody.

Ile konkretnie płaci Spotify? Za jeden stream artysta lub zespół dostaje około 0,0032 dolara. Czyli na jednego dolara potrzebuje 229 odtworzeń.

– W ciągu czterech lat zarobiliśmy około 50 dolarów ze Spotify. To nie są duże stawki. Spotify działa w ten sposób, że celuje przede wszystkim w dużych popowych artystów, którzy mają miliony odtworzeń, na których da się rzeczywiście zarabiać. Tacy artyści jak my, są tam, bo po prostu większość ludzi używa streamingu. Dużym atutem jest to, że ktoś może nas znajdzie, doda do playlisty i zyskamy jakąś popularność w ten sposób. Szansa jest jednak mała, ale streaming to obecnie podstawa. Nośniki fizyczne są dla zapaleńców – mówi „Rzeczpospolitej" Hubert Lewandowski z zespołu The Howling Eye, prowadzący niezależną wytwórnię Galactic Smokehouse.

Jak wygląda to z perspektywy wytwórni? Daniel Kuśmierzak, specjalista ds. marketingu z wytwórni Kayax, tłumaczy, że monetyzacja muzyki słuchanej za pomocą streamingu to dziś jedno z trzech, obok sprzedaży płyt i gadżetów oraz koncertów, najważniejszych źródeł przychodu wytwórni.

– Działając już od blisko dwóch dekad w branży muzycznej, trzymamy rękę na pulsie i reagujemy na rynek, a tendencja od kilku lat jest taka sama. Drastyczny spadek popytu na płyty CD, choć winyl trzyma się dzielnie, przy równoczesnym wzroście udziału streamingu w „konsumowaniu" muzyki. Znajduje to potwierdzenie w liczbach: 86 proc. konsumentów na świecie, a 85 proc. w Polsce, słucha muzyki, korzystając ze streamingu na żądanie. Sam YouTube dociera do 24,6 mln internautów w Polsce – wylicza.

Obecnie, obok wspomnianego YouTube, pod kątem biznesowym i promocyjnym najważniejsze dla Kayaxu są serwisy, takie jak Spotify, Tidal, Apple Music czy Empik Music. Ostatnio do tego grona dołączył także TikTok.

– Możliwość zarobku, promocja muzyki i globalny zasięg, to nie jedyne zalety streamingu. Spotify na przykład daje muzykom i ich przedstawicielom dostęp do narzędzia, które z jednej strony pozwala spersonalizować profil artysty, a z drugiej zbiera cenne dane na temat słuchaczy – skąd pochodzą, w jakim są wieku, czy dodają utwory do ulubionych. Informacje te można później wykorzystać przy planowaniu trasy koncertowe bądź doborze kolejnego singla – zaznacza.

Spotify to, oczywiście, niejedyna platforma do streamingu. Wymienione przez przedstawiciela Kayax platformy płacą różne stawki za odtwarzanie, ale oprócz wspomnianych przez Kuśmierzaka wielkich serwisów, pewną popularnością cieszy się także Bandcamp, który poniekąd wymusza od słuchaczy finansowe zaangażowanie.

– Bandcamp jest o tyle lepszy, że zachęca do kupowania muzyki. Po kilku odtworzeniach blokuje płytę czy singiel i wystawia komunikat, że teraz trzeba zapłacić muzykowi. Można tam też wystawiać swoje gadżety, z czego jest dużo większy przychód niż z samego streamingu. Ale Bandcamp nie jest idealny – prowizja od transakcji to około 10 proc., a opłaty przez PayPala też kosztują – konkluduje Lewandowski.

Wymuszony pandemią brak koncertów również odbija się na kieszeni muzyków, którzy czasem ratują się zbiórkami lub sprzedażą płyt. Pozostaje im czekać na lepsze czasy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA