„18-latkowie powinni mieć finansowaną przez państwo naukę jazdy, bo jest potrzebna w dorosłym życiu” – mówił w marcu ubiegłego roku w Płońsku Karol Nawrocki, wówczas jeszcze kandydat obywatelski na prezydenta z poparciem PiS. I choć od wyboru nowego prezydenta minął już rok, nie widać, by Karol Nawrocki podejmował jakieś działania w tym zakresie. Inna sprawa, że realizacja tych obietnic nie leży w zakresie jego kompetencji – choć może wnosić do Sejmu własne inicjatywy w tym zakresie.
Prawo i Sprawiedliwość postawiło na Karola Nawrockiego z wielu powodów. Jednym z nich było to, że miał największe szanse, by trafić do młodych ludzi. Niektórzy publicyści spekulowali wówczas, że słynne i mocno kontrowersyjne zażycie snusa na wizji podczas debaty prezydenckiej przed drugą turą wyborów było pewnego rodzaju puszczeniem oka do najmłodszego elektoratu.
Być może była to zachętą, by ci, którzy w pierwszej turze wyborów oddali swój głos na Sławomira Mentzena, zagłosowali na kandydata PiS. I rzeczywiście, na Karola Nawrockiego głosowało 53,2 proc. wyborców w wieku 18-29 lat. Jego kontrkandydat Rafał Trzaskowski zebrał w tej grupie wiekowej 46,8 proc. głosów. Frekwencja wśród młodych była rekordowo wysoka – do urn poszło przeszło 70 proc. osób w tym wieku. Ich głos w ostatnich wyborach okazał się kluczowy.
Wykluczenie transportowe młodych ludzi to dziś jeden z największych problemów mieszkańców prowincji
Dziś trudno mówić o tym, że prezydent spełnił ich oczekiwania i nadzieje. Inna sprawa, czy w ogóle mógł to zrobić ze względu na swoje kompetencje, a także czy powinien składać obietnice, które są z powodów politycznych nie do zrealizowania.
Z tych samych politycznych powodów pomysł z finansowaniem prawa jazdy był z pewnością bardzo chwytliwy dla młodych mieszkających poza dużymi ośrodkami, bo to ich najczęściej dotyka wykluczenie transportowe (dane UNICEF mówią o tym, że aż 44 proc. młodych ludzi wybiera inną szkołę średnią niżby chcieli, bo do wymarzonej nie ma dojazdu) i z pewnością trafił z tym do tych środowisk, w których PiS i Konfederacja mają największe poparcie. Tyle że obietnica ta zniknęła z prezydenckiej agendy zaraz po wyborach.
Prezydent podpisał nowelizację Karty Nauczyciela znoszącą tzw. godziny basiowe
Podobnie jak też i inne skierowane do młodych projekty np. edukacyjne. Wśród 21 obietnic Nawrockiego znalazły się punkty dotyczące „dobrej szkoły” oraz „bezpiecznego dzieciństwa bez ideologii”. Jak wyjaśniał podczas spotkań z wyborcami, miał na myśli przedmiot „edukacja zdrowotna” określany przez prawą stronę błędnie jako „wychowanie seksualne”, zakaz smartfonów w szkole czy powrót do obowiązkowych prac domowych. Paradoksalnie, te trzy punkty będą niebawem spełnione – choć żadna w tym zasługa prezydenta. Przeciwnie, to efekt negatywnej oceny działań kierownictwa resortu edukacji.
MEN pod wpływem nacisków społecznych, ale także wewnątrzkoalicyjnych zdecydowało o wydzieleniu z obowiązkowej edukacji zdrowotnej zagadnień związanych ze zdrowiem seksualnym i uczyniło te treści fakultatywnymi. W rządzie trwają także prace nad zakazem smartfonów, a prace domowe wracają tylnymi drzwiami – jeśli uczeń będzie je odrabiać, może mieć podwyższoną końcową ocenę z przedmiotu.
Czytaj więcej
Wygląda na to, że przed zbliżającymi się wyborami czujne polityczne oko Koalicji Obywatelskiej skierowało się w stronę oświaty. Tyle że przyjęta pr...
Mimo obietnic, wciąż nie ma rozwiązań skierowanych do nauczycieli
Nie zobaczyliśmy także do dziś obiecanego nauczycielom pakietu odbiurokratyzowania oświaty. „Pokażę minimalny pakiet dokumentów, który musi wypełniać nauczyciel, by prowadzić swoją misję. My dzisiaj potrzebujemy kreatywnego czasu nauczyciela dla ucznia. To też przyniesie w ciągu 4-5 lat ulgę rodzicom. Gdy znajdziemy ten kreatywny czas, to będzie trzeba mniej korepetycji dla naszych dzieci.”
Po drodze zgubił się także „edutainment”, czyli sposób uczenia w atrakcyjny sposób. Koncentrację na większej atrakcyjności przekazywanej wiedzy, nauczanie praktyczne czy projektowe zawierała reforma „Kompas Jutra”. Ustawa przygotowana przez MEN została przez Karola Nawrockiego zawetowana tuż przed Bożym Narodzeniem. „To reforma prowadząca do chaosu, ideologizacji szkoły i eksperymentowania na całych rocznikach dzieci” – ogłosił wówczas prezydent w mediach społecznościowych. Jak tłumaczył, decyzję swoją opierał na opiniach osób wypowiadających się podczas szczytu edukacyjnego zorganizowanego w Pałacu. Problem w tym, że zaproszono głównie przeciwników reformy. Finalnie nowe zasady działania szkół (choć niedoskonałe i krytykowane przez środowiska nauczycielskie) wejdą w życie rozporządzeniami.
Słynne i mocno kontrowersyjne zażycie snusa na wizji podczas debaty prezydenckiej przed drugą turą wyborów, było pewnego rodzaju puszczeniem oka do najmłodszego elektoratu
Warto przy okazji podkreślić, że prezydent podpisał nowelizację Karty Nauczyciela znoszącą tzw. godziny basiowe oraz ustawę o małych szkołach pozwalającą wykorzystywać placówki w miejscach, w których jest mało dzieci w innych celach niż edukacyjnych oraz utrzymywać je tylko dla małych dzieci. Te starsze będą dowożone do dużych szkół, w których można zorganizować edukację wyższej jakości. Dlaczego podpisał? Zapewne też dlatego, że gdyby doszło do masowego zamykania szkół, naraziłby się elektoratowi spoza dużych miast. Ale też dzięki temu utrzymał w miarę przyjazną dzieciom siatkę szkół na słabo zaludnionych obszarach kraju.
Prezydent zapewniał także, że byłby w stanie podpisać ustawę wiążącą nauczycielskie pensje z przeciętnym wynagrodzeniem, ale projekt takich rozwiązań lata temu utknął w Sejmie. Fakt, rozwiązanie jest kosztowne, budżet obarczony dużym deficytem, co wpływa na przewlekłość działań MEN związanych z pracami nad własną wersją projektu regulującego nauczycielskimi pensjami. Bo mimo upływu czasu, wciąż go nie ma.
Czytaj więcej
Miniona kampania wyborcza nie była szczególnie nastawiona na sprawy edukacyjne. Co prawda pojawiły się pojedyncze postulaty, ale nie stanowiły one...
Karol Nawrocki zapowiada także, że podpisałby ustawę podnoszącą drugi próg podatkowy. Na tym skorzystaliby m.in. nauczyciele, bo obecnie ok. 40 proc. z nich wpada w drugi próg podatkowy. Jest to skutkiem tego, że łatając braki kadrowe, wielu pracuje w wymiarze przekraczającym etat.
Prezydent w październiku ubiegłego roku powołał także Radę Młodzieży. „Oczekuję, że wasze dyskusje będą kończyły się projektami ustaw” – zwrócił się do nowo powołanych członków mówiąc np. o konieczności rozwiązania kwestii mieszkaniowych. Tu także na konkretne pomysły wciąż wszyscy czekamy.