Orzecznictwo

Książka Józefa Mackiewicza w sądowym sejfie

www.sxc.hu
Wczoraj (9 grudnia 2009 r.) odżyła batalia o to, czy do spadku po Józefie Mackiewiczu należy jego spuścizna literacka, a więc o prawo do publikowania jego dzieł w Polsce
Po kilku latach zawieszenia ruszyła sprawa, w której Nina KarsovSzechter, właścicielka londyńskiego wydawnictwa Kontra, żąda zakazania rozpowszechniania wydanej 12 lat temu i będącej cały czas w sprzedaży książki pt. „Katyń – zbrodnia bez sądu i kary".
Wydawczyni, kiedyś przyjaciółka Mackiewiczów, odziedziczyła (na podstawie testamentów) spadek po pisarzu. Książka, o którą chodzi, to opracowane przez prof. Jacka Trznadla teksty Mackiewicza na temat zbrodni. Pozwanymi są profesor, wydawnictwo Antyk, Polska Fundacja Katyńska, która projekt finansowała, oraz córka Mackiewicza – Halina. Powódka zażądała od nich dodatkowo po 20 tys. zł odszkodowania i przeprosin. Jak wiadomo, wokół rodziny pisarza i KarsovSzechter utworzyły się dwa obozy. Pierwszy zarzuca drugiemu, że książki jednego z największych polskich prozaików XX w. zasługują na lepszy los niż ten, jaki mają za sprawą wydawnictwa Kontra.
Wczoraj prof. Trznadel powiedział przed sądem m.in., że twierdzenie powódki, jakoby sam Mackiewicz zakazał publikowania swych książek w Polsce „zniesławia pamięć pisarza". Kiedy opracowywał książkę, działał w swoistym stanie wyższej konieczności, by przeciwdziałać lansowanej przez stronę rosyjską wersji zbrodni katyńskiej. Cel wydania był ideowy. Wszystkie pieniądze ze sprzedaży poszły na budowę cmentarzy ofiar zbrodni katyńskiej. – Ponieważ było to pierwsze wydanie, to prawo do niego nie jest dziedziczne – wskazuje mec. Ewa Szelchauz, jedna z pełnomocników pozwanych. Mec. Maciej Bednarkiewicz poszedł jeszcze dalej, mówiąc, że to na powódce spoczywa ciężar wykazania, iż w skład spadku wchodzą prawa, których ochrony żąda, a ze swej strony będzie wykazywał, że prawa do wydawania książek w Polsce Mackiewicz przekazał córce przed śmiercią, tak więc do spadku nie należą. – Prawomocny wyrok o spadek przesądza i tę sprawę, nie muszę niczego dowodzić – powiedział po rozprawie adwokat Andrzej Lagut, pełnomocnik powódki, który wcześniej przekazał sądowi dwa egzemplarze książki jako dowód, że jest w sprzedaży mimo sądowego zakazu wydawania jej w czasie procesu. Sąd zarządził umieszczenie jej w sejfie – by nie zginęła. Co do tego, że książka ma nabywców, nikt nie miał wątpliwości.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL