fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ustrój i kompetencje

Kto się boi referendów lokalnych

123RF
Zwykle to mieszkańcy, a nie gminy domagają się referendów. Przegrywają, bo radni często odrzucają ich wnioski.

Większość referendów lokalnych kończy się fiaskiem. Nie dopisuje frekwencja, a część nie dochodzi do skutku, bo np. radni nie uznali, że mieszkańcy chcą zapytać o istotne sprawy.

W latach 2010–2014, czyli w minionej kadencji samorządowej w 120 przypadkach chciano w drodze referendum odwołać władze samorządowe. Do skutku doszło zaledwie 20 proc. Referenda merytoryczne, w których, przynajmniej teoretycznie, mieszkańcy powinny współuczestniczyć w decyzjach dotyczących gminy, cieszą się zdecydowanie mniejszą popularnością. W istotnych sprawach gospodarczych, społecznych czy kulturalnych odbyło się w minionej kadencji zaledwie ok. 30 referendów. Z tego połowa okazała się nieważna. Brakuje informacji, ile referendów merytorycznych nie odbyło się, np. na skutek odrzucenia wniosku przez radę gminy, która bada go od strony formalnej oraz zgodności z prawem.

A o co walczą mieszkańcy?

Najczęściej o likwidację farm wiatrowych, szkół czy straży miejskiej. Nie zawsze inicjatorom udaje się przekonać radnych, iż wniosek o przeprowadzenie referendum należy do spraw istotnych. Tak było w Chojnicach, gdzie mieszkańcy chcieli zlikwidować straż miejską. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku stwierdził jednak nieważność uchwały rady chojnickiej.

Problem polega na tym, że ustawa o referendach lokalnych nie precyzuje, co to są istotne sprawy. Ten brak precyzji bywa powodem konfliktu pomiędzy mieszkańcami a radnymi. Z drugiej strony tak szerokie pojęcie istotnej sprawy sprawia, że inicjatorzy akcji referendalnej popełniają błędy przekonując mieszkańców, iż można np. zmienić istniejący już miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, choć ta kompetencja została zarezerwowana dla radnych.

Z kolei mieszkańcy woj. podlaskiego chcieli się wypowiedzieć w sprawie budowy lotniska, ale radni sejmiku odrzucili ich wniosek. Stwierdzili, że decyzja nie leży w kompetencji samorządu. Inicjatorzy w skardze do WSA w Białymstoku udowodnili, że wprawdzie decyzje wydaje prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, ale na wniosek samorządu wojewódzkiego. Przegrali w pierwszej instancji, ale NSA, zwróci sprawę do ponownego rozpatrzenia. Ciąg dalszy nastąpi.

Idea referendum została więc spaczona i służy przede wszystkim protestom, a nie współpracy. Do rzadkości bowiem należały referenda merytoryczne inicjowane przez gminy. Na 30 przypadków w ubiegłej kadencji zaledwie kilka samorządów zapytało mieszkańców o możliwość samoopodatkowania się w przypadku przejęcia przez gminę wywozu odpadów komunalnych. W pozostałych mieszkańcy używali referendum do sprzeciwu wobec decyzji władz.

Opinia dla „Rz"

Krzysztof Izdebski, prawnik, ekspert Fundacji im. S. Batorego oraz stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska

Referenda merytoryczne i odwoławcze okazują się często nieważne, bo nie spełniają 30-proc. progu frekwencji. Jeśli go obniżymy, pojawi się ryzyko, że mniejszość zdecyduje za większość. Z drugiej strony, gdy mieszkaniec się przekona, że jego opinia jest brana pod uwagę, to pójdzie na referendum i frekwencja wzrośnie. Moim zdaniem obowiązująca 10 proc. podpisów mieszkańców za przeprowadzeniem referendum wystarcza. Przeszkodą za to jest weryfikacja pytania referendalnego dopiero po zebraniu podpisów. Powinno się to odbyć jak najwcześniej. Może wtedy wystarczą negocjacje lub samorząd sam podejmie decyzję zgodnie z wolą mieszkańców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA