fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

#RZECZoPRAWIE: Reforma edukacji - oświata cofnie się o 30 lat

Dorota Łoboda
rp.pl
Sejm kończy ekspresowe prace nad zmianami w oświacie. Co to oznacza dla rodziców i uczniów? - Mateusz Rzemek pytał w czwartkowym programie #RZECZoPRAWIE Dorotę Łobodę ze Stowarzyszenia Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji.

Dziś w nocy sejm uchwalił reformę edukacji. Opozycja bardzo głośno protestowała.

I słusznie.

 

Minister edukacji i posłowie partii rządzącej uznali, że to potrzebna reforma. teraz nowelizacja trafi do senatu. Wydaje się, że przepisy wejdą w życie od nowego roku szkolnego.

Nie spodziewamy się cudu.

 

Jak ocenia Pani tę reformę? Co to oznacza dla rodziców i uczniów?

Ja oceniam tę reformę najgorzej, jak można. Dla rodziców i dzieci oznacza to olbrzymi chaos. Ta reforma jest niepotrzebna, nieprzygotowana, wprowadzana w skandalicznym trybie i tempie.

Nikt z nas nie wie, gdzie 1-go września trafi jego dziecko. Do tej pory rodzice młodszych dzieci spali spokojnie licząc na to, że to tsunami dotknie tylko rodziców szóstoklasistów, ewentualnie piątoklasistów w kolejnym roku. natomiast wprowadzone do ustawy poprawki sprawiają, że obawiać będą się też rodzice pierwszo-, drugo- i trzecioklasistów. Już od IV-tej klasy przepisy dają możliwość dyrekcji szkoły, samorządowi, kuratorium podjęcia decyzji o przeniesieniu do innej szkoły całych klas IV-tych.

Mówi Pani o zapisie, który pojawił się w trakcie.

Tak, zmieniają się obwody praktycznie wszystkich szkół.

Rozumiem, że samorząd będzie mógł decydować, do której szkoły przenieść dzieci.

Tak z całą pewnością będzie się działo. Podstawówka, w której do tej pory dzieci chodziły na zmiany nie pomieści dwóch dodatkowych roczników. Największy problem będzie w dużych miastach. Gimnazja będą stały puste. Podczas wygaszania będą tam tylko dwa roczniki, a w kolejnym roku jeden.

Ukazuje się paradoks tej reformy. Ministerstwo powoływało się na to, żeby dzieci były w jednym środowisku, ze swoją panią – tak przygotowana jest ta zmian.

Duże znaczenie będą miały kuratoria, które będą decydowały o nowej sieci szkół. Czy będą się wypowiadały w kwestii przenoszenia dzieci?

Myślę, że tak. Samorządy nie tylko zobowiązane są skonsultować z kuratorium nową sieć szkół, ale przede wszystkim uzyskać pozytywną opinię. Na każdym etapie kuratorium jest w stanie zmienić sieci szkół podstawowych.

Trzeba to będzie zrobić do 31 marca.

Czasu jest bardzo mało. Samorządy do 17 lutego mają przedstawić nowe sieci szkół. W praktyce nie ma czasu na konsultacje obwodów z rodzicami.

Czy rodzice będą mieli coś do powiedzenia, jeśli ich dziecko zostanie przeniesione z lepszej, wybranej przez nich specjalnie szkoły (np. bliżej domu) do innej, która ich zdaniem będzie gorsza (będzie dalej, będzie mała niższy poziom).

Ostrzegam rodziców, by protestowali już teraz. W marcu będzie za późno i nie będą mieli nic do powiedzenia.

Jak mają protestować? Mają wpływać na samorządy?

Samorządy są ofiarami tej złej zmiany tak samo, jak rodzice, dzieci i nauczyciele.

19 grudnia robimy pikietę pod pałacem prezydenckim. Będziemy protestować na ulicy. Piszemy listy do senatorów, jeszcze w ich rekach jest możliwość zmiany. Trzeba słać listy do ministerstwa, głośno krzyczeć, nie posyłać dzieci do szkoły, zrobić powszechny strajk. Trzeba się buntować, we wrześniu będzie na to za późno. Ustawa wchodzi w życie 1-go września 2017 r. Mamy czas by mówić, że to nam się nie podoba. Sondaże pokazują, jak słabe jest poparcie dla tej zmiany.

Kolejnym argumentem przeciwników tej nowelizacji jest to, że w 2019 r. nastąpi niebezpieczna kumulacja w I klasie szkoły średniej.

Ona nastąpi jeszcze wcześniej, na etapie rekrutacji. W pierwszej klasie zwyczajnie nie starczy miejsca dla wszystkich.

 

Spotkają się tam dwa roczniki.

Nawet trzy

 

Pierwszy rocznik kończący gimnazjum na starych zasadach i pierwszy rocznik kończący 8-letnią podstawówkę.

Tylko, że w tym roczniku kończącym podstawówkę na nowych zasadach są dzieci z dwóch roczników. Tam szły też sześciolatki do klasy pierwszej. Jest tam 720 tys. dzieci pomiędzy, którymi jest nawet 2 lata różnicy. Normalny rocznik liczy sobie 350 – 400 tys. uczniów

Alarmujemy, ze to nie oznacza tylko, że dzieci nie znajda miejsca w wymarzonej szkole. Dla części dzieci nie starczy miejsca w żadnej szkole średniej. Nasza siec szkół nie jest przygotowana na taką falę uczniów, którzy będą szturmowali szkoły średnie.

 

Minister Zalewska konsekwentnie odpowiadała, że nie ma takiego problemu.

Minister Zalewska posługuje się fałszywymi danymi. Mówi, że to będzie 640 tys. uczniów i że jest to nieznacznie więcej, niż w 2010 r. W 20120 roku było 438 tys. dzieci. Jest to różnica prawie 300 tys.

 

Czy ma Pani kontakt z nauczycielami gimnazjów? Za 3 lata zniknie ich miejsce pracy. Minister Zalewska mówi, że nic im nie grozi. Samorządy likwidując placówkę mogą przecież zgodnie z karta nauczyciela rozstać się z nauczycielami gimnazjów. Jak to będzie wyglądało?

Bardziej wierze związkom zawodowym nauczycieli niż Pani minister. One szacują, że kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli straci pracę. To jest oczywiste. Jeśli zmniejszamy liczbę godzin zajęć przyrodniczych, to gdzie znajdzie miejsce nauczyciel od chemii, biologii, fizyki, czy geografii? Jeśli w wygaszanym gimnazjum pojawią się klasy I, II i III, to co będzie tam robił taki nauczyciel? Część z tych nauczycieli może uczyć w gimnazjum, ale nie w liceum, bo nie mają do tego kwalifikacji.

W czasie wczorajszej debaty pojawiały się takie głosy, że ta reforma ma zdaniem PiS zmienić filozofię systemu edukacji.

Tak zmieni, ale na gorsze. Ona nas cofa o 30 lat, w czasy głębokiego PRL-u. Będziemy mieli szkolę opartą na anachronicznych podstawach programowych o czym mówią wszyscy eksperci, którzy widzieli szkice podstaw programowych. Rada języka polskiego nie pozostawiła suchej nitki na podstawie programowej z języka polskiego. Nazwała ją skansenem.

Łaboda w #RZECZoPRAWIE

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA