O sile „Seven Nation Army” przekonałem się podczas comebacku The Rolling Stones w 2006 r. w mediolańskiej świątyni piłki nożnej, czyli San Siro, po tym, jak Włosi zdobyli mistrzostwo świata po kontrowersyjnym meczu z Francją, gdy w dogrywce doszło do incydentu między Marco Materazzim a Zinédine'em Zidane'em.

Reklama
Reklama

Stonesi grali największe hity. Tymczasem mediolańczycy, zamiast skandować imię boskiego Micka, w przerwach między piosenkami wyrażali swój entuzjazm, intonując „Seven Nation Army”. Być może nie wiedzieli, że utwór skomponował Jack White, ale wokalista Stonesów go znał i nieustanne śpiewanie przez widownię przeboju innego wykonawcy ewidentnie go irytowało.

Na koniec show zaprosił na scenę świeżo upieczonego złotego medalistę Materazziego – w nadziei, że zaśpiewa z nimi „Satisfaction”. Tymczasem włoski piłkarz również zaintonował „Seven Nation Army”. Na twarzy Jaggera zobaczyłem złość. Boski Mick zszedł ze sceny.

„Seven Nation Army”, hit koncertów i piłkarskich meczów

Fakty są jednak takie, że dla młodszych pokoleń riff „Seven Nation Army” może być ważniejszy niż „Satisfaction”. Ocenia się, że piosenka zarobiła dla White’a dziesiątki mln dol.. Tylko za 2 miliardy odtworzeń w Spotify mógł otrzymać do 10 mln dol., zaś z Apple jeszcze więcej – do 18 mln dol.. Wpływy z YouTube mogły przynieść dodatkowe 4 mln dol.. White sprzedał też licencje do filmów, programów telewizyjnych, gier wideo i reklam. Pobierał i pobiera opłaty licencyjne ze stadionów, motyw był bowiem używany podczas meczów Ligi Mistrzów UEFA, Mistrzostw Świata FIFA, NFL i NBA.

Czytaj więcej

Paul McCartney wraca z nową płytą. Pierwszy w historii duet z Ringo Starrem

Stonesi musieli chyba wyciągnąć wnioski z mediolańskiej lekcji, skoro nie minęły dwa lata i muzyczny świat obiegła wieść, że do nagrania koncertowego filmu oraz płyty „Shine A Light” zaprosili właśnie Jacka White’a. Za kamerą stanął Martin Scorsese. Jack wspominał, że pierwszy raz spotkał się ze Stonesami w 2002 r. Na czele duetu White Stripes otwierał ich dwa koncerty. W filmie Scorsese zaśpiewał country'ową balladę „Loving Cup”.

– Nie mam marzeń wielkich gwiazd rocka – wyznał kiedyś. – Nawet jeśli będę sławny, chciałbym grać w małych klubach, ponieważ lepiej się tam czuję. Łatwiej mi się rozwibrować w takiej kameralnej atmosferze. Nie potrzebuję też stałego dopływu dużych pieniędzy. Kasa to sprawa drugorzędna. Najważniejsza jest muzyka.

I dlatego zobaczymy go w Stodole oraz Studio, choć grał też na największej scenie Glastonbury.

Jack White na czele The White Stripes

Gwiazda Jacka White’a zaczęła błyszczeć na czele White Stripes, duetu stworzonego z Meg White, który stał się najważniejszym garażowym zespołem rocka XXI wieku. I wzorem dla duetów The Black Keys, Royal Blood, The Kills, ale też Arctic Monkeys i The Hives. Debiutowali w 1999 r. Pierwsze dwie płyty wydali na własny koszt. Teraz Jack nie ma kłopotu z pieniędzmi. Lekką rączką przeznaczył 150 tysięcy dol. na renowację parku w Detroit, gdzie w dzieciństwie uczył się grać w baseball.

Kiedy White Stripes pojawili się w Polsce po raz pierwszy na Festiwalu Open’er w 2005 r., na scenie biało-czerwone były wzmacniacze, gitary, perkusja, dywan, meksykański strój Jacka, a nawet paprocie! – Jak się macie?! – Jack krzyknął łamaną polszczyzną. – Jestem Polakiem, a to jest moja starsza siostra Meg!

Na koncert przyleciała też siwiuteńka mama Jacka. Jack jest dzieckiem z biednej, wielodzietnej rodziny. Jego polscy dziadkowie przybyli do Ameryki z Krakowa. Mama z domu Bandyk wyszła za Szkota. Rodzice pracowali w kościele Najświętszego Zbawiciela w Detroit, największej katolickiej parafii w Ameryce Północnej. Ojciec był głównym administratorem archidiecezji, matka – sekretarką kardynała Edmunda Szoki, syna polskich emigrantów, który został przewodniczącym papieskiej Komisji ds. Państwa Watykańskiego. To Szoka ściągnął do Detroit Jana Pawła II, a Jack ma z papieżem pamiątkowe zdjęcia.

Czytaj więcej

Dzikość serca i rocka

Zamiłowanie do klasycznego rocka i bluesa, a także technologii retro zawdzięcza ojcu, który budował zestawy głośnikowe, reperował radioodbiorniki, słuchał muzyki z płyt winylowych i magnetofonów szpulowych.

Poloników doczekaliśmy się na kolejnej płycie White Stripes „Icky Thump” (2007). Książeczka ilustrowana jest zdjęciem kolumny Zygmunta i podpisana cytatem z Jana Pawła II: „Pamiętajcie o tym, że jesteście Polakami i że w waszych sercach gra muzyka”.

Jack White komponował dla Bonda, grał z The Edge z U2 i Jimmym Page'em

Kolejnym zaproszeniem na muzyczny szczyt była propozycja skomponowania wiodącego szlagieru „Another Way to Die” do przygód Jamesa Bonda „Quantum of Solace”. White zaśpiewał ją z Alicią Keys, wówczas młodą gwiazdą czarnej muzyki. Na plan teledysku „Another Way to Die” wyznaczono Toronto, ponieważ Jack White był już wtedy zaangażowany w kolejny prestiżowy projekt – film dokumentalny „It Might Get Loud” Davisa Guggenheima poświęcony fenomenowi gitary. Zostało do niego zaproszonych tylko trzech muzyków – White, the Edge, gitarzysta U2 i Jimmy Page, założyciel Led Zeppelin. Reklamówka mówi wszystko: „Trzy ikony rocka”.

– Nie mam marzeń wielkich gwiazd rocka. Nawet jeśli będę sławny, chciałbym grać w małych klubach, ponieważ lepiej się tam czuję. Łatwiej mi się rozwibrować w jakiej kameralnej atmosferze. Nie potrzebuję też stałego dopływu dużych pieniędzy. Kasa to sprawa drugorzędna. Najważniejsza jest muzyka.

Jack White

Film opowiada o różnych podejściach do grania, muzycznych brzmień i inspiracjach. Jack wspomina, jak pieniądze na pierwszy instrument zarobił, pomagając w transporcie lodówki. Udowadnia też, że wcale nie trzeba kupować gitary. Na oczach kamery montuje ją z kawałka drewna, drutu i słoika. Wspomina, że nigdy nie chciał zostać gitarzystą – bo marzyli o tym wszyscy. A kiedy już zmienił zdanie, postanowił wyróżniać się prostotą.

– Lubię instrumenty trudne do opanowania – powiedział. – Wolę to od pokazywania, jak łatwo mi się gra. Nie lubię też gitarowych gadżetów, bo nie tworzą żadnego muzycznego dziedzictwa. Moja rada brzmi: zrezygnuj z trzech strun i graj głośniej!

„It Might Get Loud” nie wyczerpuje filmowego dorobku Jacka White’a. Wcześniej zagrał w fabule „Wzgórze nadziei” z Nicole Kidman, Donaldem Sutherlandem i Jude Law. White wystąpił też w kolejnej odsłonie „Kawy i papierosów” Jima Jarmuscha. W komedii „Walk Hard” fantastycznie parodiował Elvisa Presleya.

Jack White i jego przyjaźń z Bobem Dylanem

W postawie White’a silnie daje znać o sobie fascynacja Bobem Dylanem. Bob Dylan w Jacku wyczuł bratnią duszę, podobną wrażliwość i temperament. Zaprosił go do udziału w koncercie w Nashville, a także do skomponowania muzyki do tekstów pozostawionych przez zmarłą gwiazdę country Hanka Williamsa. Jack nie kryje, że pierwszy koncert, na jaki poszedł w życiu, to był właśnie występ Boba. Miał wtedy dziesięć lat.

- Lubię instrumenty trudne do opanowania. Wolę to od pokazywania, jak łatwo mi się gra. Nie lubię też gitarowych gadżetów, bo nie tworzą żadnego muzycznego dziedzictwa. Moja rada brzmi: zrezygnuj z trzech strun i graj głośniej!

Jack White

White jest zakochany w bluesie, ale równie chętnie gra folk i nie stroni od dźwięków country. Uwielbia biblijne cytaty i alegorie, a także stroje w stylu western i maskarady. Podobnie jak Dylan starał się ukrywać swoje życie prywatne przed mediami, co w dobie internetu jest coraz trudniejsze. Meg przedstawiał jako siostrę, tymczasem była jego żoną, którą poznał w barze i nauczył grać na perkusji. Rozwiedli się w 2000 r.

Jack White słynie też z kreowania barwnej oprawy premier swoich płyt, koncertów i związanych z nim wydarzeń. Kolekcjonowanie takich doświadczeń nie dziwi u artysty, którego ulubionym filmem jest arcydzieło Orsona Wellesa „Obywatel Kane”. Oglądał go ponad pięćdziesiąt razy. Bohater filmu, medialny gigant, kolekcjonował w swoim skarbcu Xanadu intrygujące pamiątki. W życiu White’a też wszystko musi być wyjątkowe, designerskie, tak jak kupiony niedawno dom zaprojektowany przez George’a Nelsona, amerykańskiego guru modernizmu.

Czytaj więcej

Metallica zagrała hit Perfectu. Stadion Śląski oszalał

– Czuję się jak kustosz, który opiekuje się pięknem i zachowuje je dla przyszłych pokoleń – powiedział.

W sejfie White’a przechowywane jest pierwsze wydanie komiksu o Supermanie z 1938 r., warte ponad 3 mln dol.. – Jeśli kupuję pierwsze nagranie Elvisa Presleya, jest ono dla mnie o wiele bardziej wartościowe niż inwestycja w British Petroleum – uważa.

Jack White i renesans winyli. W Polsce zagra „Seven Nation Army”

Obecnie White jest jedną z najbardziej charyzmatycznych i wpływowych postaci światowej sceny niezależnej, także poprzez działalność promującej od lat winyle wytwórni Third Man. Była jedną z jaskółek renesansu czarnych płyt. Zakupił dla niej pierwszą nową tłocznię płytową wyprodukowaną w ciągu ostatnich sześciu dekad. Obecnie ma w katalogu około 900 tytułów i rekordy sprzedaży: „Lazaretto” White’a sprzedało się w ponad 200 tys. egz.

White lubi zmiany. Nagrywał też na czele The Dead Weather i The Raconteurs. Nagrywa też solo. Tak powstał najnowszy album „No Name”, na którym gra trzecia żona Jacka, gitarzystka Olivia Jean, z którą wziął ślub w 2022 r. na scenie Masonic Temple w rodzinnym Detroit.

Podczas koncertu w litewskiej Siguldzie 30 maja White zagrał siedem hitów White Stripes, w tym „Seven Nation Army” i „Hotel Yerba” i „Steady, As She Goes” The Raconteurs. Bis składał się z 6 kompozycji. Podobnie może być w Polsce.

Koncert Jacka to doświadczenie bez telefonu. Aparaty pozostaną w depozycie. Organizatorem koncertu jest Alter Art, producent Open'era.