fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Marianny Bocian ziemia zrozumienia

fot. JAN Bortkiewicz, 1999
Rzeczpospolita
W 1982 r. Witold Wirpsza wymieniał jej nazwisko jednym tchem z Poświatowską, Szymborską i Hartwig, twierdząc, że stanowiące klasę dla siebie polskie poetki tworzą zjawisko, być może jedyne, w całej współczesnej poezji europejskiej.
Zdaniem Jana Tomkowskiego (2003) jej „Prywatne widzenie Leśmiana” jest perłą, która „może stanowić ozdobę każdej antologii”, a „Gnoma” to „jeden z najwspanialszych tomów poetyckich minionego ćwierćwiecza”. Mało kto jednak o tym wiedział; twórczość Marianny Bocian nie wychodziła poza stosunkowo wąskie środowisko. Wydany obecnie, siedem lat po śmierci poetki, nakładem wrocławskiej Oficyny Wydawniczej Atut obszerny tom „Jasno i bogato. Utwory poetyckie” Marianny Bocian w wyborze i opracowaniu Danuty Bednarek i Eryka Ostrowskiego ze wstępem tego ostatniego staje się prawdziwym wydarzeniem, przybliżając i tę poezję, i osobę autorki szerszym rzeszom czytelników.
„Jej życiorys – pisze Eryk Ostrowski – odzwierciedla historię Polski drugiej połowy XX wieku. Pochodziła z rodziny, którą prześladowano już w latach 40., co przyspieszyło śmierć ojca. Jeśli cenzurowano twórczość, za jej książki zabierano się w pierwszej kolejności. Jeśli UB nachodziło pisarzy, ona pierwsza miała wizytę. Jeśli były aresztowania, była aresztowana. Jeśli trzeba było walczyć słowem, pierwsza ciskała. Jeśli rzucać kamieniami w ZOMO, pierwsza rzucała. Jeśli nowe postkomunistyczne czasy przekreślały dawnych bohaterów, była pierwsza na liście. Jeśli kapitalizm szedł po trupach, nie usuwała się z drogi. Jeśli trzeba było biec na pomoc, biegła pierwsza. Jeśli obowiązek i ziemia żądały ceny najwyższej, zawsze była gotowa”.
Urodziła się w 1942 roku we wsi Bełcząc na Lubelszczyźnie. Dzieliła swoje życie między Wrocław, gdzie pozostała po studiach, i rodzinną wieś. W latach 80., na przykład, udało się jej znaleźć pracę w popularnonaukowym miesięczniku „Nowator”. Gdy kończyła pracę nad numerem, wsiadała w pociąg do Lublina, stamtąd autobusem jechała do Czemiernik, skąd miała już blisko do Bełcząca, gdzie od razu szła w pole, pomagając starej i schorowanej matce. Tak wyglądały jej poetyckie podróże, za granicą była tylko raz, gdy w 1991 r. otrzymała stypendium imienia Stanisława Lama, przyznane jej przez Towarzystwo Historyczno-Literackie w Paryżu. Zobaczyła więc Luwr, ale morza nie widziała nigdy.
Przylgnęło do niej określenie „Norwid w spódnicy”, bo i poezja jej, jak Norwidowska, była najwyższej próby, a i los nie szczędził jej razów, tak jak twórcy „Promedithiona”. Nie otrzymała ani jednej znaczącej nagrody literackiej, za to dowodów zainteresowania jej osobą ze strony Służby Bezpieczeństwa miała aż nadto.
[i]„ (...) na moje milczenie pracowano z największą dbałością (...)
na moje milczenie nie szczędzono czasu ni pieniędzy
stracono więcej czasu niż zegar mojej krwi odmierzył (...)
zarobiono w donosach więcej niż warte były książki”[/i]
– napisała w wierszu opublikowanym w podziemnym tomie „scalone z rozkładu” (1978). Podziemnym, bo nie mógł liczyć na „oficjalny” druk wiersz dedykowany „tym, co pisali donosy z imprez, na których nie byłam/ tym, którzy wyzbyli mnie pracy za bycie poetą”.
Debiutowała w 1967 r. wierszem „Obraz z dzieciństwa”. Pierwszy tom „poszukiwanie przyczyny” wydała rok później pod męskim pseudonimem Janusz Bełczęcki. W sumie wydała 17 książek poetyckich, opublikowała 1200 utworów. W 1975 r. pozbawiona została prawa do pracy, przywróconego jej po trzech latach, po liście, jaki skierowała do prokuratora generalnego PRL. Została wtedy zatrudniona w dzielnicowej bibliotece dla dzieci (otwarta w grudniu 2003 roku filia Biblioteki Publicznej we Wrocławiu otrzymała imię Marianny Bocian).
W wydanym w końcu 1983 r. tomie wierszy „Odczucie i realność”, w tytułowym poemacie przepowiedziała śmierć Grzegorza Przemyka. To prawda, choć zdanie brzmi niewiarygodnie. Oto ta, kończąca poemat, strofa:
[i]„Warszawa o 7.00 rano czasu
europejskiego
brzmi w radiowozie trzeźwo mandatem za 200 złotych polskich
nic za darmo... przytomnieję...
Warszawa brzmi jak Warszawa...
ja jak ja... wlokę się
do serdecznej Baśki Sadowskiej
słyszę: niech nas w końcu przestanie dzielić
ta czerń... niech nas w końcu przestanie dzielić... ”[/i]
Pierwotny zapis wiersza różnił się tym tylko, że słowo „czerń” zapisane zostało rozstrzelonym drukiem. Tom oddany został do składu 28 stycznia 1983 r. Do druku podpisano go we wrześniu, Grzegorza Przemyka milicjanci zakatowali na śmierć w maju.
Na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego zareagowała wierszem „13 grudnia”:
[i]„znów zbrodnicza szarość
wypala nam oczy rozpaczą
znów przemeblowanie
w piekle
czyni władza zbrojnych
kanibali
kto ich urodził hordami
łowczych
na jakie owoce stworzenia
cisza wypływa
z ukamienowanych
w piekle nic się nie zmienia
idzie ze słów Witkacego
szare! idzie szare!
rodem z cara!
Ribbentropa
Mołotowa
Stara aż od carów
darowana nam tu dola
– pusty garnek i niewola”[/i]
Wbrew pozorom nie była wcale poetką jednego, narodowego tematu. Miała za sobą cykl wierszy miłosnych, poematy poświęcone cierpieniu, utwory filozoficzne. Jej późne wiersze cechuje dążenie do maksymalnej zwięzłości słowa. Przez całą tę twórczość przewija się Norwid: jako punkt odniesienia i gwiazda przewodnia.
„W 2002 roku – pisze Eryk Ostrowski – przypadała trzydziesta piąta rocznica debiutu, ale poetka nie obchodziła jej. W tym czasie była zajęta pracą nad demaskatorską książką o twórczości Czesława Miłosza, »Ostatnia rozmowa z Joanną Salamon«”. Tu warto zacytować Jana Tomkowskiego: „Bez lęku podejmowała spór z autorytetami – Różewiczem, Miłoszem. Spór przemyślany, wynikający z walki światopoglądów, a nie personalnej rywalizacji o lepsze miejsce na Parnasie. Bliższy był jej Parmenides ze swoją wizją niezmiennej kuli bytu, w której zanurzone są także stałe wartości, niż na przykład Heraklit, dowodzący płynności wszystkich rzeczy. A to znaczy oczywiście, że musiała opowiedzieć się po stronie Herberta. I przeciw Miłoszowi, rzecz jasna”.
Przyjaciele poetki są zgodni, że po premierze „Ostatniej rozmowy z Joanną Salamon” pojechała na swoją wieś, by tam umrzeć. Zmarła w nocy z 4 na 5 kwietnia 2007 r. 7 kwietnia odbył się jej pogrzeb na „ziemi zrozumienia”, jak nazwała „cmentarną czemiernicką ziemię”. Podobno, gdy przywieziono ją do szpitala w Radzyniu Podlaskim w 1996 roku, personel zachowywał się wobec niej lekceważąco. Na lekarzach nie robiły wrażenia słowa, że ta przywieziona prosto z pola pacjentka to wybitna poetka i pisarka i „że kiedyś – jak pisze Eryk Ostrowski – ta ziemia zostanie dzięki niej rozsławiona. To wszystko powtórzyło się 4 kwietnia 2007 roku – tym razem odmówiono przyjęcia poetki do tegoż szpitala, ponieważ zameldowana była we Wrocławiu. Ostatecznie zgodę wyrażono po kilku godzinach. Marianna Bocian nie przeżyła jednak nocy”.
W pierwszą rocznicę śmierci poetki Ewa Deglerowa pisała: „Była istotą niepokorną. Walczyła z komuną, z sowietyzacją narodu polskiego – słowem i czynem. Rzucała kamieniami w nacierające oddziały ZOMO podczas tłumienia demonstracji w stanie wojennym, urągała tym, którzy przyszli ją zabrać do więzienia, »zatrzymać« na 48 godzin. Z pasją atakowała wszelkie nieprawości. Nie mogła pogodzić się z tym, że wolna Polska nie jest jej wyśnioną ziemią, że tyle w niej zła, niesprawiedliwości, obojętności na los człowieczy. Bolała nad postępującą pauperyzacją społeczeństwa, nad brakiem perspektyw rozwojowych wiejskiej biedoty. Kochała Życie i Ziemię”.
Do tomu „Jasno i bogato” dołączona jest płyta z 28 wierszami Marianny Bocian w interpretacji Bożeny Adamek i Danuty Bednarek. A zdaniem Eryka Ostrowskiego jeden z najważniejszych utworów poetki, „Mater Dolorosa Poloniae”, już dawno temu powinien znaleźć się w kanonie lektur obowiązkowych. Wypada się z tym zgodzić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA