fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Nie mam ambicji szeryfa

ROL
Seremet: projekt reformy wprowadza politykę do prokuratury
„Rzeczpospolita" ujawniła w miniony poniedziałek, że planowane jest odwołanie wszystkich Pańskich zastępców, zaś decydujący głos przy powoływaniu nowych będzie miał prezydent. Czy nie odnosi Pan wrażenie, że Bronisław Komorowski będzie nie tylko zwierzchnikiem sił zbrojnych ale również prokuratury?
Andrzej Seremet, prokurator generalny: Odnoszę wrażenie, że w sposób zupełnie nieuzasadniony wprowadza się politykę do prokuratury. To co było moja intencją, przed dwoma laty - zasypanie podziałów, zdjęcie z prokuratorów pewnych etykietek politycznych, które słusznie czy też nie przypisano im, wreszcie sformowanie jednolitego korpusu prokuratury, w moim przekonaniu powiodło się.
Propozycja nowelizacji w tym kształcie oznacza nawrót do dawniejszych praktyk. Musiałbym dokonać procesu weryfikacji moich zastępców. Z niewiadomym skutkiem. Nie widzę powodów do poddawania zabiegom weryfikacyjnym kierownictwa Prokuratury Generalnej. Nie ukrywam też, że sytuacja w której spotkałbym się odmową Prezydenta powołania osób, które wskazałbym jest, delikatnie rzecz ujmując, mało komfortowa.
Zanim jednak został Pan szefem Prokuratury prowadził Pan konsultacje z śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim na temat kształtu kierownictwa Prokuratury Generalnej. Mam na myśli prokuratorów Marzenę Kowalską i Roberta Hernanda.
Nie ukrywam, że dwójka moich zastępców została mi rekomendowana przez prezydent Lecha Kaczyńskiego tuż przed jego tragiczną śmiercią. Jednak przypomnę, że już po katastrofie smoleńskiej osoby te uzyskały akceptacje premiera w postaci kontrasygnaty zaś powołał je Bronisław Komorowski pełniąc jako Marszałek Sejmu funkcję głowy państwa. Od czasu ich powołania nie miałem żadnych zastrzeżeń. Nawet osoby z zewnątrz nie są im w stanie zarzucić, że w pracy kierują się jakimikolwiek innymi motywacjami niż merytoryczne. W takiej sytuacji nie widzę potrzeby ich weryfikowania.
Jednak prokuratura wywiera pewien wpływ również na politykę. Dość powiedzieć, że prokurator Hernand reprezentujący Prokuratora Generalnego przed Trybunałem Konstytucyjnym może się przyczyniać do upadku ważnych dla rządu projektów ustaw, zaś prokurator Kowalska nadzoruje postępowanie w sprawie tzw. infoafery, której skutki mogą uderzyć w rządzących.
Jeśli chodzi o prezentowanie stanowisk przed Trybunałem Konstytucyjnym to za każdym razem są one sygnowane przeze mnie. Zapewniam Pana, że stanowiska dla TK wypracowane pod kierownictwem prokuratora Hernanda mają wysoki poziom merytoryczny i nie ma w nich śladu polityki. Podobnie oceniam kwalifikacje i pracę pani prokurator Kowalskiej. Powiem szczerze. Nie chce mi się wierzyć by rząd przygotowując projekt nowelizacji ustawy kierował się uprzedzeniami personalnymi. Przygotowywanie rozwiązań prawnych „pod konkretne osoby" jest czymś czego nie da się pogodzić z zasadami państwa prawa. Ze smutkiem jednak muszę stwierdzić, że już sama zapowiedź odwołania moich zastępców destabilizuje pracę prokuratury bo wprowadza element tymczasowości.
Zapytam zatem wprost - czy prokuratura pod Pańskim nadzorem prowadzi jakieś postępowania, które mogą być niebezpieczne dla rządzących?
Takiej informacji ode mnie Pan nie uzyska. Nie sądzę jednak by jakiekolwiek z prowadzonych przez nas postępowań byłoby motywacją do przeprowadzania zmian legislacyjnych tego typu jakie są przeprowadzane.
Od polityki ciężko jednak uciec. Przypomnijmy, że kiedy Pański zastępca, szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej generał Krzysztof Parulski publicznie zachował się nielojalnie wobec Pana prezydent Komorowski zrobił wiele by mimo tego pozostał on na swoim stanowisko. O jego odwołaniu przesądziła dopiero krytyczna ocena jego zachowania przez Krajową Rade Prokuratury.
Istotnie Pan prezydent publicznie opowiadał się za rozwiązaniem systemowym co miało odłożyć w czasie odwołanie generała Parulskiego. Ja zaś nalegałem na szybkie rozwiązania personalne. Uważałem, że sytuacja po głośnym strzale prokuratora wymagała decyzji szybkiej, skutecznej i jednoznacznej. Już wtedy mówiło się, że sytuacja w której Prokurator Generalny ma ograniczone kompetencje przy powoływaniu i odwoływaniu swoich najbliższych współpracowników jest niewłaściwa. Pojawiła się opinia, że szef prokuratury powinien móc decydować przynajmniej o obsadzie stanowisk tych swoich zastępców, których kandydatur nie trzeba konsultować z ministerstwem obrony czy IPN. Wiem, że na początkowym etapie prac nad nowelizacją zakładano, że dobór tych zastępców będzie pozostawał w wyłącznej gestii Prokuratora Generalnego. Byłem totalnie zaskoczony, kiedy przeczytałem w „Rzeczpospolitej", że projekt w tej materii idzie w zupełnie innym kierunku.
Nie powinien Pan być jednak zaskoczony. Prezydent już na początku Pańskiego urzędowania pokazał że nie zamierza być jedynie notariuszem Pańskich decyzji i odmówił akceptacji dla Pańskiego wniosku o dymisje szefa pionu śledczego IPN i zarazem Pańskiego zastępcy prokuratora Dariusza Gabrela. W rezultacie pełni on swoje obowiązki do dziś.
Rzeczywiście dążyłem do zmiany na stanowisku tego mojego zastępcy, mając wsparcie ówczesnego prezesa IPN. Jednak decyzja Pana prezydenta sprawiła, że dążenie to okazało się bezskuteczne. Pokazuje to, że przy obowiązującym obecnie stanie prawnym jest to pole do generowania konfliktów. Jeśli zostaną przyjęte rozwiązania, które jeszcze bardziej ograniczą moje kompetencje w procesie kształtowania polityki personalnej pole sporu będzie jeszcze szersze.W gruncie rzeczy będzie to ograniczenie niezależności prokuratury. Proszę sobie wyobrazić, że w taki sposób jak proponuje to minister Gowin są powoływani jego zastępcy, tzn. najpierw musieliby być oni poddani opiniowaniu przez wszystkich urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości i dopiero wtedy minister mógłby wystąpić do premiera o nominację wiceministra.
Jak pan ocenia pomysły wprowadzenia pewnego rodzaju kontroli parlamentarnej nad prokuraturą.
Dzisiaj mamy pewien stan niedopowiedzenia. Posłowie kila razy prosili mnie, żebym przedstawił stan konkretnego postępowania. Szanując niezależność prokuratorów i tajemnicę postępowania nie mogłem spełnić ich życzeń co stało powodem krytyki, że lekceważę Sejm. Pomysł zatem by tę kwestię ostatecznie uregulować uważam za dobry. Propozycja by informacje Prokuratora Generalnego udzielane posłom, nie mogły dotyczyć konkretnych postępowań jest zatem godna poparcia.
Co Pan sądzi o propozycjach udzielenia przełożonym większych kompetencji wobec podwładnych.
Te rozwiązania też idą w dobrym kierunku. Jeżeli prokurator uchyla decyzję podwładnego to równocześnie przejmuje śledztwo. A to oznacza przejęcie również odpowiedzialności za konkretne postępowanie. Słuszne jest, że nowelizacja precyzuje czym dokładnie są decyzje przełożonych wobec podwładnych jeśli chodzi o czynności procesowe. Dokładnie określono co można zrobić w ramach wytycznych, poleceń i zarządzeń. To, że przełożony będzie mógł nakazać przeprowadzenie podwładnemu konkretnych czynności dowodowych jest w mojej ocenie właściwe. Mimo zasady niezależności prokuratorów, prokuratura jest równocześnie strukturą zhierarchizowaną. Jeśli prokurator przełożony ma ponosić odpowiedzialność za pracę swoich ppodwładnych to musi mieć jakieś instrumenty, które pozwolą mu korygować ich pracę.
Nie mam Pan ochoty czasem chwycić za słuchawkę i nakazać coś jakiemuś prokuratorowi?
Czasami mam. Nie dotyczyt o jednak na ogół tzw. spraw medialnych. Są to sytuacje, kiedy czytam jakiś nieudolny wywód prawny czy widzę wadliwą ocenę dowodów. Sądzę, że warto dałoby dać Prokuratorowi Generalnemu szersze kompetencje w dziedzinie podejmowania umorzonych już postępowań.
Opinia publiczna dopomina się nieustannie zaostrzenia kar. Pana poglądy w tej materii idą wbrew tej opinii.
Nie mam ambicji odgrywania roli szeryfa. Blisko ćwierć wieku bylem sędzią i nie wahałem się wymierzać surowych kar, kiedy to było konieczne. Jednak wyrok nie może być odwetem. Musi być sprawiedliwy.
—rozmawiał Cezary Gmyz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA