Pięć lat temu menedżer Paula McCartneya zapytał go: „Czy chcesz poznać Andrew Watta?”.
Niewtajemniczonym trzeba wyjaśnić, że to młody, 36-letni producent i multiinstrumentalista, który najpierw mając na koncie nagrania z młodymi gwiazdami, m.in. z Post Malone, zajął się produkcją płyt starszych gigantów, m.in. Ozzy’ego Osbourne’a, potem Pearl Jam, Iggy’ego Popa, The Rolling Stones, a ostatnio właśnie Paula McCartneya. Mówiąc wprost, jest depozytariuszem muzycznych sekretów największych rocka.
Paul McCartney i Andrew Watt
Pytanie menedżera Paula zaowocowało spotkaniem z herbatką.
– Spodobał mi się – wspomina McCartney. – Usiedliśmy, pogadaliśmy, a potem zaczęliśmy grać. Trafiłem w jakąś dziwną nutę, nie mając pojęcia, co to jest. Potem nagle mieliśmy sekwencję trzech akordów, a Andrew powiedział: „Powinniśmy to nagrać”. Pomyślałem, że robi się ciekawie i zastanawiałem się, kogo powinniśmy zatrudnić do gry na perkusji. Wiedziałem, że Andrew współpracował z Chadem Smithem, więc zapytałem, czy powinniśmy go zatrudnić. Andrew odpowiedział jednak, że to ja powinienem zagrać na perkusji. Kontynuowaliśmy więc pracę tylko we dwóch i tak powstało otwierające album „As You Lie There”. Dobrze się bawiliśmy jak mali chłopcy w piaskownicy. Myślę, że głównymi atutami Andrew są ogromny entuzjazm i muzykalność. Poza tym szybko się uczy.
Pierwsza kompozycja jest ostra, rockowa Paul nie ukrywa, że nagrał album bardzo sentymentalny, oparty na wspomnieniach, przede wszystkim o Liverpoolu czasów dziecięcych i nastoletnich, jeszcze przed Beatlesami.
Czytaj więcej
The Rolling Stones powrócą płytą „Foreign Tongues”, która ukaże się 10 lipca. Przedsmak daje singiel „In the Stars”. Na płycie ponownie gra Paul Mc...
– Tytuł albumu „The Boys of Dungeon Lane” pochodzi z piosenki „The Days We Left Behind”, a kiedy ją pisałem – myślałem właśnie o tych dniach, które zostawiłem za sobą, a nie ma się zbyt dużego wpływu na to, który fragment przeszłości podpowiada pamięć. – tłumaczy Paul. – Często zastanawiałem się, czy piszę tylko o przeszłości? Ale potem zadałem sobie pytanie: jak można pisać o czymkolwiek innym? Chyba że jest się pisarzem science fiction. Po prostu mam mnóstwo wspomnień z Liverpoolu. W piosence pojawia się John i Forthlin Road, przy której kiedyś mieszkałem. Dungeon Lane jest niedaleko.
Paul wspomina, że ilekroć jadzie do Liverpoolu na lotnisko, korzysta z tylnego wejścia, które znajduje się właśnie przy ulicy Dungeon Lane.
– Pamiętam to miejsce z dzieciństwa, często wychodziłem tam z domu, sam, tylko z moją małą książką o ptakach – mówi McCartney. – Miałem wtedy niewiele ponad 10 i szedłem Dungeon Lane, prowadzącą nad brzeg Mersey Shore. Obserwowałem tam ptaki, m.in. wzbijające się w powietrze skowronki, co jest bardzo spektakularnym, pięknym zjawiskiem. Ale mam też takie wspomnienie związane z Dungeon Lane, że napadło tam na mnie kilku facetów i zabrali zegarek. To wtedy postanowiłem: „Uczę się karate” i zgłosiłem napaść na policję, która znalazła agresorów, a gdy sprawa trafiła do sądu, musiałem zeznać: „Tak, to byli faceci z Dungeon Lane”. Choć, oczywiście, nie wszyscy byli tacy jak oni.
Dobrze się bawiliśmy jak mali chłopcy w piaskownicy. Myślę, że głównymi atutami Andrew są ogromny entuzjazm i muzykalność. Poza tym szybko się uczy.
McCartney i Ringo: ich pierwszy duet
„Home To Us” był z początku utworem pisanym dla Ringo. Kiedy Paul pracował z Wattem, zaczął słuchać partii bębnów, nagranych przez Ringo i starał się sobie przypomnieć, z której części Liverpoolu jego przyjaciel pochodzi.
– Z Dingle, czyli dość zaniedbanego miejsca! – mówi Paul. – Ale wtedy nie myśleliśmy o tym w ten sposób. Ja też mieszkałem w dość biednej okolicy, ale interesowała nas zabawa i kumple. Wszystkie nasze miejsca były bardzo surowe, ale to był nasz dom, dla nas coś ważnego, a także wszyscy ludzie wokół nas i związane z tym poczucie humoru.
Kiedy piosenka była gotowa, Paul wbrew sugestiom Watta postanowił ją wysłać Ringo z myślą o wspólnym śpiewaniu.
- Mamy przecież podobne liverpoolskie pochodzenie, z klasy robotniczej, która nie miała dużo pieniędzy – dodaje Paul. – Zaśpiewaliśmy w duecie, czego nigdy wcześniej nie robiliśmy. Potem pomyśleliśmy, że przydałyby się chórki i wpadłem na pomysł, że fajnie byłoby usłyszeć dziewczyny. Chrissie Hynde powiedziała, że się tym zajmie, co zrobiła ze swoją kumpelką Sharleen Spiteri.
McCartney i podróże z Harrisonem na południe
„Down South” to kolejna porcja wspomnień, tym razem o Johnie i George'u, o czasach, kiedy razem z Paulem jeździli oni autostopem w czasach przed Beatlesami.
– Dostałem cynk, że trzeba zacząć w Chester, bo tamtędy przejeżdżają wszystkie ciężarówki, jadące prosto na południe. Tam właśnie poszliśmy. A gdy w czasie wycieczek zabrakło nam pieniędzy – odwiedzaliśmy naszych kuzynów na południu. W piosence jest tylko kilka wspomnień z podróży z George'em, a powinno być jeszcze jakieś 50 zwrotek, bo przygód mieliśmy wiele.
Czytaj więcej
Piotr Beczała zaśpiewa 27 maja w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej. Na scenie tej ostatni raz pojawił się w 2021 r. Na jedyny w tym roku koncert w W...
„Salesman Saint” opowiada o trudnych czasach II wojny światowej, kiedy rodzice musieli sobie radzić z lękiem przed bombardowaniami, gdy urodziło się im dziecko, czyli Paul.
Piosenka miłosna „We Two” została nagrana na czterościeżkowym Studer Machine, na którym zarejestrowano m.in. „A Day In The Life”. Metoda nagrywania była dość mozolna. Trzeba było osobno nagrać dwa instrumenty i połączyć na jednej ścieżce, na kolejnej dodając m.in. orkiestrę.
McCartney wspomina Los Angeles, The Eagles i Joni Mitchell
Są też na płycie historie bliskie współczesności. „Life Can Be Hard” to wspomnienie pandemii COVID-19, gdy w domu McCartneyów przebywało małe dziecko kuzynki, które polubiło melodię Paula. Tytuł jest ostrzeżeniem, ale też tchnie nadzieją, że trudności można pokonać.
„Mountain Top” jest inspirowany muzyczną pasją żony Paula, która uwielbia chodzić na koncerty, a co roku na festiwal Glastonbury.
– Tak zacząłem fantazjować o młodej dziewczynie, która ma tam tripa, a jej odczucie magii wystrzeliło w kosmos.
Czytaj więcej
11 lutego 1963 roku The Beatles zarejestrowali pierwszy album „Please Please Me”. Sesja nagraniowa trwała dziewięć godzin i 45 minut w Abbey Road S...
Mamy też dwie muzyczne wyprawy poza Liverpool.
– Kiedy mieszkałem w Los Angeles, zawsze podobała mi się aura Laurel Canyon i mieszkających tam muzyków, Joni Mitchell i jej przyjaciół. The Eagles spędzali razem czas, upijając się i grając na gitarach. Właśnie ten klimat zapoczątkował „Never Know”. Mam nadzieję, że moje brzdąkanie gitar w „Never Know” przypomina trochę klimat Laurel Canyon.
Wszystkie nasze miejsca były bardzo surowe, ale to był nasz dom, dla nas coś ważnego, a także wszyscy ludzie wokół nas i związane z tym poczucie humoru.
Z kolei „First Star Of The Night” to wspomnienie zaskakującego deszczu podczas tournée po Ameryce Łacińskiej.
- Mam nadzieję, że ludzie pokochają te piosenki, one zaś zaprowadzą ich do miejsca, w którym poczują radość. Taki jest mój cel – spróbować stworzyć coś, co ludziom się spodoba, a im bardziej im się to spodoba, tym bardziej będę szczęśliwy – komentuje Paul, który 18 czerwca skończy 84 lata, kiedyś zaś martwił się, czy będzie akceptowany, gdy skończy 64.