fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Firmy rekrutacyjne nielegalnie tworzą czarne listy pracowników

Fotolia
Rekruterzy, którzy tworzą zestawienia niechcianych kandydatów, a następnie wymieniają się nimi, działają nielegalnie. Narażają tym siebie nawet na odpowiedzialność karną.

Do tej pory opinia publiczna sporo uwagi poświęcała tematowi czarnych list pracodawców, na których umieszcza się przedsiębiorców niewywiązujących się ze swoich zobowiązań. Mniej mówi się na temat baz tworzonych podobno przez niektóre firmy rekrutujące kandydatów do pracy. To zjawisko dostrzegło niedawno Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Według doniesień, zdarzają się sytuacje, gdy rekruterzy robią listy niechcianych kandydatów, a następnie wymieniają się nimi dla usprawnienia przyszłych procesów rekrutacyjnych. Takim działaniom zarzuca się niezgodność z przepisami dotyczącymi zakazu dyskryminacji i ochrony danych osobowych. Czy tak jest w rzeczywistości?

Nierówne traktowanie

Jeżeli powodem, dla którego dany kandydat znalazł się na czarnej liście i – w konsekwencji – odmówiono mu nawiązania współpracy, jest jedna z zakazanych cech różnicowania (np. płeć, wiek, niepełnosprawność, rasa, religia, pochodzenie etniczne, narodowość, orientacja seksualna, przekonania polityczne, wyznanie, przynależność związkowa), zarówno rekruter, jak i niedoszły pracodawca mogą się spotkać z zarzutem dyskryminacji.

Przykład

Agencja rekrutująca kandydatów do pracy biurowej zapytała panią Martę o plany macierzyńskie. Kandydatka (choć z prawnego punktu widzenia nie musiała tego robić) odpowiedziała, że nie wyklucza potomstwa w okresie najbliższych 2 lat. W konsekwencji, rekruter uznał, że pani Marta nie nadaje się do pracy i umieścił ją (bez jej wiedzy i zgody) na czarnej liście z adnotacją, że ma ona skonkretyzowane plany macierzyńskie na najbliższą przyszłość. Skontaktował się z potencjalnym pracodawcą, który podzielił jego zdanie, że aplikująca – mimo bardzo dobrych kwalifikacji – nie może zostać zatrudniona.

Doszło tu do naruszenia wielu przepisów. Pani Marta może podnosić wobec rekrutera roszczenia oparte na kodeksie cywilnym, związane z naruszeniem jej dóbr osobistych (godność, dobre imię, prywatność). W grę wchodzi np. żądanie oficjalnych przeprosin, usunięcia z czarnej listy i zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny. Co więcej, należy liczyć się z odpowiedzialnością za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych (o czym w szczegółach w dalszej części artykułu). To jednak nie wszystko. Rekruter i pracodawca mogą się spodziewać odpowiedzialności w związku z zarzutem dyskryminacji z uwagi na płeć (macierzyństwo).

Odpowiedzialność pracodawcy za nierówne traktowanie wywodzi się z kodeksu pracy i w grę wchodzi przede wszystkim roszczenie kandydatki o odszkodowanie. Dalej, na podstawie szczególnych przepisów ustawy z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (DzU nr 99, poz. 1001 ze zm.), osoby działające w imieniu pracodawcy i agencji zatrudnienia mogą zostać ukarane karą grzywny (w wysokości co najmniej 3000 zł) za dyskryminowanie w procesie rekrutacji.

Uwaga na dane osobowe

Agencje zatrudnienia są oczywiście zobowiązane do przetwarzania posiadanych danych osobowych zgodnie z ustawą z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (DzU nr 133, poz. 883 ze zm.). Kandydat do pracy wyraża zgodę na przetwarzanie danych w celu i w zakresie koniecznym do przeprowadzenia (co do zasady) konkretnej rekrutacji. Nie godzi się więc na przetwarzanie danych w innym celu, w szczególności w celu ewentualnego znalezienia się na czarnej liście, którą można zastosować również przy innych rekrutacjach.

Aby rekruterzy mogli takie listy tworzyć zgodnie z prawem, musieliby uprzedzić o nich kandydatów, a ci z kolei musieliby wyrazić w pełni świadomą zgodę na ewentualne znalezienie się na nich. Oprócz rozszerzenia klauzuli zgody przekazywanej przy naborze, dodatkowo rekruter musiałby np. poinformować aplikującego o:

- fakcie umieszczenia go na takiej liście,

- celach przetwarzania danych zawartych w tej liście,

- podmiotach, które miałyby do niej dostęp,

- prawie kandydata dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Jeszcze więcej formalności byłoby koniecznych, gdyby agencje miały się wymieniać takimi listami legalnie, nie wspominając o przetwarzaniu i przesyłaniu tzw. wrażliwych danych osobowych.

Żadnego z tych wymagań nie można bagatelizować, ponieważ ustawodawca przewidział sankcje karne za naruszenie zasad gromadzenia i przetwarzania danych osobowych. Wchodzi tu w grę kara grzywny, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności. ?

Zdaniem autorki

dr Patrycja Zawirska, radca prawny, partner w kancelarii Zawirska Gąsior

Jak widać, zagadnienie czarnych list jest złożone i wiąże się z licznymi ryzykami dla podmiotów i osób zaangażowanych w ten proceder. I słusznie. Niekontrolowany przepływ informacji na temat kandydatów nie powinien mieć miejsca w demokratycznym państwie prawa, w którym jednostka powinna móc liczyć na przestrzeganie wartości konstytucyjnych (w tym godności, prywatności, autonomii informacyjnej).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA