fbTrack

Dane gospodarcze

Gospodarki zachodu będą zwalniać, polska zyska

Rzeczpospolita
- Tempo wzrostu gospodarek Europy Zachodniej będzie gwałtownie hamować. Natomiast nasza gospodarka ma szanse systematycznie rosnąć i dogonić unijną średnią w 2025 r. - pisze Alfred Bieć, ekonomista SGH i firmy analitycznej Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC)
W świetle polskiej prezydencji w Unii Europejskiej (przypada na drugie półrocze 2011 r. – red.) warto się przyjrzeć perspektywom wzrostu gospodarczego w Europie. A nie wygląda to dobrze. Wygląda wręcz bardzo źle.
Trendy długookresowe są niepokojące szczególnie dla krajów rozwiniętych. W świecie obserwujemy niepewność dotyczącą przyszłości, brak nadziei na poprawę sytuacji połączoną z przejawami panicznego i histerycznego myślenia oraz zachowania, oczekiwanie drugiego dna kryzysu, rosnący popyt na złoto i wysokie ceny złota oraz bardzo niską inflację. Są to typowe objawy wstępujące w spadkowej fazie cyklu Kondratiewa. Jest to długookresowy, trwający około dwóch pokoleń (50 – 60 lat) cykl rozwoju gospodarczego charakteryzujący się naprzemiennie fazami przyspieszenia i spowolnienia wzrostu gospodarczego.
Według moich ocen w ostatnich kilkudziesięciu latach cykl Kondratiewa uległ skróceniu i obecnie trwa przeciętnie nieco ponad 30 lat. Przyczyną tego może być szybszy postęp techniczny niż w okresie, kiedy Kondratiew formułował swoje obserwacje, prawie 100 lat temu. Obecnie świat wszedł w fazę spadkową cyklu, która zaczęła się ok. 2000 r. i dno osiągnie ok. roku 2016. Zatem nadchodzące dziesięć lat będzie najgorszych dla wzrostu gospodarczego. Następna dobra gospodarczo dekada podobna do tej z lat 90. zdarzy się dopiero w II połowie lat dwudziestych XXI w. Ale do tego czasu przeżyjemy jeszcze dwa do czterech kryzysów podobnych do tego z lat 2008 – 2009, bo świat tak jak dotąd nękać będą cykle średniookresowe występujące przeciętnie co siedem lat plus minus trzy lata. [srodtytul]Wolniejszy wzrost[/srodtytul] Przede wszystkim wzrost gospodarczy nie będzie już tak wysoki jak w przeszłości. Szczególnie niebezpieczne ze względu na napięcia społeczne i polityczne będą te lata, w których w spadkowej fazie cyklu Kondratiewa będzie towarzyszyć kryzys średniookresowy. Może tak się zdarzyć w nadchodzących dziesięciu latach. Pojawią się silniejsze napięcia budżetowe. Programy społeczne będą musiały być odchudzone, co wywoła niezadowolenie i niepokoje społeczne oraz przesunięcia na scenie politycznej. Pojawią się silniejsze tendencje dezintegracyjne w Unii Europejskiej, kraje bogate Unii nie będą skore łożyć na nowe kraje członkowskie, niewykluczone będzie powstanie Unii dwóch prędkości. Pojawią się postawy protekcjonistyczne i budowanie barier dla międzynarodowej wymiany handlowej i inwestycji. Globalizacja może zostać zahamowana. Ale to nie koniec złych wieści. Okazuje się, że w długim okresie kraje rozwinięte tracą dynamikę wzrostową. Widać to na załączonym rysunku na przykładzie tempa wzrostu PKB dla USA. O ile między rokiem 1930 a 1946 średnioroczny PKB w USA wzrastał w tempie ok. 5 proc., o tyle 60 lat później już tylko w tempie w 2,7 proc., czyli prawie połowę wolniej, a w roku 2030 spadnie do 1,7 proc. A to oznacza, że w ciągu 100 lat tempo wzrostu w USA zmniejszy się trzykrotnie. I co ważne, tendencja do wolniejszego wzrostu jest bardzo wyraźna. W krajach Unii Europejskiej, a szczególnie w strefie euro tendencja jest podobna. Ale sytuacja jest groźniejsza niż w Ameryce, ponieważ kraje Europy Zachodniej rozwijają się o ok. 1 pkt proc. wolniej. Oznacza to, że wzrost gospodarczy w Europie Zachodniej w ujęciu wieloletnim spadnie do zera ok. 2060 roku. A dokładniej w latach 2045 – 60 średnioroczne tempo wzrostu PKB Europy Zachodniej wyniesie zero. W USA stanie się tak pod koniec tego wieku. [srodtytul]Co z Polską[/srodtytul] Na tym tle dość korzystnie przedstawia się sytuacja Polski. W latach 1980 – 1996 nasza gospodarka rosła w tempie 0,5 proc. rocznie by w latach 1993 – 2009 osiągnąć średnioroczny wzrost PKB na bardzo dobrym poziomie ok. 4,5 proc. Jeśli te tendencje się utrzymają, to polski PKB na głowę mieszkańca w kategoriach PPS (Purchasing Power Standard), tj. po uwzględnianiu różnic w poziomach cen, osiągnie średnią unijną w roku 2025 . W świetle zaprezentowanych trendów długookresowych kraje starej Unii Europejskiej wyraźnie tracą dynamikę rozwojową, a polska gospodarka jej nabiera. Jeśli tak, to pytanie brzmi: czy warto się integrować z Unią? A jeśli odpowiedź brzmi tak, bo już jesteśmy w Unii i ponieważ będziemy osiągali przewagę konkurencyjną (nasza wydajność pracy rośnie znacznie szybciej niż w krajach starej Unii, ale również szybciej niż w krajach naszego regionu) i odnosili korzyści z tego powodu, to przeformułowane pytanie brzmi: do jakiego stopnia się integrować? Należy bardzo uważać, żeby zbytnia integracja nie spowodowała, że polska gospodarka wpadnie w tory gospodarek starej Unii i będzie się zwijać zamiast rozwijać. Pewne światło na korzyści wynikające ze słabego zintegrowania ze strefą euro widać na przykładzie złotego. To, że polska była zieloną wyspą na tle Europy podczas ostatniego kryzysu, do pewnego stopnia zawdzięczaliśmy temu, że mieliśmy własną walutę, która się umacniała, gdy surowce były drogie. W ten sposób polska gospodarka mogła taniej importować i przez to oszczędzić wiele złotych . I taniała, gdy gospodarki w otoczeniu były słabe, powodując, że polski eksport mógł być konkurencyjny, a rynek wewnętrzny zyskiwał przestrzeń do sprzedaży towarów krajowych, ponieważ słaby złoty osłabiał import konkurencyjny. Dokładniejszą odpowiedź o dopuszczalnym stopniu integracji Polski z Unią Europejską można będzie sformułować, gdy znana będzie natura coraz wolniejszego tempa wzrostu krajów starej Unii.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL