„Rzeczpospolita”: Co się dzieje w PiS? Ostatnio głośno było o przerwaniu wywiadu Ryszarda Terleckiego przez Sebastiana Kaletę. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że w partii rozpoczęły się jakieś wewnętrzne tarcia, jakieś głębsze procesy.
Jan Maria Jackowski: W tej chwili w PiS widać, że trwa – poza konfliktami i animozjami personalnymi – również taka podskórna, nie zinstytucjonalizowana formalnie debata programowa. Dotyczy tego, w jakim kierunku partia powinna zmierzać w przyszłości. Do tej pory wydawało się, że PiS ma dosyć prostą receptę programową – żeby nic na prawo od PiS nie wyrosło. To była doktryna Jarosława Kaczyńskiego, która przez lata sprawdzała się. Nawet jeśli istniały jakieś niewielkie i stosunkowo słabe środowiska prawicowe, to zazwyczaj były one poniżej progu wyborczego, więc nie stanowiły realnego zagrożenia dla Prawa i Sprawiedliwości.
Czytaj więcej
Ja wolałbym, abyśmy zostali przy rdzeniu programu PiS - mówił w rozmowie z TVN24 były rzecznik rz...
Od 2019 r. sytuacja zaczęła się zmieniać, bo wtedy Konfederacja weszła po raz pierwszy do Sejmu. W tej chwili widzimy, że mamy dwie Konfederacje. Łączna suma ich wyników w niektórych sondażach przekracza poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości i pojawia się pytanie, co dalej? Czy PiS ma być partią, która będzie stroiła się w szaty antysystemowe i na tym polu będzie rywalizowała z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej, czy też powinna zrobić dryf w stronę centrum i być partią umiaru, jednocześnie podkreślającą, że broni tradycyjnych wartości. To jest ten spór, który nakłada się również na podział frakcyjny, który się w tej chwili w PiS-ie dokonuje. Oczywiście tych frakcji, grupek i podgrupek jest znacznie więcej, ale generalnie spór ogniskuje się wokół tych dwóch koncepcji. Jak rozsypane opiłki metalu, zbierające się wokół dwóch biegunów magnesu.
Przed taką sytuacją stoi w tej chwili PiS. Z drugiej strony widać wyraźnie, że słabnie pozycja prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Przez lata rządził partią - w której zawsze były wewnętrzne spory i frakcje, szczególnie w terenie - na zasadzie „dziel i rządź” i on był najwyższą instancją, raz przyznawał rację jednym, raz drugim i tak to działało przez lata bo był „panem i władcą”. Poza tym prezes przyzwyczaił się do pewnego sposobu zarządzania tą formacją w sytuacji, w której nie było otoczenia bardziej na prawo od PiS-u. Do tego momentu był w zasadzie królem po tej stronie sceny politycznej i w związku z tym od niego zależało, kto będzie na listach i wiele innych kluczowych kwestii. Był u władzy, więc to od niego realnie zależało, kto obejmie ważne stanowisko w państwie, czy też kto obejmie stanowiska w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. W tej chwili prezes obu tych instrumentów nie ma i w związku z tym jego pozycja zdecydowanie osłabła. Poza tym jak np. grozi palcem samorządowcom, którzy następne wybory będą mieli w 2029 roku, to oni się wtedy pytają, a co będzie za trzy lata z PiS-em i kto będzie jego liderem. Ma w dodatku w Pałacu Prezydenckim Karola Nawrockiego, który ma zupełnie inną osobowość niż Andrzej Duda, jest „fighterem” i ma ugruntowane poglądy bardziej na prawo od prezesa, a w dodatku dzieli ich różnica pokoleniowa – Karol Nawrocki zapewne myśli o dziesięcioletniej perspektywie prezydentury, o drugiej kadencji. Taki horyzont czasowy może być trudny do przyjęcia dla prezesa Kaczyńskiego.