W poniedziałek rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało komunikat, w którym zapowiedziało systematyczne uderzenia na ukraińskie przedsiębiorstwa przemysłu obronnego w Kijowie. Ma być to odpowiedź na atak, do którego doszło w ostatni piątek w Starobielsku. „Ostrzegamy cudzoziemców, w tym personel misji dyplomatycznych i przedstawicielstw organizacji międzynarodowych, o konieczności jak najszybszego opuszczenia Kijowa, a mieszkańców ukraińskiej stolicy – przed zbliżaniem się do obiektów infrastruktury wojskowej i administracyjnej reżimu Zełenskiego” – zaznaczano.

Do sprawy odniósł się we wtorek szef MSZ Radosław Sikorski, który zaznaczył, że Polska „nie da się zastraszyć”. 

Czytaj więcej

Rosja wydała pilny komunikat. Sugeruje, że cudzoziemcy powinni natychmiast opuścić Kijów

Radosław Sikorski: Rosja słabnie, Ukraina nie da się zastraszyć

We wtorek ambasador Rosji w Polsce Gieorgij Michno został wezwany do MSZ. - Usłyszał, że niedopuszczalne jest grożenie ewidentnie cywilnym celom, jakimi są budynki rządowe czy siedziby przedstawicielstw dyplomatycznych - powiedział Sikorski. - Razem z całą Europą protestujemy. Jeśli nasza ambasada ucierpi – tak, jak ucierpiała w przeszłości – będziemy uznawać, że to są świadomie podjęte decyzje - dodał.

- Rosja próbuje zastraszyć po pierwsze Ukraińców, po drugie ukraińskie władze, a po trzecie także legalnie przebywających tam obcokrajowców. My się na taki szantaż i takie zastraszanie nie godzimy. Po tych groźbach zresztą pojechała do Kijowa minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz - przyznał Sikorski. - Poprzedni rząd, żeby było jasne, potrafię pochwalić. Ambasador RP Bartosz Cichocki wtedy, gdy inne ambasady się ewakuowały z Kijowa na początku wojny do Lwowa, pełnił misję nadal - zaznaczył. 

Polityk zapytany został, czy bierze pod uwagę ewakuację polskich dyplomatów z Ukrainy. - To się oczywiście zdarza. Przecież założyłem – jeszcze poprzednio będąc ministrem – nasz konsulat na Krymie w Sewastopolu, który był nieocenionym źródłem wiedzy. Bo przewidzieliśmy, że to będzie punkt zapalny. Tak samo ustanowiliśmy konsulat w Donbasie, w Doniecku. I obydwa musiały być ewakuowany, ten krymski w dramatycznych okolicznościach - powiedział szef MSZ. 

- Chory człowiek z rewolwerem nadal jest człowiekiem z rewolwerem. Rosja słabnie, nie jest w stanie osiągać swoich celów, ale to nie znaczy, że nie może kąsać. A to, co robi, to jest właśnie takie kąsanie – zaznaczył Radosław Sikorski. - Nie sądzę, by przedłużający się konflikt był na rękę Rosji. Rosja chciała podporządkować sobie Ukrainę w trzy dni, a walczy jedenasty rok, to nie jest sukces. Tak, jak nie zastraszyła prezydenta Zełenskiego, kiedy rosyjskie czołgi były na przedmieściach Kijowa, tak teraz jestem przekonany, że nie zastraszy Ukrainy – dodał. 

Czytaj więcej

Pilny apel Rosji i szybka reakcja polskiego MSZ. „Traktujemy to jako agresję”

MSZ reaguje na zapowiedzi Rosji

MSZ już wcześniej zareagował na komunikat Rosji dotyczący uderzeń na Kijów. 

„W związku z oświadczeniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej wzywającym cudzoziemców, w tym dyplomatów, do niezwłocznego opuszczenia Kijowa w związku z planami przeprowadzenia ataków na cele militarne i centra decyzyjne, Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP oświadcza, że niezmiennie traktuje wszelkie ataki na Ukrainę, w tym na obiekty i ludność cywilną, jako akty nieuzasadnionej agresji, niosące za sobą ogromne ofiary ludzkie i infrastrukturalne” – czytamy we wpisie opublikowanym w serwisie X.

„Skoro Rosja, jak sama deklaruje, nie prowadzi wojny tylko tzw. „specjalną wojenną operację”, która w założeniu powinna mieć zasięg ograniczony do obiektów militarnych, to jakiekolwiek ataki na inną infrastrukturę, w tym przedstawicielstwa dyplomatyczne powinny być traktowane jako akty nieprzyjazne” – wskazano. „Każdy przypadek uderzenia w polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne będziemy traktowali w związku z tym jako celowy i zamierzony” – zaznaczono w komunikacie. 

Jak podkreślono, „działania Federacji Rosyjskiej rodzą poważne konsekwencje prawno- międzynarodowe deprecjonując po raz kolejny rolę tego państwa jako stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ”. „Wzywamy Rosję do natychmiastowego zaprzestania nieuzasadnionej i bezprawnej agresji oraz do przestrzegania zobowiązań i traktatów międzynarodowych” – dodano.

Rosyjskie MSZ reaguje na atak w Starobielsku. Grozi atakami na Kijów

We wcześniejszym komunikacie Rosjanie skomentowali „uderzenia ukraińskich formacji zbrojnych na ludność cywilną Rosji”. Tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych odniosło się w ten sposób do ataku przeprowadzonego w nocy 22 maja z użyciem bezzałogowych statków powietrznych na budynek dydaktyczny oraz akademik kolegium Ługańskiego Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego w Starobielsku, na terenie Ługańskiej Republiki Ludowej.

W oświadczeniu atak określono „krwawym” i stwierdzono, że to kolejny dowód na „nazistowską i terrorystyczną istotę kijowskiego reżimu”. Według resortu władze Ukrainy celowo uderzają w cywilów i „nie zatrzymują się przed zimnokrwistym zabijaniem dzieci”.

W oświadczeniu znalazły się też zarzuty pod adresem władz Ukrainy oraz państw zachodnich wspierających Kijów. Rosyjskie MSZ stwierdziło, że „junta Zełenskiego i jej zachodni sponsorzy” – dostarczający ukraińskim siłom zbrojnym uzbrojenie – pokazali „rażące lekceważenie norm międzynarodowego prawa humanitarnego”. Resort ocenił, że doszło do bezpośredniego naruszenia Konwencji genewskich z 1949 r. oraz protokołów regulujących ochronę ludności cywilnej podczas konfliktów zbrojnych. W komunikacie wspomniano także o Konwencji o prawach dziecka z 1989 r. oraz innych aktach prawa międzynarodowego.

Rosyjskie MSZ oświadczyło, że „wszystko to przelało czarę cierpliwości”. W związku z tym – jak przekazano – Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej mają rozpocząć „konsekwentne i systemowe uderzenia na przedsiębiorstwa ukraińskiego przemysłu obronnego w Kijowie”. Według komunikatu celem mają być zarówno centra decyzyjne, jak i punkty dowodzenia. Ze względu na to, że obiekty te znajdują się w różnych częściach Kijowa, zalecono obcokrajowcom – w tym personelowi misji dyplomatycznych i przedstawicielstw organizacji międzynarodowych – by jak najszybciej opuścili miasto. Mieszkańcom stolicy Ukrainy zalecono zaś, by nie zbliżali się do obiektów infrastruktury wojskowej i administracyjnej.