Wybory prezydenckie w USA: Wolny świat nie daruje Joe Bidenowi porażki z Donaldem Trumpem

Joe Biden miał być prezydentem na jedną kadencję, ale mimo wieku walczy o drugą. To otwiera Donaldowi Trumpowi drogę do władzy.

Aktualizacja: 05.03.2024 06:15 Publikacja: 05.03.2024 03:00

73 procent Amerykanów uważa, że z uwagi na wiek Joe Biden nie powinien walczyć o drugą kadencję w Bi

73 procent Amerykanów uważa, że z uwagi na wiek Joe Biden nie powinien walczyć o drugą kadencję w Białym Domu

Foto: EPA/CHRIS KLEPONIS/POOL

81-letni polityk zmienił zdanie całkiem niedawno. Na początku grudnia powiedział na konwencji w Bostonie, że „zapewne nie startowałby ponownie w walce o Biały Dom”, gdyby o najwyższy urząd w państwie raz jeszcze nie starał się jego poprzednik. Doszedł wtedy do wniosku, że tylko on może pokonać miliardera i uratować amerykańską demokrację.

W otoczeniu Joe Bidena wskazuje się na spektakularny sukces, jaki uzyskał w wyborach w 2020 roku, podobnie jak dwa lata później w wyborach cząstkowych do Kongresu. Za każdym razem niepokojące dla demokraty sondaże się nie sprawdziły. Doradcy prezydenta zapewniają, że tak samo będzie w listopadzie, gdy Amerykanie pójdą wybierać swojego przywódcę.

Sondaż wskazuje, że Donald Trump wygrałby z Joe Bidenem

Klamka zapadnie w tym tygodniu. Najpierw w trakcie „superwtorku” 15 stanów ostatecznie wskaże, kto powinien być kandydatem Partii Demokratycznej w walce o prezydenturę. To na pewno będzie konsekracja Bidena, co wykluczy wszelkich konkurentów. W czwartek prezydent wygłosi zaś orędzie o stanie państwa. Takiej liczby Amerykanów przed telewizorami Joe Biden nie będzie miał aż do lata. Wykorzysta więc okazję, aby faktycznie wylansować swoją kampanię wyborczą, pochwalić się osiągnięciami ostatnich czterech lat u władzy i przedstawić plany na przyszłość.

Prawybory w USA: Superwtorek, które stany będą głosować?

Prawybory w USA: Superwtorek, które stany będą głosować?

PAP

Jednak u progu tego kluczowego momentu „New York Times” przedstawił niezwykle niepokojący sondaż dla obecnego prezydenta. Wynika z niego, że 48 proc. Amerykanów oddałoby swój głos na Donalda Trumpa wobec 43 proc. dla jego rywala. Więcej: jedynie 28 proc. wyborców demokratycznych uważa Bidena za „dobrego kandydata” podczas gdy 38 proc. otwarcie deklaruje, że „nie nadaje się” do pełnienia najbardziej odpowiedzialnej funkcji na świecie.

Głównym problem jest wiek polityka, który już teraz jest najstarszym przywódcą w historii USA, a gdyby miał pełnić przez kolejną kadencję funkcję prezydenta, zakończyłby ją w wieku 86 lat. Tak uważa 73 proc. ogółu Amerykanów i aż 61 proc. tych, którzy oddali swój głos na demokratę w 2020 roku. Trump co prawda wkrótce skończy 78 lat i potrafi mylić wiceprezydent Kamalę Harris z byłą przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, podobnie jak Biden twierdzi, że właśnie rozmawiał z nieżyjącymi od lat prezydentem Francji François Mitterrandem czy kanclerzem Niemiec Helmutem Kohlem i dowodzi, że prezydentem Egiptu nie jest Abd al-Fatah Sisi, lecz Meksykanin Andres Manuel Lopez Labrador (AMLO). Jednak w trakcie minionych czterech lat proces starzenia się miliardera najwyraźniej okazał się znacznie mniej widoczny, skoro tylko 15 proc. jego wyborców z 2020 r. wskazuje dziś na wiek kandydata jako problem (42 proc. ogółu Amerykanów).

Jimmy Carter, Bill Clinton czy Barack Obama – Partia Demokratyczna zna wiele przykładów polityków, którzy choć szerzej nieznani Amerykanów, zdołali w relatywnie krótkim czasie na tyle się wypromować, że już za pierwszym razem zdobyli Biały Dom. Także dziś takich potencjalnych prezydentów jest kilku. To przede wszystkim gubernatorzy – Kalifornii Gavin Newsom, Michigan – Gretchen Whitmer, Illinois – J.B. Pritzker czy Pensylwanii Josh Shapiro. Eksperci nie wykluczają też wielkiej kariery sekretarzowi ds. transportu Pete Buttigiegowi (startował w wyborach w 2020 r.), senator z Minnesoty Amy Klubuchar czy senatorowi z New Jersey Cory'emu Bookerowi.

Czytaj więcej

Najważniejszy dzień dla Bidena i Trumpa. Co wydarzy się w Superwtorek?

Jednak jeśli (na co nic nie wskazuje) sam Biden nie zrezygnuje z ubiegania się o prezydenturę, jest na to zbyt późno. Większość stanów zamknęła już procedurę selekcji kandydatów. Gdyby natomiast przed sierpniowa konwencją Partii Demokratycznej w Chicago Biden z powodów zdrowotnych musiał zrezygnować z ubiegania się o prezydenturę, decyzję, kto ma reprezentować ugrupowanie, podjęłoby w głosowaniu większościowym 3934 delegatów.

To jednak byłoby zadanie wielce ryzykowne. W tej chwili delegaci są zobowiązani do głosowania zgodnie z wynikami konsultacji przeprowadzonych w ostatnich miesiącach we wszystkich stanach w żmudnym procesie prawyborów. Gdyby jednak Biden wycofał się z tej rywalizacji, każdy z delegatów oddałby głos zgodnie z własnym sumieniem, co mogłoby na koniec doprowadzić do dość przypadkowego wyniku. Poza przedsiębiorcą Deanem Phillipsem żaden demokrata nie zdecydował się wystąpić przeciwko urzędującemu prezydentowi. Nie da się więc ocenić, który z nich zdobyłby poparcie Amerykanów. W tej rywalizacji spore szanse z uwagi na pełnioną funkcję miałaby co prawda wiceprezydent Kamala Harris, jednak jej zwycięstwo w żadnej mierze nie byłoby gwarantowane.

Gdyby z powodów losowych (lub własnej decyzji) Biden wycofał się z wyborów już po sierpniu, to do Narodowej Konwencji Demokratów należałaby decyzja, kogo wystawić na jego miejsce.

Czytaj więcej

Czy imigracja zdecyduje o wyniku wyborów prezydenckich w USA?

Na jakie problemy zwracają uwagę mieszkańcy USA? Drożyzna i imigracja

We współczesnej historii Ameryki taka sytuacji się jednak nie zdarzyła. Co prawda w 1968 roku Lyndon Johnson 31 marca wycofał się z wyborów, jednak wówczas nie był jeszcze ukształtowany system selekcji kandydatów w prawyborach. Tamte wybory ostatecznie wygrał zresztą republikanin Richard Nixon.

Sztab Bidena liczył, że Amerykanie skupią się nie na jego wieku, lecz sukcesach. Ma ich sporo. Za jego kadencji udało się przełamać zapaść spowodowaną pandemią. W dobrej kondycji jest gospodarka, bezrobocie rekordowo niskie. Prezydent potrafił też do jesieni 2023 r. wspierać Ukrainę w walce z Rosją: od października pomoc dla Kijowa jest blokowana w Kongresie.

Czytaj więcej

Marcin Łuniewski: Gwiazda, której boi się Donald Trump

Jednak mimo niskiej inflacji większość Amerykanów narzeka na drożyznę: ceny ustabilizowały się na znacznie wyższym poziomie niż przed covidem. Bidenowi bardzo szkodzi też rekordowy napływ imigrantów (dla 28 proc. wyborców to wręcz najważniejszy problem tych wyborów). Wsparcie Białego Domu dla Izraela mimo śmierci (zdaniem Hamasu) ponad 30 tys. Palestyńczyków w Strefie Gazy doprowadziło do głębokiego podziału w Partii Demokratycznej. To właśnie z braku wyraźnie korzystnego bilansu Bidena tak wielu wyborców zwraca uwagę na wiek Bidena. Forsowany przez Trumpa wizerunek „śpiącego Joe” przekonał Amerykanów.

81-letni polityk zmienił zdanie całkiem niedawno. Na początku grudnia powiedział na konwencji w Bostonie, że „zapewne nie startowałby ponownie w walce o Biały Dom”, gdyby o najwyższy urząd w państwie raz jeszcze nie starał się jego poprzednik. Doszedł wtedy do wniosku, że tylko on może pokonać miliardera i uratować amerykańską demokrację.

W otoczeniu Joe Bidena wskazuje się na spektakularny sukces, jaki uzyskał w wyborach w 2020 roku, podobnie jak dwa lata później w wyborach cząstkowych do Kongresu. Za każdym razem niepokojące dla demokraty sondaże się nie sprawdziły. Doradcy prezydenta zapewniają, że tak samo będzie w listopadzie, gdy Amerykanie pójdą wybierać swojego przywódcę.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
W Korei Północnej puszczają piosenkę o Kim Dzong Unie, "przyjaznym ojcu"
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Polityka
Wybory w Indiach. Modi u progu trzeciej kadencji
Polityka
Przywódcy Belgii i Czech ostrzegają UE przed rosyjską dezinformacją
Polityka
Zakaz używania TikToka razem z pomocą Ukrainie i Izraelowi. Kongres USA uchwala przepisy
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Polityka
Kaukaz Południowy. Rosja się wycofuje, kilka państw walczy o wpływy