fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

W Kuusamo zaczyna się nowy sezon w skokach narciarskich

Kamil Stoch po olimpijskich sukcesach w Soczi ubiegły sezon miał nieudany. Cel nr 1 tej zimy to mistrzostwa świata w Lahti
Fotorzepa, Piotr Nowak
Znów zaczynają w Kuusamo. Polska czeka na efekt nowego trenera: dalekie loty Kamila Stocha i spółki.

Dla tych, którzy spędzili przy skoczkach kilka listopadowych nocy w Finlandii, wiadomość o powrocie Pucharu Świata na skocznię Rukatunturi nie jest przykra.

W Kuusamo, oprócz oglądania w jednym miejscu skoków, biegów i kombinacji norweskiej w ramach zawodów Ruka Nordic, była też okazja spotkać Świętego Mikołaja z małżonką (z Rovaniemi mają niespełna 200 km), odwiedzić naturalną saunę, zjeść mięso z przyjaciela (jak pisał kiedyś w „Rz" piewca skoków, śp. Andrzej Łozowski, wykładając złożone relacje Finów z reniferami) lub pojeździć na nartach alpejskich na górze obok skoczni.

Zdanie „W Finlandii znów wieje, skoki odwołane" – reporterzy rzeczywiście musieli z Ruki pisać często (także rok temu), lecz żelazny dyrektor Pucharu Świata Walter Hofer nie tylko nie wyprowadził na zawsze konkursów z Rukatunturi, lecz wrócił do tradycji wczesnych skoków w pobliżu Kuusamo, po staremu twierdząc, że kaprysów natury o tej porze roku nigdzie się nie uniknie.

Dopuszczając po cichu myśl, że nie wszystko może pójść zgodnie z programem (choć prognozy są optymistyczne), mamy jednak nadzieję, iż 38. Puchar Świata w skokach rozpocznie się dziś od oficjalnego treningu, po którym o 16 wyznaczono kwalifikacje.

Pierwszy konkurs zaplanowano na piątek o 17, w sobotę drugi (14.30 kwalifikacje, 16 – główne zawody). Dodatkową gwarancją bezpieczeństwa terminów jest modernizacja skoczni w Ruce. Finowie wydali na nią około miliona euro, za tę sumę skoczkowie dostali nowe tory na rozbiegu, większe siatki chroniące przed podmuchami wiatru oraz poprawiony próg.

Polskie nadzieje, rozbudzone po zamianie trenera Łukasza Kruczka na Austriaka Stefana Horngachera, są duże, choć Rukatunturi jest skocznią, na której Polakom nigdy nie udało się wygrać. Nawet Adam Małysz w szczycie formy tego nie potrafił, trzy razy (w 2002 i 2003 roku) zajmował drugie miejsce.

Z siódemki, którą Horngacher już kilka tygodni temu wybrał na pierwsze spotkanie z PŚ, nikt nie stał na podium w Kuusamo, tylko Kamil Stoch pięć lat temu był blisko – na czwartym miejscu. Reszta nie przebiła się nawet do pierwszej dziesiątki, mówiąc krótko – z fińskim obiektem polscy skoczkowie trwałej przyjaźni nigdy nie zawarli.

Mimo to nie sposób zakładać, że po udanych skokach w letniej Grand Prix Stoch, Maciej Kot, Piotr Żyła, Stefan Hula, Dawid Kubacki, Klemens Murańka i Aleksander Zniszczoł polecieli do Kuusamo po lanie lub naukę.

Trener Horngacher w ostatnich wypowiedziach dla polskich mediów nie przesadzał z optymizmem, raczej tonował nadzieje na wybuch formy. Zapowiedziawszy dwójkę Polaków w pierwszej dziesiątce klasyfikacji końcowej PŚ, wyznaczył tylko podstawowe cele.

Skoczkowie też nie byli skłonni do nadmiernego optymizmu. Stoch mówił o powolnej poprawie, Kot o postępach i odbudowie dyspozycji, ale też o walce z psychiką, Żyła o poprawianiu pozycji dojazdowej i konieczności pracy.

Konkursy inauguracyjne w Kuusamo, nawet jeśli odbędą się bez dyktatury wiatru, mają być raczej weryfikacją skuteczności dotychczasowych wysiłków niż polskim skokiem na podium.

Przy okazji może warto rzucić okiem, jak radzą sobie dwaj Włosi, Sebastiano Colloredo i Davide Bresadola, których od paru miesięcy prowadzi trener Kruczek.

W Kuusamo powinno być ciekawie, bo przecież będzie Peter Prevc, który minionej zimy wziął wszystko – zdobył wielką Kryształową Kulę, wygrał MŚ w lotach i Turniej Czterech Skoczni. Ustanowił rekordy, które wydają się trwałe: wygrał 15 konkursów jednej zimy i stał na podium PŚ 22 razy.

Obok Słoweńców będą silni Niemcy (choć Severin Freund jeszcze odczuwa skutki kontuzji biodra), podrażnieni w swej dumie Austriacy, nieobliczalni młodzi Norwegowie i sławni weterani: Noriaki Kasai, Simon Ammann i Janne Ahonen. Nawet bez Thomasa Morgensterna, Roberta Kranjca i paru innych skoki nudy nie szykują.

Tej zimy skoczkowie oprócz PŚ mają w planie 65. Turniej Czterech Skoczni (29 grudnia–6 stycznia) i mistrzostwa świata w Lahti (22 lutego–5 marca). Polski fragment rywalizacji w PŚ w styczniu: 14 i 15 w Wiśle, 21 i 22 w Zakopanem. Finał wraca na wyremontowaną Velikankę w Planicy (24–26 marca).

Klasycznie bogaty będzie także przekaz telewizyjny ze skoków: w TVP 1, TVP Sport i Eurosporcie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA