„Kompas Jutra” — reforma systemu edukacji wchodzi w życie w I i IV klasie szkoły podstawowej oraz w przedszkolach od września. Ma spowodować, że nauka będzie bardziej praktyczna, a szkoła — wspierająca i inspirująca. Jakoś trudno uwierzyć w bajkę o systemie oświaty.

To, czy będzie bajka, zależy w dużym stopniu od nauczycieli. My chcemy tylko wskazać pedagogom kierunek, stąd właśnie nazwa „Kompas Jutra”. Zmianę zaczęliśmy od diagnozy Instytutu Badań Edukacyjnych. Potwierdziły się w niej wnioski z badania PISA: w dalszym ciągu jesteśmy w górnej części krajów OECD, ale spadliśmy najbardziej ze wszystkich — to kwestia likwidacji gimnazjów i pandemii. Równocześnie okazało się, że tylko 26 proc.  polskich uczniów mówi, że chce się uczyć nowych rzeczy w szkole. Dla porównania w Portugalii ten odsetek wynosi 73 proc. W tej kategorii mamy ostatnie miejsce w Unii Europejskiej. To wszystko pokazało nam, że polska szkoła musi być wymagająca — ale równocześnie bardziej inspirująca i w większym stopniu oparta na wiedzy praktycznej. 

Reklama
Reklama

Przeciwnicy reformy wskazują jednak na obniżenie poziomu nauczania. Jako przykład podają wycofanie całości „Pana Tadeusza” z kanonu obowiązkowych lektur w podstawówkach. Mówią też, że dzieci będą grzebać w ziemi zamiast się uczyć.

Odkłamujmy mity. Stawiamy na szkołę wymagającą — taką, która uczy, w tym wiedzy wynikającej z teorii. Ale chcemy tę teorię ilustrować praktyką.

Weźmy choćby pod uwagę zmiany dotyczące przyrody, która będzie teraz nauczana od klasy czwartej do szóstej, trzy godziny tygodniowo. Zakładamy też, że przynajmniej dwie lekcje muszą być połączone w jednym bloku.  

Przyroda obejmie treści z biologii, geografii, fizyki i chemii. Dlaczego? Bo wiele zjawisk ma charakter interdyscyplinarny. Na przykład, ucząc o porach roku, można mówić jednocześnie o obiegu ciał niebieskich, cyklu rozwojowym roślin czy zmianach stanu skupienia. Jeżeli będziemy rozmawiać z dzieckiem dziesięcio- lub jedenastoletnim w taki sposób, to łatwiej mu będzie przyswoić wiedzę. I taka lekcja będzie zapamiętana na dłużej.

Druga ważna zmiana to zajęcia praktyczno-techniczne — po dwie godziny tygodniowo w klasach czwartej, piątej i szóstej.  

Czego młodzi ludzie będą uczyć się na popularnych niegdyś zpt-ach?  

Będzie inaczej niż obecnie, bo dziś technika to głównie nauka teorii. Na zajęciach praktyczno-technicznych dzieci nauczą się robić kanapki, przyszyć guzik, wbić gwoździe i chociażby naprawić w domu korki. To umiejętności, które nie tylko pozostaną z dziećmi na całe życie, ale także pozwolą im zrozumieć, jakie zdolności manualne posiada — i być może będą miały wpływ na wybór zawodu w przyszłości. Jeden uczeń odkryje, że lubi pracować z drewnem. Drugi, że chce zajmować się elektroniką — i połączy to z fizyką, matematyką i informatyką, zdobywając zawód, który na obecnym i przyszłym rynku pracy będzie dużo bardziej poszukiwany niż te, które może niebawem wyprzeć sztuczna inteligencja. 

Wracając do lekcji przyrody – takie wyjście na zewnątrz zajmuje czas. Czyli nauki z podręcznikiem będzie mniej.

Rozróżnijmy informacje encyklopedyczne od wiedzy. Czy ma sens uczenie się na pamięć wszystkich dopływów Wisły? Wątpię. Ale czy ma sens nauczenie się, jak wygląda całe dorzecze i jak poszczególne rzeki wpływają na powodzie w innych obszarach? Bardzo dużo. Ale nawet wiedzy encyklopedyczną — jak wygląda pantofelek, jak żyje ameba nie trzeba zdobywać z podręcznika. Może ciekawiej jest pokazać te organizmy, badając pod mikroskopem wodę z kałuży. A przy okazji dziecko dowie się, dlaczego wody z rzeki lepiej nie pić. I czym różni się od niej woda z kranu. To jest właśnie wiedza, która wyposaża nas na całe życie. Jest też tydzień projektowy, w którym uczniowie przez tydzień przygotowują interdyscyplinarny projekt. Uczniowie zdobędą wiedzę, ale też umiejętności pracy w grupie, organizowania czasu, będą ćwiczyć umiejętności liderskie i komunikacyjne.

Nie będziemy uczyć mniej, będziemy uczyć inaczej. Zależy nam, żeby edukacja w szkole nie sprowadzała się tylko do trzech Z — zakuć, zaliczyć, zapomnieć. 

Czy szkoły i nauczyciele są gotowi na taką zmianę?

Przygotowujemy program dotyczący pracowni, bo zdajemy sobie sprawę, że dla mniej zamożnych gmin to może być problem. W ramach środków KPO inwestujemy ponad 4 miliardy zł w cyfryzację polskich szkół. Do polskich szkół trafiło już 735 tys. laptopów, tabletów i laptopów przeglądarkowych — gminy przez kilka lat nie będą musiały inwestować w sprzęt komputerowy, te środki mogą pójść na pracownie przyrodnicze czy techniczne. Dla gmin mniej zamożnych przygotowujemy osobny program rządowy. Odbyliśmy już 52 spotkania z nauczycielami — blisko 15 tys. fizycznie, plus kilka tysięcy online. 

Co z egzaminem? Po zreformowanej szkole będzie klasyczny egzamin ósmoklasisty?

Egzamin ósmoklasisty nadal pozostanie przedmiotowy, ale ma sprawdzać umiejętności. Tak jak kiedyś egzamin gimnazjalny. Nie chodzi nam o to, by pytać o rzeczy o charakterze czysto pamięciowym, które ktoś musi wykuć tuż przed egzaminem w szkole – lub, co gorsza, z korepetytorem. Chcemy, żeby egzamin wynikał z tego, czego dziecko uczyło się w szkole, a nie żeby szkoła uczyła pod egzamin. Nie chodzi o pytanie, jaki kolor sukienki miała bohaterka książki, ale czy rozumiemy tekst i czy jesteśmy w stanie wykazać się umiejętnością czytania ze zrozumieniem. Wiedza ma być funkcjonalna — nie „wymień”, tylko „użyj”.  

Wcześniej egzamin gimnazjalny sprawdzał też wiedzę z przyrody.

Pierwszy egzamin według nowej podstawy programowej to 2031 r. Na razie egzamin pozostaje z matematyki, polskiego i języka obcego. Nie ma jeszcze decyzji, czy dojdzie przyroda.

Inne zmiany dotyczą możliwości korzystania z urządzeń elektronicznych, tzw. ekranów w przedszkolach. Miał być całkowity zakaz, stanęło na ograniczeniach.

Rozmawialiśmy o tym z psychologami, nauczycielami przedszkolnymi, Radą Dyrektorów Przedszkoli i wspólnie zdecydowaliśmy: nie dla małych ekranów, tabletów i smartfonów do indywidualnej pracy dzieci. Ale można korzystać z tablicy interaktywnej – by pokazać zwierzęta czy lekcje gry na bębenku. Jest to kompromis pokazujący, jak bezpiecznie używać narzędzi cyfrowych i jednocześnie ułatwić pracę nauczycielom.  

Potrzebne były takie ograniczenia zapisane odgórnie?

Tak, bo dotychczas każde przedszkole robiło to według własnego trybu. A wiele zachłysnęło się ekranami. Stąd pierwszy raz wyraźne ograniczenie. 

Od 1 września wejdzie w życie także zakaz smartfonów w szkołach. Ale dlaczego te regulacje będą dotyczyły tylko publicznych szkół podstawowych? W szkołach niepublicznych oraz w szkołach średnich nie będzie on obowiązywał.

Ustawa regulująca tę kwestię została już wpisana do wykazu prac legislacyjnych rządu. Zakaz wchodzi w życie 1 września 2026 r. i dotyczy korzystania ze smartfonów zarówno na lekcjach, jak i na przerwach w szkołach podstawowych. W szkołach ponadpodstawowych zakaz lub ograniczenia będą określane statutowo.

Co do szkół niepublicznych — zapisanie do nich dziecka jest wyborem rodziców, stąd to oni godzą się na panujące w nich reguły. Ale myślę, że w wielu z nich ten zakaz też będzie realizowany, bo nikt dziś nie ma wątpliwości — ani nauczyciele, ani rodzice — że nie ma większego przeszkadzacza w uczeniu się niż telefon. Z „Diagnozy młodzieży 2026” zamówionej przez MEN wynika, że aż 71 proc. młodych ludzi przyznaje, że jest uzależnionych od smartfona. 17 proc. z kolei zaznacza, że podjęło kiedyś próby samookaleczenia. Czytając to, nie można pozostać bezczynnym.

Chcemy przywrócić szkole życie — żeby dzieci na przerwach rozmawiały ze sobą i wychodziły na boisko, a nie siedziały każde w swoim telefonie. 

Czy wrócą prace domowe?

Prace domowe nigdy nie wyszły, więc nie mogą wrócić. Można i powinno się je zadawać. Natomiast nie można ich oceniać. Zamiast oceny uczeń ma otrzymać informację zwrotną – wiedzieć , co zrobił dobrze, a co źle. W czasach, gdy wszystko może odrobić sztuczna inteligencja, możemy oceniać tylko to, co uczeń robi samodzielnie.

Ale prace domowe trzeba zadawać, bo regularne ich zadawanie np. z matematyki, to najlepszy sposób przygotowywania się do sprawdzianów. Jeżeli uczeń przyniesie odrobione zadanie i dostanie informację zwrotną — tu się pomyliłeś, tu źle zinterpretowałeś — ma szansę się przygotować bez korepetycji, bez AI i bez ściągania od kolegów. Bo nie boi się popełnić błędu, skoro nie dostanie za to oceny niedostatecznej. 

Czytaj więcej

Barbara Nowacka: Żałuję, że edukacja zdrowotna nie jest przedmiotem obowiązkowym

Z kolei edukacja zdrowotna nigdy na serio nie weszła do szkół, bo nie jest obowiązkowa, tylko fakultatywna. Czy od przyszłego roku to się zmieni?

Ministra Barbara Nowacka zapowiedziała, że podejmie w tej sprawie decyzję do końca marca.  

A jakie jest w tej sprawie pani zdanie?

Nigdy nie ukrywaliśmy, iż uważamy, że edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa. Każde dziecko powinno tych treści się uczyć. Wczoraj rozmawiałam z rodzicami i poprosiłam, by podnieśli rękę ci, którzy wiedzą, czym jest grooming i sexting. Na sali było kilkudziesięciu rodziców, a tylko jedna pani podniosła rękę.

Jak rodzice mają rozmawiać ze swoimi dziećmi o zagrożeniach w cyfrowym świecie, skoro sami nie wiedzą, jakie one są? Edukacja zdrowotna potrzebna jest też po to, żebyśmy wiedzieli, jak radzić sobie ze zdrowiem psychicznym, jak szukać pomocy, jak przeprowadzać samobadanie. Jeżeli nie będziemy mieli lekcji w szkole o tym, jak zdrowo żyć — jeśli chodzi o uzależnienia, internet, zdrowie psychiczne, zdrowe odżywianie — nie wychowamy pokolenia zdrowych ludzi. 

Czytaj więcej

Katarzyna Lubnauer: Ideologiczne zacietrzewienie Karola Nawrockiego źle wróży edukacji

Ciągle nierozwiązana jest też sprawa zapłaty za godziny nadliczbowe i wycieczki.

Trwają prace nad stworzeniem systemu zapłaty za godziny nadliczbowe. Czekamy na opinię związków zawodowych, które same poprosiły o trzy miesiące na przemyślenie propozycji. Jest też zobowiązanie pani minister Nowackiej, że do końca tej kadencji chcemy przygotować system podwyżek w powiązaniu z jakimś wskaźnikiem zewnętrznym.  

Kiedy zapadnie decyzja o tych podwyżkach?

To kwestia uzgodnień z Ministerstwem Finansów. Zapewniam, że ministra Nowacka naciska na ministra Domańskiego, by jak najszybciej podjął w tej sprawie decyzję.

 

Rozmowa ukazała się w ramach podcastu „Szkoła na nowo”. Pełna wersja na podcasty.rp.pl