Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są kulisy sądowej decyzji, która zablokowała zmianę nazwy partii Grzegorza Brauna.
  • O ile punktów procentowych miało wzrosnąć poparcie partii i jaki inny problem miała rozwiązać nowa nazwa.
  • Dlaczego personalizacja ugrupowań politycznych stała się popularnym narzędziem na polskiej scenie politycznej.
  • Jakie ryzyko wiąże się z tą strategią i które partie straciły na jej zastosowaniu.

O tym, że partia  europosła Grzegorza Brauna ma zmienić nazwę, poinformował na początku czerwca Tomasz Sommer, redaktor naczelny „Najwyższego Czasu”, wspierającego Brauna. – Oczywiście rewolucji nie będzie. Zamiast Konfederacja Korony Polskiej (KKP) będzie Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna – ujawnił w mediach społecznościowych. Do tego jednak póki co nie dojdzie, bo zmianę zablokował sąd.

Czytaj więcej

Sondaż dla „Rzeczpospolitej”. Grzegorz Braun wprowadziłby do Sejmu 54 posłów

I rzeczywiście, jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, 20 maja do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął wniosek o zmianę nazwy partii. – Wniosek został oddalony postanowieniem z 22 czerwca 2026 r. Postanowienie nie jest prawomocne – informuje „Rzeczpospolitą” Sylwia Urbańska‑Tkocz, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie. Powód? Sąd nam go nie podał, tłumacząc, że motywy rozstrzygnięcia zostaną wskazane w pisemnym uzasadnieniu orzeczenia, które nie zostało jeszcze sporządzone. Na nasze pytanie w tej sprawie nie odpowiedziała też KKP. Wiadomo jednak, że złożyła wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia postanowienia, co jest warunkiem do wniesienia apelacji.

Po co w ogóle miała zmienić nazwę? – Decyzję poprzedziło badanie sondażowe, z którego wynikało, że partia z nazwiskiem lidera w nazwie może liczyć na nieco lepszy wynik – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” Tomasz Sommer.

0,5 pkt proc,

miał wynieść bonus dla partii w związku ze zmianą nazwy

O tym, ile mógłby wynieść bonus, ujawnił w rozmowie z „Najwyższym Czasem” sam lider formacji Grzegorz Braun: pół punktu procentowego. Jednak zaznaczył, że warto o to walczyć. – Te pół procenta może się przełożyć na zdolność do przechylania szali w szerokim układzie parlamentarnym i dlatego nie wolno nam tego zlekceważyć – mówił.

Wyjaśnił też, że część wyborców po prostu wciąż myli dwie konfederacje: jego ugrupowanie z Konfederacją Wolność i Niepodległość, kierowaną przez m.in. Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. – Ciągle jeszcze są tacy mili nasi rodacy Polacy, dobrzy patrioci, którzy, można powiedzieć, w natłoku, w nawale przeoczyli perturbacje, które zachodzą na polskiej scenie politycznej, i przeoczyli to, że owszem, była kiedyś współtworzona przez nas Konfederacja Wolność i Niepodległość, no ale to już jest przeszłość – mówił Braun, dodając, że dzięki zmianie nazwy wyborcy nie pomylą się już przy urnach.

Partie z nazwiskiem lidera zaczęły się pojawiać w 2011 r. Trend zapoczątkował Janusz Palikot

Podobnym tropem myślenia idzie coraz więcej polskich polityków. Pierwszym był Janusz Palikot, tonący obecnie w długach biznesmen, mający poważne problemy prawne, który w 2011 r. wydawał się być jeszcze objawieniem polskiej polityki. Wszedł wówczas do Sejmu ze swoją partią, stosując nowatorski jak na tamte czasy zabieg: nazwisko lidera w nazwie. Nazywała się Ruch Palikota, a w wyborach w 2011 r. uzyskała 10 proc. głosów, co pozwoliło na wprowadzenie do Sejmu 40 posłów.

Czytaj więcej

Janusz Palikot wyszedł z aresztu. Uzbierał 2 mln zł, ma kilkaset milionów długu

Sukces Palikota spowodował, że cztery lata później w szranki stanęły już aż trzy komitety z nazwami nawiązującymi do nazwisk liderów: Kukiz’15, kierowany przez Pawła Kukiza (niebędący jeszcze wówczas partią polityczną), Nowoczesna Ryszarda Petru oraz Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja, której akronim KORWiN nawiązywał do nazwiska jej prezesa Janusza Korwin‑Mikkego. Ta ostatnia była bliska przekroczenia progu wyborczego, a do Sejmu dostały się dwie pierwsze formacje. Kukiz’15 wywalczył 42 mandaty, a Nowoczesna – 28.

W wyborach z 2019 r. partii z nazwiskami liderów w nazwach wyjątkowo nie było, za to pojawiło się takie ugrupowanie przed elekcją 2023 r. – Polska 2050 Szymona Hołowni, która wprowadziła 33 posłów. Wcześniej swoich szans w polskiej polityce szukały też Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina, jednak bezskutecznie.

Partie z nazwiskami liderów w nazwach odniosły spektakularne sukcesy, ale żadna nie przetrwała w Sejmie dłużej niż jedną kadencję

Skąd ta moda na nazywanie partii nazwiskami przewodniczących i prezesów? – Bo to działa. Między sondażami, w których przy nazwie partii podaje się nazwisko lidera, i tymi, gdzie się tego nie robi, są często istotne różnice – mówi Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej.

– Celem tego zabiegu jest to, by popularność i zalety przypisywane danej osobie stawały się atutami całej partii – wyjaśnia politolog z UW prof. Rafał Chwedoruk. – To kopiowanie wzorców zza oceanu. Amerykańska kultura nastawiona jest na indywidualny sukces, a polityka jest spersonalizowana, co jest modelem rozlewającym się na cały świat. Chcieliśmy Ameryki, no to ją mamy – ocenia ekspert.

Uwzględnienie nazwiska lidera w nazwie niesie spore ryzyko - przestrzega ekspert

Zdaniem Chwedoruka wiązanie partii z nazwiskiem lidera niesie ze sobą jednak spore ryzyko, bo jego osobiste problemy odbijają się na całej formacji. Przykładem może być Nowoczesna Ryszarda Petru, która straciła poparcie wskutek afery wokół wyjazdu przewodniczącego do Portugalii w czasie sejmowego protestu opozycji. Na polityczne dno poszły też inne sejmowe partie z nazwiskiem lidera w nazwie. Ta, która dostała się do Sejmu w ostatnich wyborach, Polska 2050 Szymona Hołowni, pod koniec marca sądownie zmieniła nazwę na Polska 2050 Rzeczypospolitej Polskiej i ma obecnie poparcie poniżej progu wyborczego.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Podzwonne dla Szymona Hołowni, Polska 2050 zniknie. Co było jej grzechem nr 1?

Czy Braun, zmieniając nazwę partii, dużo więcej ryzykuje? Zdaniem prof. Chwedoruka, nie ma on wyboru, bo nazwa Konfederacji Korony Polskiej jest słabo wypromowana. – Poza tym pojęcie „korona” z niczym się w Polsce nie kojarzy. Monarchistyczne odniesienia nie mają żadnych odniesień do bieżącej polityki – dodaje.

To, czy partia Brauna wystartuje pod nową nazwą, zależeć będzie więc od tego, czy do wyborów uda się jej uzyskać prawomocne orzeczenie sądowe. Tomasz Sommer mówi, że jest zaskoczony decyzją sądu, która świadczy o tym, iż „Korona jest przez te władze sekowana w rozmaity sposób”.