Reklama

Barbara Nowacka: Żałuję, że edukacja zdrowotna nie jest przedmiotem obowiązkowym

Razem z resortem finansów opracowujemy nowy system wynagradzania nauczycieli w powiązaniu ze wskaźnikami zewnętrznymi. Rozmowy są już bardzo zaawansowane – mówi ministra edukacji narodowej Barbara Nowacka.

Publikacja: 18.02.2026 04:30

Barbara Nowacka

Barbara Nowacka

Foto: AFP

Pod koniec ubiegłego roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wprowadzającą reformę oświaty. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewnia jednak, że zmiany wejdą w życie. Czy reforma pod nazwą Kompas Jutra rzeczywiście wypali?  

Jestem przekonana, że wypali. To zmiana bardzo potrzebna polskiej szkole, ale też zmiana ewolucyjna idąca w ślad za tym, co i tak odważniejsi dyrektorzy czy nauczyciele już od dawna wprowadzali. Mam na myśli większy nacisk na kształcenie praktyczne, co też ewidentnie jest oczekiwaniem społecznym, w tym bardzo wielu rodziców.

Reklama
Reklama

Ale prezydent ustawę zawetował, mówiąc, że bierze pod uwagę krytyczną opinię społeczeństwa. 

Prezydent zawetował tę ustawę z bardzo złym uzasadnieniem takim, które nie miało nic wspólnego z treścią ustawy. Ludzie prezydenta ewidentnie nie odrobili tej lekcji, nie przygotowali się i napisali w uzasadnieniu o sprawach, których w tej ustawie w ogóle nie było. Natomiast w zakresie tych rzeczy, które rzeczywiście ta ustawa regulowała napisano, że są dobre. To pokazuje, że to weto nie ma wymiaru innego niż polityczny.

Jak będzie wyglądała szkoła po zmianach? Bo pojawiają się głosy, głównie ze strony opozycji, że w wyniku reformy dzieci będą kończyły szkołę niedouczone. A MEN chce ogłupiać młodych Polaków.

Jedyne ogłupiające i niedouczone to są właśnie takie głosy, bo to po prostu nieprawda. W reformie Kompas Jutra kładziemy nacisk na połączenie bardzo dobrej jakościowo wiedzy teoretycznej, którą dzisiaj dzieciaki mają w szkole, z umiejętnościami praktycznymi. Chcemy, by dzieci miały świadomość, że to, czego się uczą, przyda im się w życiu. By uczyły się nie na abstrakcyjnych przykładach, tylko na praktycznych rozwiązaniach. Dobrym przykładem jest moduł ekonomiczno-finansowy, gdzie na różnych przedmiotach dzieci nie tylko będą się uczyły, jak liczyć, ale także jak ta wiedza przekłada się na podatki, finanse czy kredyty.

Po to ma być tydzień projektowy, który jako obowiązkowy będzie wprowadzony od 2027 r.

Doświadczenie edukacyjne to bardzo istotny element tej reformy. Dziś tydzień projektowy funkcjonuje już w wielu szkołach. Najczęściej niepublicznych, które w ten sposób starają się przyciągnąć uczniów. My chcemy, żeby to był standard w każdej szkole. Bez względu na to, czy rodzice mają środki na szkołę niepubliczną czy nie, niezależnie od tego, czy jest to duże miasto czy mała miejscowość – chcemy, by dzieci ćwiczyły pracę zespołową i umiały przełożyć teorię na praktyczne działania.  

Reklama
Reklama

Praktyczny charakter mają już lekcje edukacji obywatelskiej czy edukacji zdrowotnej.

Tak, to już takie jaskółki zmian. Zarówno w edukacji zdrowotnej, jak i w edukacji obywatelskiej właśnie przełożenie na praktykę, powiązanie z otaczającym światem jest szalenie istotne, bo zgodnie z założeniami reformy sprawczość to jedna z kluczowych kompetencji, którą ma mieć absolwent. Pamiętajmy, że dzisiaj tak naprawdę nie mamy pojęcia, jakie zawody będą za 20-25 lat. Przygotowujemy młodzież do wielkiej niewiadomej, w której pewne jest to, że muszą nauczyć się z tymi zmianami radzić. Stąd właśnie potrzeba nauczenia ich sprawczości, logicznego i krytycznego myślenia. Dlatego też kładziemy nacisk na przedmioty ścisłe, ale także umiejętności komunikacyjne – nie tylko między sobą, ale także ze sztuczną inteligencją.

Młodzi ludzie muszą być także odporni na dezinformację, być patriotami, wykazywać się postawami proobronnymi.

Czytaj więcej

Katarzyna Lubnauer: Ideologiczne zacietrzewienie Karola Nawrockiego źle wróży edukacji

Jak zreformować szkołę, gdy pracują w niej przemęczeni, pracujący ponad etat, często wypaleni nauczyciele. I w dodatku zarabiający mniej, niż by oczekiwali.

Nauczyciele są przyzwyczajeni do zmian, ale chcą, by były one ewolucyjne, a nie rewolucyjne – reforma została przygotowana we współpracy z nauczycielami-praktykami. Ale oczywiście zgadzam się z tym, że nauczyciele muszą zarabiać dobrze. To jest zawód prestiżowy, dlatego ich pensje powinny rosnąć z roku na rok. Ale dla mnie jest szalenie istotne, by powiązać wzrost wynagrodzeń nauczycieli ze wskaźnikami gospodarczymi. I doprowadzimy tę zmianę do skutku. To zobowiązanie zarówno moje, jak i premiera Donalda Tuska. Nie chcemy, by pensje w szkołach były zależne od władzy.

Z jakimi wskaźnikami chcecie powiązać wynagrodzenia nauczycieli? Czy to będzie ta propozycja, którą już kilka lat temu złożył w Sejmie Związek Nauczycielstwa Polskiego?

Szykujemy rozwiązanie, które będzie wskazywało pewnie trochę inne wskaźniki, ale z pewnością da stabilność wzrostu pensji. Jesteśmy obecnie w trakcie zaawansowanych rozmów z Ministerstwem Finansów, przygotowywane są różne modele obliczania nauczycielskich pensji. Nie boimy wyzwań. Przecież podwyżki wynagrodzeń nauczycieli w 2024 r. (tak wiem, że minęły już dwa lata) wyniosły aż 30 proc. I jest też tego efekt uboczny – 40 proc. nauczycieli znalazło się w drugim progu podatkowym.

Trochę jest tak, że w drugim progu podatkowym są ci nauczyciele, którzy pracują na więcej niż jednym etacie.

Wszyscy mamy świadomość, że progi podatkowe od wielu lat są niezmieniane. To jest zadanie, z którym w dłuższej perspektywie czasowej minister finansów będzie musiał się zmierzyć. Ale przecież nie zrobi wyłomu dla jednej grupy zawodowej.

Reklama
Reklama

To dobrze, że nauczyciele zarabiają więcej. Chociaż mam świadomość, że nadal ich zarobki w porównaniu z innymi zawodami, szczególnie w wielkich miastach, nie są satysfakcjonujące. Dlatego, by ich wesprzeć, dokonaliśmy zmian w Karcie nauczyciela, które powodują, że warunki zatrudnienia dla młodych nauczycieli są korzystniejsze. Mam na myśli szybszą stałą umowę o pracę. Pracujemy także nad zmianami w tzw. dyscyplinarkach, bo wiele z obecnych przepisów tak naprawdę nie wspiera nauczycieli.

Postępowań dyscyplinarnych wobec nauczycieli przybyło zwłaszcza za poprzedniej władzy.

Tak. Trwały one bardzo długo, odbywały się na niejasnych, bardzo często niekorzystnych dla nauczycieli zasadach. Postępowania często wytaczano z pobudek politycznych. I też musimy sobie to jasno powiedzieć, że bardzo złą rolę pełniły w czasach naszych poprzedników kuratoria. Na szczęście udało nam się to zatrzymać. Nareszcie mam poczucie, że nauczyciele też wiedzą, że kuratoria się zmieniły, bo kurator nie patrzy, na jaką sztukę idą uczniowie albo kto jest zaproszony na spotkanie z młodzieżą, tylko jak pracują. A jeśli w szkole są jakieś problemy, to się ją wspiera.

Czytaj więcej

Joanna Ćwiek-Świdecka: Wielka inba w edukacji. Czy rząd Donalda Tuska straci poparcie nauczycieli?

Kuratorzy w szkołach od zawsze wzbudzają strach.

Mam nadzieję, że to się trochę zmieniło. Proszę zapytać nauczycieli, szczególnie tych z Małopolski, jak bardzo tam się zmieniła atmosfera. Oczywiście zawsze kontrola wzbudza w każdym z nas pewne emocje, ale teraz kontrola z kuratorium nie szuka haków na nauczycieli.

Dlatego też w szkołach w takim stopniu rozwinęła się biurokracja. Wszyscy, na wszelki wypadek, chcą mieć jakiś dokument.

Biurokracja przytłacza polską szkołę. Oczywiście prawdą jest, że przez lata, na wszelki wypadek i nadmiarowo, produkowano niezliczoną ilość dokumentów. Proszę sobie wyobrazić, że np. przez poprzednie lata kuratorium w Lublinie miało plan kontroli doraźnych. A przypominam, że kontrole doraźne odbywają się wtedy, kiedy coś się dzieje. Tymczasem poprzednia ekipa potrafiła do jednej szkoły co pół roku udawać się z kontrolą. To było absurdalne.

Teraz to się zmienia, bo udało nam się w Karcie Nauczyciela odbiurokratyzować kilka obszarów. Również w procedowanej obecnie ustawie o małych szkołach dążymy do odbiurokratyzowania pewnych procesów dotyczących przekształcania szkół. Nauczyciel ma naprawdę dużo pracy, nie musi dodatkowo produkować dokumentów.

Reklama
Reklama

Zwłaszcza że praca nauczyciela jest coraz trudniejsza z uwagi chociażby na coraz liczniejszą grupę dzieci z orzeczeniami czy opiniami z poradni.

Różnorodna klasa to bardzo duże wyzwanie dla nauczycieli. Z jednej strony to super, że mamy dobrą diagnostykę. Z drugiej strony niektóre poradnie będą przez nas bardzo uważnie kontrolowane, bo też orzeczenia i opinie, które wystawiają, budzą poważne zastrzeżenia i wątpliwości. Na przykład dlaczego są dokładnie takie same? Słowo w słowo. To rodzi pytanie, czy w ogóle ktoś badał dziecko?

Ale różnorodne klasy to więcej niż dzieci z orzeczeniami. To także np. dzieci bardzo zdolne, dzieci z doświadczeniem uchodźczym, dzieci z rodziny patologicznej czy w kryzysie emocjonalnym. Nauczyciel staje się dla nich często powiernikiem, opiekunem, kimś więcej niż nauczycielem przedmiotu. To ogromne wyzwania. Musimy też wspierać nauczyciela w kontaktach z rodzicami, bo to też dla nich bywa niełatwe.   

Czy w tej sytuacji klasy nie powinny być mniej liczne albo w każdej powinno być na stałe dwóch nauczycieli?

Nauczyciel wspomagający powinien być tam, gdzie jest potrzebny. Kłopot z tym, że rodzic nie ma obowiązku przedstawienia w szkole orzeczenia, więc szkoła często nie ma podstaw, by zorganizować potrzebne formy wsparcia.

Kiedy można spodziewać się konkretnych rozwiązań związanych ze zmianą systemu wynagradzania nauczycieli?

Mam nadzieję, że naprawdę będziemy już niedługo gotowi, bo też widzimy pełen stan finansów publicznych ze wszystkimi ryzykami. Pamiętajmy, że jeśli nie będziemy mieli dobrze opłaconych nauczycieli, nie będziemy mieli wyedukowanego społeczeństwa i zawsze będziemy na granicy kryzysu i złej sytuacji gospodarczej.

Czy minister Andrzej Domański to rozumie?

Dlaczego jesteśmy dwudziestą gospodarką w Europie? Dlatego, że mamy wyedukowanych, mądrych nauczycieli. Myślę, że Andrzej Domański to rozumie. Ale minister finansów też ma budżet i ma swojego excela. Ma też mnie, która mu przypomina, że nie mielibyśmy tych wszystkich osiągnięć i wskaźników, gdyby nie dobra polska szkoła. Moim zadaniem jest przypominanie o roli edukacji.

Reklama
Reklama

Wciąż nierozwiązana jest także kwestia wynagradzania za wycieczki i godziny nadliczbowe.

Mam niedługo w tej sprawie spotkanie z nauczycielskimi związkami zawodowymi, a następnie z samorządami. Będę wówczas przedstawiała wstępne propozycje przygotowanych przez nas rozwiązań.

W ubiegłym tygodniu Sejm uchwalił ustawę o małych szkołach. Co ona zmienia?  

To ustawa wspierająca społeczności lokalne. Obecnie sieć szkół jest bardzo rozbudowana, a dzieci jest znacznie mniej. W 2029 r. będzie to już o 7 proc. dzieciaków mniej niż jest obecnie. Dzisiaj mamy 131 szkół, w których jest mniej niż 25 dzieciaków. Nie da się zrobić dobrej szkoły z tak małą grupką dzieci, nie będzie godzin dla nauczycieli, a ci będą musieli być zatrudnieni w kilku miejscach. Nie chcemy, tak jak robili nasi poprzednicy, zamykać oczu na ten problem. Chcemy podjąć działania, żeby zachować szkoły. Ustawa o małych szkołach pomoże zostawić małą szkołę tam, gdzie ona jest.

Pamiętajmy, że w klasach 2-3 osobowych dzieci nie uczą się współpracy, o grach zespołowych nie wspominając. Nasza propozycja jest taka, by w dotychczasowym budynku zostały klasy młodsze, 1-3, ale w budynku mogłyby być prowadzone inne działalności, jak przedszkola, żłobki czy kluby seniora lub koła gospodyń wiejskich. 

Chodzi o to, by samorząd mógł zagospodarować budynek i równocześnie małe dzieci miały szkołę blisko domu. Dzieci starsze byłyby dowożone do szkoły, gdzie uczniów będzie znacznie więcej, a pracownie biologiczne, chemiczne czy informatyczne są dobrze wyposażone. Szkoły, w których nauczyciele mają cały etat w jednym miejscu i nie muszą podróżować. Szkoły, w których dzieci wspiera psycholog.  

Myśli pani, że prezydent kolejną waszą ustawę zawetuje?

Zmartwiły mnie głosy posłów PiS, którzy w kuluarach mówili, że są bardzo sensowne pomysły, ale politycznie zagłosowali przeciw nim.

Reklama
Reklama

Co w przypadku weta? Prezydent wetując ustawę o Kompasie Jutra wiedział, że podstawy programowe są w rozporządzeniach, przewidują dokładnie te zmiany, które proponowaliśmy i że ich nie zawetuje. I tak wejdą one w życie.

Jeśli natomiast prezydent zawetowałby ustawę o małych szkołach, postąpiłby tak, jak chce PiS. A to oznaczałoby, że samorządy będą likwidować szkoły. Jeśli prezydent zawetuje tę ustawę, uderzy w edukację na wsi.

Kolejną kwestią sporną jest edukacja zdrowotna. Kiedy można się w tych sprawach spodziewać jakichś decyzji?  

Decyzja zostanie podjęta pod koniec marca, kiedy dyrektorzy szkół i nauczyciele przygotowują się do kolejnego roku. Zależy mi bardzo na tym przedmiocie. On jest bardzo dobrze przygotowany.

Awantura, która się wokół niego rozpoczęła, była stricte polityczna, a przedmiot polityczny nie jest. Podstawę programową przygotowywali lekarze, specjaliści, w tym konsultantka krajowa do spraw zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, pani doktor Anna Lewandowska. Także bardzo doświadczony seksuolog prof. Zbigniew Izdebski. Przygotowywała je między innymi tablicowa nauczycielka Antonina Kopyt, w końcu ksiądz Arkadiusz Nowak, specjalista od przeciwdziałania uzależnieniom. To było bardzo szerokie, bardzo zróżnicowane grono ludzi, którzy rozumieją zarówno szkołę, jak i potrzeby zdrowia.

Jak się młody człowiek nauczy, jak się dbać o podstawową higienę osobistą, jak dbać o zdrowie, dlaczego warto się szczepić, badać, dlaczego się nie należy bać lekarza, jak się zdrowo odżywiać, dlaczego trzeba się ruszać, jak dbać o każdy aspekt swojego zdrowia, jak nie ulegać uzależnieniom od alkoholu, smartfonów, jak pomóc innym w kryzysie psychicznym – to chyba będzie to tylko na plus. To są potrzebne rozwiązania.

Reklama
Reklama

Awantura dotyczyła wyłącznie komponentu związanego ze zdrowiem seksualnym.

Nie wiem, dlaczego, bo chyba dobrze, żeby młodzi ludzie wiedzieli, jak zapobiegać chorobom wenerycznym.

Z mojej perspektywy, ale też z perspektywy środowisk lekarskich, medycznych, to jest normalny element edukacji zdrowotnej. Ale jeżeli to miałoby być albo nie być dla przedmiotu w formie obowiązkowej, to jestem skłonna do kompromisu, by ta jedna godzina dotycząca tego zakresu materiału była nieobowiązkowa. Ale do tego musimy dobrze przygotować podstawy, żeby żadne dziecko nie było poszkodowane brakiem wiedzy na potrzebne tematy.

Myślę jednak, że dziś już nie będzie wokół tego przedmiotu takich emocji, bo część rodziców już wie, że to zamieszanie było po prostu prawicową ściemą.

Żałuje pani, że ten przedmiot nie wszedł do szkół jako obowiązkowy?

Żałuję. Ten przedmiot miał wejść jako obowiązkowy. Ale wtedy podjęłam taką decyzję z uwagi na toczącą się wokół szkoły awanturę. Nie była ona potrzebna.

A czy jest już decyzja związana z pracami domowymi? Instytut Badań Edukacyjnych już dawno miał przedstawić w tej sprawie rekomendacje. 

Czas pokazał, że praca domowa w takim znaczeniu, w jakim była, nie ma już dzisiaj właściwie żadnej wagi. Nauczyciele mają możliwości, żeby zadawać pracę, żeby sprawdzać, czy młodzież się uczyła w domu. I to robią. Zaczęli też robić częstsze kartkówki.

Kartkówki są praktycznie codzienne. To często nie do zniesienia.  

Rozumiem, że młodzież ich nie lubi, ale jest to utrwalanie wiedzy. To znacznie lepsze niż przepisywanie pracy domowej od koleżanki albo rozwiązywanie prac domowych przez sztuczną inteligencję.

A co z rekomendacjami Instytutu Badań Edukacyjnych?

Z tego, co wiem, zespół nie jest w stanie się porozumieć ze sobą. Uzgodnili jednak, że nie może być powrotu do tego, co było, bo to był absurd. Poza tym spojrzeliśmy też na wyniki egzaminu ósmoklasisty. Nie ma żadnego efektu negatywnego braku prac domowych.

Czytaj więcej

Mniej chęci do nauki, więcej wypoczętych uczniów – są pierwsze wnioski po likwidacji prac domowych

Rodzice mówią, że to dlatego, iż dzieci masowo chodzą na korepetycje.

Dzieci chodzą na różne zajęcia dodatkowe i mamy ciekawą korelację, że wraz z wzrostem 800+ wzrosły inwestycje w zajęcia dodatkowe. Albo są to zajęcia dodatkowe z przedmiotów egzaminacyjnych, albo sportowe czy kulturalne i związane ze sztuką.

Szczerze mówiąc, mnie to cieszy, że dzieciaki mają więcej zajęć dodatkowych, na których wszystkich rodziców stać, bo te wydatki wzrosły zarówno w małych miejscowościach, jak i w wielkich miastach, gdzie dostępność jest znacznie większa.

Natomiast prawdą też jest, że do egzaminu ósmoklasisty rodzice przykładają czasami niesamowitą wagę. To stresujące doświadczenie, ale nie możemy aż tak chronić dzieci przed różnego rodzaju wyzwaniami, które na nich czekają w przyszłym świecie. Tak, życie jest pełne wyzwań i musimy im stawić czoła. To też jest budowanie odporności psychicznej.

Na koniec zapytam o IBE. Pojawiają się w mediach informacje o nieprawidłowościach w Instytucie, np. o mobbingu czy marnotrawieniu pieniędzy.

Instytut Badań Edukacyjnych w czasach rządów PiS był jedną z tych instytucji, które były wykorzystywane niezgodnie ze swoim przeznaczeniem. Przykładowo jako instytut naukowy nie przystąpił do kategoryzacji, nie poddał się ocenie. Natomiast przez lata Instytut Badań Edukacyjnych realizował różne programy informatyzacyjne, komputerowe. Przez IBE przepływały ciężkie pieniądze z budżetu, a efekty tych działań były żadne. My przywróciliśmy Instytutowi właściwą mu rolę. Pracuje na rzecz reformy i konkretnych zleceń. Poprosiłam o dodatkowe wyjaśnienia w związku z artykułami, które wynikają wprost z anonimu, który został rozesłany po wielu redakcjach. Ja też oczekuję wyjaśnień, jeżeli dochodzi tam do jakiegokolwiek mobbingu, zresztą już wcześniej sytuacja tam budziła bardzo poważne wątpliwości. Przypominam, że w instytucie trwa obecnie kontrola NIK, o którą sami poprosiliśmy.

Rozmowa ukazała się w ramach podcastu „Szkoła na nowo”. Pełna wersja na podcasty.rp.pl

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Polityka
Prawie 40 proc. Polaków wierzy w rozłam w PiS. Czy Mateusz Morawiecki odejdzie?
Polityka
Konwencja programowa PiS w Stalowej Woli otwarta przemówieniem Mariusza Błaszczaka. Michał Dworczyk wykluczony
Polityka
Czego się spodziewać po Radzie Przyszłości Donalda Tuska? „Rzeczpospolita” zapytała ekspertów
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama