fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Jerzy Pilch, luterski mistrz z Wisły

Fotorzepa
Jerzy Pilch (1952–2020) prozaik, dramatopisarz, felietonista, scenarzysta. Był jedną z najbarwniejszych postaci polskiego życia kulturalnego.

Jesienią mogliśmy się spodziewać nowej powieści zainspirowanej warsztatami, jakie organizował nad Wigrami dramatopisarz Tadeusz Słobodzianek. Jednym z motywów miały być wykłady o Polsce i literaturze. Po wybuchu pandemii prorocza stała się powieść „Żywego ducha" (2018). Katastrofę przetrwał jeden człowiek.

Jego książki i życie wyrosły z „małej ojczyzny", czyli rodzinnej Wisły wyniesionej do rangi mitu, tak jak jej i pisarza luterskość. Wyjątkowość Pilcha brała się też z lektury Biblii, leżącej na biurku, podczytywanej często, emanującej na całe dzieło. Zainspirowała oryginalny styl, jakim Pilch nie tylko pisał, ale i mówił: stylizowany, sarkastyczny, pełen krzepy w „sensie ścisłym", by użyć jego markowego zwrotu. Paradoksalny, bo opisując rewers, zastanawiał się nad awersem, z tego tworzyła się synteza. „Studzienna", jak by powiedział: głęboka.

Nauki konfirmacyjne, obecność pastorów w rodzinie – to były ważne dla niego fakty biograficzne. W „Dzienniku" pisał: „Nasz dom w centrum Wisły to nie było siedlisko posępnych lutrów (...). Wszyscy domownicy mieli dar karykaturalnego wymiaru życia, skłonność do szyderstw i wykpiwania bliźnich". Wypisz wymaluj, proza Pilcha. Gigantyczny wpływ miała też ba niego babka Maria Czyż, która powracała w prozie pisarza.

Teraz bardziej niż kiedykolwiek zdajemy sobie sprawę, że tak zmitologizował siebie i swoją rodzinę, że zyskała wymiar niemal biblijny, bo tak jak bohaterowie Biblii reprezentowała cnoty i grzechy ludzkości, przede wszystkim zaś jej bogactwo. W tym sensie był też pisarzem metafizycznym, autorem „Nart Ojca Świętego", sztuki o Janie Pawle II zamówionej przez Teatr Narodowy.

– Synu, to, że ja luteranin piszę o polskim katolicyzmie, to jest mój osobisty gest ekumeniczny – mówił mi. - Słynne jest zdanie Kisiela, że na specjalnej opiece Matki Boskiej Polska niespecjalnie wychodziła. Ale na obecności polskiego papieża fantastycznie, wszyscy zaznawaliśmy cudów. Wybór – cud. Pierwsza pielgrzymka – cud. Wezwanie Ducha – cud. Upadek systemu – cud. Po uczcie jest trudniej.

Pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do kraju w 1979 r. Pilch przyrównał do zwycięskiego dla Polski mundialu. Pisarz był kibicem futbolu i Cracovii. Tak jak Karol Wojtyła.

Pilcha niby wszyscy znają, a jednak można odnieść wrażenie, że powieść „Wiele demonów" z 2013 r., chociaż otrzymał za nią Nagrodę Literacką Gdynia, pozostaje niedoceniona. Jej walory wyostrzyła teatralna adaptacja Mikołaja Grabowskiego. W thrillerze zwracał uwagę wątek metafizyczny, a zaginięcie jednej z córek pastora Mraka otwiera furtkę do tajemniczej rzeczywistości, w której życie miesza się ze śmiercią, religijność z erotyzmem, przyziemność z wiecznością, fundamentalizm wiary z diabelskością.

Ojciec pisarza, którego w czasie II wojny światowej wcielono jak wielu Ślązaków do Wehrmachtu, był kierownikiem klubu kulturalno-oświatowego Akademii Górniczo-Hutniczej. Wśród jego gości był Bogumił Kobiela, który zaprosił małego Jurka do występu jako statystę.

Debiut „Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej" (1988) uhonorowano nagrodą Fundacji im. Kościelskich. Życie na krakowskiej polonistyce od strony życia erotycznego sportretował w „Spisie cudzołożnic", zekranizowanym przez Jerzego Stuhra. Drugim uniwersytetem był „Tygodnik Powszechny". Do PRL-u nawiązał w „Tysiąc spokojnych miast" o próbie zamachu na Władysława Gomułkę. „Marsz Polonia" był inspirowany „Weselem" Wyspiańskiego, ale i Tadeuszem Konwickim, którego uważał za mistrza. Na tle „orgi-rautu" u Beniamina Bezetznego, czyli Jerzego Urbana, spotkali się generał Jaruzelski, niezrealizowani liderzy Solidarności, dziennikarze, gwiazdy.

„Gorzała i baby" obrosły legendą, którą z męską próżnnością wzmagał. Były tematem scenariusza „Żółtego szalika", „Miasta utrapienia" i „Pod Mocnym Aniołem" (ekranizacja Wojciecha Smarzowskiego). Alkoholizm uważał za chorobę narodową i systemową. Mówił, że Bóg zesłał mu parkinsona, by uratować od wczesnej śmierci, ale poruszał się na wózku, co na warszawskiej Hożej było kłopotliwe.

W grudniu przeprowadził się z żoną Kingą do Kielc. W kwietniu wydał „60 felietonów najjadowitszych". Cieszył się, że wraca ekstraklasa i obejrzy ukochaną Cracovię. Jego „Żółte światło" przypominało, że życie składa się ze złudzenia wieczności i z przerażającej jego utraty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA