Dworczyk opowiedział, że latem ubiegłego roku odebrał w ramach rezerw polskich sił zbrojnych nowy przydział, przypisujący go do Żandarmerii Wojskowej. – Oczywiście nic nie mam do ŻW, ale nie mam też kompetencji, żeby służyć w tej formacji – stwierdził, że to „typowy przykład działania pozorowanego, którego w wojsku i obszarze obronności jest bardzo dużo”. – Niestety, tak w dużej mierze wyglądają rezerwy polskich sił zbrojnych – oświadczył, zwracając uwagę na to, że „rezerwa jest kluczem do prowadzenia działań w trakcie wojny, czego przykładem jest walcząca z Rosją Ukraina”.
Czytaj więcej
W Stalowej Woli zakończyła się konwencja PiS dotycząca obronności. Wystąpienie programowe wygłos...
Michał Dworczyk porównał przygotowanie Polski i Finlandii, która liczy 5,5 mln mieszkańców. Powiedział, że Finlandia „w bardzo krótkim czasie może zmobilizować 380 tys. żołnierzy, a w ciągu pół roku ponad 900 tys.”. Porównując to do możliwości Polski oświadczył, że takie dane są tajne, ale „jest to kilkaset tysięcy osób”. Zwrócił uwagę, że w planie, dotyczącym rezerw są mężczyźni w jego wieku, „z brzuszkiem, którzy, jeżeli chodzi o realizację działań bojowych, są krótko mówiąc bardzo mało przydatni”. Zwrócił też uwagę, że wiele z takich osób potrafi posługiwać się jedynie sprzętem, którego już w wojsku nie ma.
„Dramat i paździerz”. Kto jest winny? „Wina leży po stronie polityków”
Problemem jest, zdaniem Dworczyka, brak odpowiedniej liczby przeszkolonych żołnierzy, gotowych do powołania w razie zagrożenia. – Bardzo dużo się mówi, pręży muskuły, ale problemów strukturalnych się nie rozwiązuje – mówił, zaznaczając, że dzieje się tak pomimo największej po II wojnie światowej modernizacji sprzętowej.
Czytaj więcej
MON sięga do przedwojennych wzorów i chce reaktywować Fundusz Obrony Narodowej.