fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Sprzedaż przez internet a zakaz handlu w niedzielę

AdobeStock
Przedsiębiorcy, którzy wyczują zmiany i się do nich dostosują, mogą umocnić się na tłocznym polskim rynku.

Natura nie znosi próżni. Zakaz handlu w niedziele zmieni przyzwyczajenia milionów Polaków. Jeśli sklepy, w których dotąd robili zakupy, będą zamknięte, szybko przestawią się na nowe możliwości. Trudno bowiem uwierzyć, że ograniczą konsumpcję w związku z zamknięciem ich ulubionej galerii handlowej czy sklepu spożywczego.

Z dużym prawdopodobieństwem klienci przeniosą się do dużych sieci handlowych kuszących ich piątkowymi i sobotnimi promocjami. Ucierpią na tym małe osiedlowe sklepy, do których przestaną przychodzić okoliczni mieszkańcy, obkupieni na marketowych promocjach. Wielkim wygranym zmian są małe sklepy internetowe, które w większych miastach dostarczą towary nie tylko w niedziele, ale też w inne dni tygodnia, taniej i szybciej niż w sklepie stacjonarnym.

Konia z rzędem temu, kto przełoży zjawiska w skali całego polskiego rynku na pojedyncze sklepy i sklepiki porozrzucane na osiedlach, miasteczkach i wioskach. Na pewno takiej prognozy nie przeprowadził ustawodawca, bo nowe przepisy nie byłyby tak pełne dziur.

Do wyborów bez rewolucji

Pewne jest, że w odróżnieniu do zakazu handlu w niedziele na Węgrzech, polskie przepisy w tym zakresie będą obowiązywały co najmniej do najbliższych wyborów parlamentarnych. Nie należy zakładać wcześniejszej rezygnacji z ograniczeń w handlu, gdyż stanowiłoby to rodzaj politycznej kapitulacji. Bez względu na rzeczywiste skutki nowych przepisów.

Czy zmiany nastąpią po wyborach, zależy od ich wyniku. Zniesienie ograniczeń w handlu już teraz jest jednym z postulatów opozycji. Z pewnością stanie się także elementem kampanii wyborczej. Pytanie, czy przez najbliższe półtora roku przedsiębiorcy mogą się liczyć z dalszym zaostrzeniem przepisów w tym zakresie. Mimo odważnych zapowiedzi, wydaje się to mało prawdopodobne.

W zasadzie tylko liczne dziury w nowych przepisach mogą zmusić rząd do ich nowelizacji. Bo jeśli w myśl nowej ustawy wystarczy wstawić do sklepu monopolowego kosz z kwiatami i zmienić wpis w REGON, tak by ich sprzedaż stanowiła główny zakres działalności firmy, kontrolerzy nie będą mogli sprawdzić, czy tak jest naprawdę. Nie będą mogli zajrzeć do ksiąg rachunkowych takiej firmy.

Nawet nowelizacja nie załatwi jednak sprawy. Z zapowiedzi możliwych zmian wynika, że jedyne ograniczenia, jakie mogą się pojawić w tym zakresie, to ustalenie limitu powierzchni sklepu czy wysokości jego rocznych obrotów. Nie zmieni to jednak faktu, że najmniejsze sklepy nadal będą mogły w ten sposób konkurować z zamkniętymi w niedzielę większymi placówkami. A że nieczysto... Gdy chodzi o przetrwanie w trudnych czasach, przedsiębiorcy raczej nie będą się oglądali na ideę stojącą za nowymi przepisami.

Nie ma natomiast co spodziewać się takiej nowelizacji przepisów, w których znajdzie się wyraźna podstawa do zakazu pracy nie tylko w sklepach, ale także w magazynach. Taka wyjaśniająca nowelizacja przydałaby się przy definicji czynności handlowych i związanych z handlem opisanych w art. 5 nowej ustawy. Interpretacja tych przepisów dokonana przez resort pracy i PIP rozszerza działanie zakazu na placówki, które nie zajmują się bezpośrednio handlem, także na magazyny, gdzie wykonywane są jedynie czynności związane z handlem. To znacząco utrudnia logistykę przy zaopatrzeniu sklepów w poniedziałek rano, po tym jak ograniczenia w handlu już nie obowiązują. Niejasności w tym zakresie działają jednak na korzyść przedsiębiorców. Dzięki temu mogą skutecznie bronić się w sądzie przed zarzutami o złamanie zakazu.

E-sklepy mają czas na rozwój

Przedsiębiorcy, którzy postawili na rozwój sklepów internetowych, mogą być spokojni, że mimo zapowiedzi doregulowywania nowych przepisów, w najbliższym czasie nic im nie grozi. Nawet gdyby PiS zdecydowało się na nowelizację przepisów tuż przed wyborami samorządowymi w listopadzie 2018 r. czy wypadającymi rok później wyborami parlamentarnymi, co już samo w sobie jest mało prawdopodobne, to i tak szybka nowelizacja nie wchodzi w rachubę.

Zgodnie z opinią MSZ, wprowadzenie zakazu pracy w handlu w niedziele i święta także w internecie wymaga wystąpienia o zgodę Komisji Europejskiej. Internet nie zna bowiem granic i polskie ograniczenia dotknęłyby także przedsiębiorców z innych państw Unii. Taka notyfikacja może zająć od trzech miesięcy do półtora roku. W tym czasie inne państwa UE mogą zgłaszać swoje uwagi do Polskich przepisów. Biorąc pod uwagę nie najlepszą ostatnio sytuację międzynarodową Polski, nie ma się co spodziewać szybkich i przychylnych stanowisk innych państw naszego regionu.

Tym bardziej, że w tej notyfikacji chodzi o sprawdzenie, czy wprowadzenie zakazu handlu w internecie, które siłą rzeczy objęłoby także produkty z zagranicy, nie stanowi nadmiernego ograniczenia obrotu towarami spoza terytorium Polski. A już teraz wiadomo, że choćby Czesi są bardzo zainteresowani przejęciem części niedzielnego handlu Polsce. Powstały już nowe weekendowe połączenia autobusowe pomiędzy Katowicami a Ostrawą. Zachętą jest krótka, bo trwająca tylko 1,5 godziny, podróż i możliwość robienia zakupów w niedzielę bez ograniczeń. Może się więc okazać, że Ślązacy przeniosą się na niedziele do czeskich miast.

Jedna z zapowiedzi zmian wydaje się szczególnie istotna, choć poddana logicznej ocenie zupełnie niemożliwa do realizacji. Padła z ust Stanisława Szweda, wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej, na konferencji prasowej zorganizowanej w przeddzień wejścia nowych przepisów w życie. Obok zapowiedzi uszczelniania nowych przepisów, nie wykluczył on także możliwości rozszerzenia ograniczeń w pracy w niedziele również na inne branże i zawody. Pytanie, jak daleko może pójść w tym zakresie ustawodawca.

Czy czeka nas całkowity zakaz pracy

Lekarze, kierowcy komunikacji miejskiej, artyści estradowi i teatralni, strażacy czy policjanci nie mają co liczyć na wprowadzenie ograniczeń w świadczeniu przez nich pracy w niedziele. Wiceminister zastanawiał się jednak nad tym, czy w niedziele powinny być np. montowane w Polsce samochody. W ten sposób niedzielny zakaz pracy w handlu przerodziłby się w niedzielny zakaz pracy.

Już sama zapowiedź objęcia ograniczeniami branży motoryzacyjnej gwałtownie obniża atrakcyjność polskich ziem dla lokalizacji fabryk i montażowni zachodnich koncernów motoryzacyjnych.

Nasuwa się kolejne pytanie o centra usług biznesowych. To dla nich poprzednia koalicja PO i PSL zmieniła Kodeks pracy tak, aby mogli zdalnie obsługiwać przedsiębiorców w innych państwach także w dni, które w Polsce są ustawowo wolne od pracy, ale robocze za granicą. Choć polscy przedsiębiorcy działający w tej branży zdominowali międzynarodowy rynek tych usług i na co dzień konkurują z hinduskimi firmami, mogliby nie przetrwać ograniczenia im możliwości zatrudniania pracowników w niedziele.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA