Niektórym wszystko kojarzy się z 1968 rokiem. Od rzekomej rozwiązłości po nowy zmierzch Zachodu – nieważne – dzisiejszemu zamętowi winne są wydarzenia sprzed sześciu dekad. Obecnie skojarzenie z „przeklętym rokiem”, w jego zachodniej odsłonie, wypłynęło wraz ze studenckimi protestami. Na najważniejszych uniwersytetach na świecie dochodzi bowiem do grodzenia kampusów. Mamy za sobą nawet starcia z policją. Tym razem młodzi ludzie występują z protestami przeciwko militarnej polityce Izraela wobec Palestyńczyków.
Tylko w Stanach Zjednoczonych protesty objęły ponad 130 kampusów. Ich odpowiedniki widać na wiodących uczelniach w Europie. Cambridge i Oksford, Sciences Po w Paryżu czy Uniwersytet Humboldtów w Berlinie – wszędzie pojawia się podobna lista żądań i pokrewny modus operandi. O sprawie zrobiło się szczególnie głośno, gdy władze uczelni zaczęły w końcu wzywać policję. To uruchomiło skojarzenia z dawnymi rozruchami. W końcu po usunięciu studentów z okupowanej Sorbony ruszyła lawina.
Czy powtórzy się historia z 1968 roku, gdy wskutek wojny i protestów studenckich wybory wygra republikanin?
Czego jednak w 2024 roku można żądać od władz uniwersytetów? Okazuje się, że więcej niż tylko zaprzestania działań militarnych w Strefie Gazy. Na listach studentów powraca żądanie finansowego odcięcia się od Izraela. Nie jest to małe oczekiwanie. Wiodące zachodnie uniwersytety to przedsiębiorstwa pełną gębą. Niektóre z nich inwestują w przedsiębiorstwa technologiczne związane z Tel Awiwem. Pracownicy nauki nie wiedzą teraz, co począć. Dla nikogo nie jest jasne, czy chodzi o odruch serca z cierpiącymi Palestyńczykami, czy też mamy do czynienia z antysemityzmem w przebraniu. Czy osoby, które obecnie sympatyzują z Palestyńczykami, pamiętają o izraelskich ofiarach ataku terrorystycznego Hamasu?
W USA zamęt w ocenie jest tym większy, że w pierwsze protesty włączyli się żydowscy studenci. A w tle – bagatela – są wybory prezydenckie. Dokładnie jak w 1968 roku!
Na tle wojny w Wietnamie demokraci byli skrajnie podzieleni. Na kampusach dochodziło do scen po stokroć gorszych niż obecnie. Policja sięgała po broń palną. Zginęli studenci. Splot wydarzeń sprawił, że po prezydenturę sięgnął wówczas republikanin Richard Nixon. W 2024 roku aż gotuje się od pytań, czy wojna w Gazie i protesty studentów nie zatopią kandydata demokratów jak przed laty.
Czytaj więcej
Joe Biden miał być prezydentem na jedną kadencję, ale mimo wieku walczy o drugą. To otwiera Donaldowi Trumpowi drogę do władzy.
Jeśli Joe Biden przegra jesienią 2024, do jego porażki przyczyni się o wiele więcej niż fala studenckich protestów
Analogie wiodą nas na manowce. W oczy kłuje odmienna wrażliwość protestujących. Mało ich interesuje szczególny status Izraela na tle historii Zachodu, a pojęcie „Holokaust” zostaje przez protestujących oderwane od kontekstu II wojny światowej. Ofiarą w potrzebie jest ktoś inny. Następuje odwrócenie pojęć. Francuski intelektualista Gilles Kepel uważa, iż obecne wydarzenia kruszą moralne podstawy dotychczasowego porządku międzynarodowego.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
A my? Z sondażu dla „Rzeczpospolitej” wynikało, że trzy czwarte respondentów uważa, iż Polska powinna pozostać neutralna w konflikcie w Strefie Gazy. Nie interesuje nas perspektywa ani Palestyny, ani Izraela. Odległość geograficzna nie wyjaśnia tej obojętności. Zainteresowanie wojną w Ukrainie także radykalnie zmalało. Korzystamy z dwuznacznego luksusu: w polityce zajmujemy się sobą. Dobra koniunktura geopolityczna, niechęć do ciężaru odpowiedzialności za losy świata. Co nas obchodzi rok 1968? Stajemy się perfekcyjnymi egoistami narodowymi.